- Z całej mej duszy życzę ci, umiłowany w Panu bracie - powiedział on - by przepełniona miłością laska Boża chroniła twą drogę i towarzyszyła ci jak anioł...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Wejdź, umiłowany bracie! Razem będziemy składać dzięki Panu, który pobłogosławił twą drogę i powrót!
- Chwała i dziękczynienie Najwyższemu Ojcu łask za wszystko, co tylko przygotowuje według swego zamysłu, zawsze przynoszącemu dobro nam, pielgrzymom i przybyszom w "ziemi obcej"! Przecież i ja, grzesznik, pożegnawszy cię w zeszłym roku, teraz znowu, dzięki Bożej łasce, doznaję zaszczytu ujrzenia cię i usłyszenia twego serdecznego powitania. Pewnie oczekujesz ode mnie szczegółowej opowieści o świętym Bożym mieście, Jerozolimie, ku której tęskniła moja dusza i ku której niezachwianie kierowałem moje pragnienia, ale nie zawsze spełnia się to, co zamierzamy. Także mnie się to przydarzyło i nic w tym dziwnego, bo czyż mnie, biednemu grzesznikowi, miał przypaść w udziale zaszczyt stąpania po tej uświęconej ziemi, noszącej ślady boskich stóp naszego Pana, Jezusa Chrystusa?
Przypominasz sobie, ojczulku, że wyruszyłem tam w zeszłym roku w towarzystwie głuchego starca, mając list irkuckiego kupca do jego syna w Odessie, z prośbą o wyprawienie mnie do Jerozolimy. Rzeczywiście, szczęśliwie i szybko dotarliśmy do Odessy. Mój towarzysz podróży zaraz znalazł miejsce na statku płynącym do Konstantynopola i wyruszył w drogę, a ja zostałem z owym listem, by odszukać syna irkuckiego kupca. Dom jego odnalazłem szybko, ale ku memu zdziwieniu i z żalem stwierdziłem, że mój dobroczyńca nie żyje: minęły już trzy tygodnie od momentu, gdy zmarł po krótkiej chorobie i został pochowany. Zasmuciło mnie to wprawdzie bardzo, ale zdałem się na wolę Boga. Wszyscy domownicy pogrążeni byli w smutku, wdowa po zmarłym, która została z trójką maleńkich dzieci, smuciła się do tego stopnia, że nieustannie płakała i po kilka razy dziennie padała w udręce na ziemię. Zdawało się, że ten głęboki żal nie pozwoli jej żyć długo. Mimo wszystko jednak przyjęła mnie życzliwie, a nie mając, ze względu na sytuację, możliwości wyprawienia mnie do Jerozolimy, zaprosiła mnie w gościnę do siebie na dwa tygodnie, po tym bowiem czasie obiecał przyjechać do Odessy ojciec zmarłego, by rozporządzić, rozliczyć i zorganizować handlowe sprawy osieroconej rodziny. Tym sposobem zostałem.
Mieszkam tak tydzień, miesiąc jeden, drugi, ale zamiast przyjechać, kupiec przysłał list, w którym powiadamiał, że ze względu na okoliczności nie może do nich przyjechać i radził, by rozliczeń dokonali oficjaliści, a oni wszyscy by, nie zwlekając, wyjeżdżali do niego, do Irkucka. Zaczęły się przygotowania do podróży, krzątanina, a ponieważ zauważyłem, że nie mają dla mnie czasu, to podziękowawszy za gościnność i pożegnawszy się, zacząłem znów moją wędrówkę po Rosji.
Myślałem, oj, myślałem: dokądże teraz pójdę? Wreszcie uchwyciłem się myśli, by najpierw pójść do Kijowa, bo nie byłem tam już wiele lat. Powędrowałem...
Oczywiście, bolałem nad tym, że nie spełniło się moje pragnienie dotarcia do Jerozolimy, ale przecież nie nastąpiło to bez Bożego zamysłu, myślałem sobie i uspokajałem się nadzieją, że Bóg miłujący człowieka przyjmie ten mój zamiar za sam czyn i w tym pełnym ubóstwa wędrowaniu nie pozostawi mnie bez pouczenia i duchowego pożytku...
Tak też się stało, spotykałem bowiem ludzi, którzy objawili mi wiele rzeczy, których dotąd nie znałem, i oświecali moją ciemną duszę niosąc jej ratunek. Gdybym nie wyruszył w tę drogę zmuszony koniecznością, nigdy nie napotkałbym tych dobroczyńców mojej duszy.
Tak to wędrowałem, w ciągu dnia modliłem się, a wieczorami, zatrzymując się na nocleg, czytałem moje Dobrotolubije ku pokrzepieniu i pobudzeniu mojej duszy do walki z niewidzialnymi wrogami zbawienia.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.