Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Ach — westchnął ojciec — już prawie zapomniałem o tym wszystkim. — To właśnie bardzo miło, że zapomniałeś — ja nie zapomniałem. Patrzył na mnie, błagając niemo, żebym nie wymówił imienia Henrietty, i nie wymówiłem go, mimo że miałem zamiar spytać ojca, dlaczego nie był tak miły, żeby zakazać Henrietcie wzięcia udziału w tej szkolnej wycieczce na pozycję artylerii przeciwlotniczej. Skinąłem głową, a on zrozumiał, że nie wymówię imienia Henrietty. Na pewno siedząc na zebraniach rady nadzorczej gryzmolił figurki na papierze, czasem pisał literę H, znowu H, czasem może całe imię: Henrietta. Nie był winien, był tylko głupi, tak dalece, że odbierało to, a może właśnie nadawało tragizm tej sprawie. Nie wiedziałem, jak jest naprawdę. Był taki delikatny, kruchy i srebrnowłosy, wyglądał tak dobrotliwie i nie przysłał mi nawet jałmużny, kiedy byłem z Marią w Kolonii. Dzięki czemu ten miły pan, mój ojciec, był takim twardym i silnym człowiekiem, dlaczego tyle mówił w telewizji o obowiązkach wobec społeczeństwa, o świadomości państwowej, o Niemczech, nawet o chrystianizmie, w który przecież nie wierzył — sam to wyznał, i to tak, że trzeba mu było uwierzyć. To mogły być tylko pieniądze, nie te realne, za które można kupić mleka i pojechać taksówką, utrzymywać kochankę i chodzić do kina — ale te abstrakcyjne. Bałem się go i on się mnie bał: obaj wiedzieliśmy, że nie jesteśmy realistami i obaj pogardzaliśmy tymi, którzy mówili o „realnej polityce”. Chodziło o coś więcej, o coś, czego te bałwany nigdy nie mogłyby pojąć. Czytałem w jego oczach, że nie mógł dać swoich pieniędzy klownowi, który zrobiłby to przeciwieństwo, co z pieniędzmi należało robić. Wiedziałem, że nawet gdyby mi dał milion, wydałbym wszystko, a wydawanie pieniędzy było w przekonaniu ojca jednoznaczne z rozrzutnością. Czekając w kuchni i w łazience, aż ojciec wypłacze się bez świadków, miałem nadzieję, że pod wpływem tego wstrząsu ofiaruje mi jakąś poważną sumę bez stawiania swoich idiotycznych warunków, ale teraz czytałem w jego oczach, że nie może tego zrobić. Nie był realistą, podobnie jak ja i obaj wiedzieliśmy, że inni ludzie przy całej swojej trywialności byli tylko realistami, głupimi jak kukiełki, które tysiąc razy dotykają swoich kołnierzy i nie mogą odkryć nitek, poruszających ich kończynami.
|
Wątki
|