Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
– Ale, książę Rogerze Sergeiu Alexandrze Chiangu MacClintock, jeżeli wydaje ci się, że czmychniesz do Portu Marduk, nie pomagając nam posprzątać bałaganu, którego narobiła moja córka, to grubo się mylisz.
* * * – Istnieje takie ludzkie ugrupowanie zwane Imperialne Biuro Śledcze – powiedział Gastan, podając flakon wina. – Znasz je, prawda? – Tak – przytaknął Roger, napełniając sobie kielich. W naradzie brała udział tylko grupa dowodzenia marines i kilku wodzów plemion. Fotografowi ITA udało się wprosić i teraz dyskretnie nagrywał wszystko z boku. Rogerowi – co było nieuniknione – towarzyszyła Pieszczura. Przynajmniej raz udało się zapanować nad liczebnością jego świty. Podczas kiedy dowodzący zasiedli do rozmów, obie grupy podwładnych zaczęły przyglądać się sobie nawzajem i oceniać swoje siły. Shinów było z całą pewnością więcej. Przy pierwszych atakach Krathian Gastan zebrał ogół plemion, więc wojownicy reprezentowali wszystkie rejony Gór Shin. Dzielili się przynajmniej na trzy wyraźne grupy, różniące się wyglądem pancerzy i broni, a także budową ciała. Najliczniejsi byli ci najbliżej związani z ojcem Pedi. Normalnego wzrostu, uzbrojeni w bardzo różną broń – głównie miecze i topory – nosili wszelkiego rodzaju pancerze, od gotowanych skór po ciężkie płytowe zbroje. Ich rogi, tak samo jak Corda, były wysokie i zaokrąglone, z wyraźnymi bruzdami wzdłuż krawędzi. Wielu przyozdabiało je kunsztownie i nosiło hełmy zaprojektowane tak, by jak najlepiej to podkreślać. Druga grupa wyglądała jak oficerowie Krathian, którzy zmienili strony. Byli wyposażeni niemal identycznie jak dowódcy Bicza w ciężkie pancerze płytowe na kolczugach, długie miecze i kwadratowe tarcze. Zachowywali się też tak samo, jak Krathianie, czyli wyniośle. Jak się okazało, byli do przywódcy klanów z „nizinnych” dolin, gdzie wpływy – i pieniądze – Krathian były najsilniejsze. Często na nich napadano, więc byli nieustraszeni w bitwie, ale także gotowi negocjować, jeśli można było jej uniknąć. Ostatnia grupa wyglądała na najbiedniejszą, była uzbrojona właściwie tylko we włócznie. Ci Shinowie byli niżsi od przeciętnych Mardukan i mieli dziwne rogi – bardzo ciemne i zakrzywione ostro w tył, wzdłuż czaszki. Ich najstarszy wódz klanu miał na sobie kolczugę narzuconą na skórzany kaftan, a w dłoniach trzymał olbrzymi i najwyraźniej bardzo stary topór. Z tego, czego zdążył się dowiedzieć od Pedi, i z podsłuchanych uwag Roger wiedział, że to klany z samego serca gór, Shinowie, których widywano tylko raz na pokolenie, tak rzadko, że wielu innych Shinów uważało ich za niemal legendarne postacie. – W porcie jest agent IBŚ – ciągnął Gastan. – W tej chwili nie ma łączności ze swoimi zwierzchnikami, ale działa przeciw gubernatorowi, czekając, aż odezwie się któryś z jego informatorów. To on skontaktował się ze mną i zaczął przysyłać mi ludzi, którym według niego w porcie groziło niebezpieczeństwo. Prosił, żebym pomógł w waszej sprawie, więc zmusiłem go, żeby powiedział mi, dlaczego. Powiedział dużo, chociaż na pewno nie wszystko, i dał mi to. – Gastan podał księciu chip z danymi. – Wasze „Imperium” jest w bardzo poważnych opałach, książę. Obawiam się, że mam bardzo złe wiadomości. – Jakie? – Roger wzruszył ramionami i napił się wina. – Na tej planecie, było już tak źle, że w domu chyba nie może być gorzej. – Port jest przed wami zamknięty. Gubernator zaprzedał duszę waszym wrogom, Świętym. Żaden imperialny statek nie zawinął tu od ponad roku. Imperium zapomniało o tej planecie. Bez statku, nawet po zajęciu portu, nie można się stąd wydostać, a jeśli Święci dowiedzą się, że przekupiony gubernator został obalony, wasze życie nie będzie nic warte. – Do tego doszliśmy już sami – powiedział Roger. – Twoje stwierdzenie, że mamy gówniane szansę, przywodzi na myśl jedno pytanie. Skoro jest tak beznadziejnie i skoro Święci spadną tutaj jak tona cegieł, jeśli nas wykryją, dlaczego miałbyś ryzykować i pomagać nam?
|
Wątki
|