— Co ty… robiÅ‚eÅ›? — powiedziaÅ‚ Pirx...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

— PlombujÄ™ przeciek. Cztery dziesiÄ…te rentgena na godzinÄ™. Czy mogÄ™ plombować dalej ?
— NadawaÅ‚eÅ› Morsem. Co nadawaÅ‚eÅ›?
— Morsem — powtórzyÅ‚ dokÅ‚adnie tym samym tonem automat i dorzuciÅ‚: — Nie rozumiem. Czy — mogÄ™ plombować dalej?
— Możesz… — mruknÄ…Å‚ Pirx. PatrzaÅ‚ na wielkie, powoli prostujÄ…ce siÄ™ rÄ™ce. — Tak, możesz…
CzekaÅ‚. Terminus nie widziaÅ‚ go już. NabraÅ‚ lewÄ… rÄ™kÄ… cementu i cisnÄ…Å‚ go bÅ‚yskawicznym ruchem. PrzytwierdziÅ‚ — rozpÅ‚aszczyÅ‚ — wygÅ‚adziÅ‚: trzy uderzenia. Teraz prawa rÄ™ka poÅ›pieszyÅ‚a ku lewej i rura zabÄ™bniÅ‚a:
— P–r–a–t–t–1–e–ż–y–w–s–z–o– s–t–y–m…
— M–o–m–s–s–e–n…
— O–d–e–z–w–i–j–s–i–e–m–o–m–s–s–e–n…
— Gdzie jest Pratt?!!! — krzyknÄ…Å‚ Pirx przeraźliwie.
Terminus, którego ręce stawały się w świetle połyskliwymi smugami, odpowiedział natychmiast:
— Nie wiem.
Równocześnie wystukiwał z taką szybkością, że Pirx ledwo chwytał:
— P–r–a–t–t–n–i–e–o–d–p–o–w–i–a–d–a…
W tym momencie staÅ‚o siÄ™ coÅ› zdumiewajÄ…cego. Na tÄ™ seriÄ™, wybijanÄ… prawÄ… rÄ™kawicÄ…, naÅ‚ożyÅ‚a siÄ™ druga, daleko sÅ‚absza — wystukiwaÅ‚y jÄ… palce lewej; sygnaÅ‚y zmieszaÅ‚y siÄ™ i przez kilkanaÅ›cie sekund rurociÄ…g trzÄ…sÅ‚ siÄ™ z haÅ‚asem podwójnego kucia, z którego wychynęła zamierajÄ…ca seria:
— Z–m–n–o–w–r–e–c–e–n–i–m–o–g–j–u–z…
— Terminus… — powiedziaÅ‚, samymi wargami, Pirx. CofaÅ‚ siÄ™ ku żelaznym schodkom. Automat nie usÅ‚yszaÅ‚ go. Jego tors, Å›wiecÄ…cy od oliwy, drgaÅ‚ zgodnie z rytmem pracy. Nawet nie sÅ‚uchajÄ…c, z samych jego bÅ‚yÅ›nięć mógÅ‚ Pirx odczytać:
— M–o–m–s–s–e–n–o–d–e–z–w–i–j–s–i–e…
III 
LeżaÅ‚ na wznak. Ciemność roiÅ‚a siÄ™ od bÅ‚ysków, powstajÄ…cych w jego oczach. Pratt szedÅ‚ w gÅ‚Ä…b statku. Tak? KoÅ„czyÅ‚ mu siÄ™ tlen. Tamci dwaj nie mogli mu pomóc. A Momssen? Dlaczego nie odpowiadaÅ‚? Może nie żyÅ‚ już? Nie, Simon sÅ‚yszaÅ‚ go. MusiaÅ‚ być gdzieÅ› blisko — o Å›cianÄ™. O Å›cianÄ™? To by znaczyÅ‚o, że pomieszczenie, w którym byÅ‚ Momssen, zawieraÅ‚o powietrze. Inaczej tamten nic by nie sÅ‚yszaÅ‚. Co sÅ‚yszaÅ‚? Kroki? Dlaczego wzywali go? Dlaczego siÄ™ nie odzywaÅ‚?
Rozdzielone na kropki i kreski gÅ‚osy agonii. Terminus. Jak to siÄ™ staÅ‚o? Odnaleziono go pod stosem zwalisk, na dnie komory. Zapewne w miejscu, gdzie rurociÄ…g wychodzi z niej na zewnÄ…trz. Zasypany rumowiskiem, mógÅ‚ sÅ‚yszeć stukanie — jak dÅ‚ugo? Zapasy tlenu sÄ… znaczne. MogÄ… wystarczyć na miesiÄ…ce. Å»ywność też. A wiÄ™c spoczywaÅ‚ tam, pod gruzami… zarazi Nie byÅ‚o przecież ciążenia. Co go unieruchomiÅ‚o? Chyba zimno. Automaty nie mogÄ… poruszać siÄ™ przy bardzo niskiej temperaturze. Olej Å›cina siÄ™ w stawach. PÅ‚yn hydrauliczny zamarza i rozsadza przewody. Pozostaje tylko metalowy mózg — tylko mózg. MógÅ‚ sÅ‚yszeć i utrwalać sygnaÅ‚y, coraz sÅ‚absze, zachowaÅ‚y siÄ™ w elektrycznych zwojach jego pamiÄ™ci, jakby to byÅ‚o wczoraj. A on sam o tym nie wie? Jak to może być? Nie wie, że modelujÄ… rytm jego pracy? Może kÅ‚amie? Nie — automaty nie kÅ‚amiÄ….
ZmÄ™czenie zalewaÅ‚o go jak czarna woda. Może nie należaÅ‚o tego sÅ‚uchać? ByÅ‚o w tym coÅ› ohydnego, tak przypatrywać siÄ™ utrwalonej w każdym szczególe agonii, Å›ledzić jej postÄ™py, żeby analizować potem każdy sygnaÅ‚, woÅ‚anie o tlen, krzyk. Nie wolno tego robić — jeÅ›li nie można pomóc. ByÅ‚ już tak nieprzytomny, że nie wiedziaÅ‚, o czym myÅ›li, ale powtarzaÅ‚ jeszcze wargami, bez gÅ‚osu, jakby sprzeciwiajÄ…c siÄ™ komuÅ›:
— Nie. Nie. Nie.
Potem nie było już nic.
Zerwał się w zupełnej ciemności. Chciał usiąść na łóżku, ale przypięta kołdra nie puściła, po omacku mocował się z pasami, zrobił światło.
Silniki pracowały. Narzucił płaszcz, oceniając jednocześnie kilkakrotnym ugięciem kolan wielkość przyspieszenia. Jego ciało ważyło dobrze ponad sto kilogramów. Z półtora g? Rakieta skręcała, czuł wyraźną wibrację, szafy w ścianach potrzaskiwały przeciągle, ostrzegawczo, drzwi jednej otwarły się z gniewnym krakaniem, wszystkie nie umocowane przedmioty, ubranie, buciki, posuwały się drobnymi ruchami w stronę rufy, jakby zjednoczone w jakimś skrytym zamiarze, który je znienacka ożywił.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….