— DziÅ› rano rozmawiaÅ‚em z przyjacielem, współpracownikiem Henry'ego Stimsona w Departamencie Wojny — powiedziaÅ‚ Har­degen...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Po powrocie Roosevelta z rejsu na „Tuscaloosie",
Stimson powitał prezydenta na Union Station i razem pojechali do Białego Domu. Pytany przez Roosevelta o sytuację w Europie Stimson odparł, że na palcach obu rąk można policzyć dni pokoju.
— Roosevelt wróciÅ‚ do Waszyngtonu tydzieÅ„ temu — zauwa­Å¼yÅ‚a Margaret.
— Zgadza siÄ™. Sama sobie policz. A moim zdaniem Stimson to optymista. Ja uważam, że wybuch wojny to kwestia godzin.
— A co z komunikatem, o którym czytaÅ‚em w dzisiejszym Timesie? — wtrÄ…ciÅ‚ Peter.
Ubiegłego wieczoru Hitler wysłał do Wielkiej Brytanii notę i Times sugerował, że może to pierwszy krok wynegocjowania sposobu uporania się z problemem Polski.
— Moim zdaniem gra na zwÅ‚okÄ™ — stwierdziÅ‚ Hardegen. — Niemcy majÄ… wzdÅ‚uż polskiej granicy sześćdziesiÄ…t dywizji, które tylko czekajÄ… na rozkaz.
— W takim razie na co Hitler czeka? — spytaÅ‚a Margaret.
— Na pretekst.
— Przecież Polacy nie dostarczÄ… mu pretekstu do ataku.
— OczywiÅ›cie że nie. Ale to nie powstrzyma Hitlera.
— Co masz na myÅ›li, Walkerze? — chciaÅ‚ wiedziaÅ‚ Bratton.
— Hitler wymyÅ›li powód usprawiedliwiajÄ…cy atak, prowokacjÄ™, która pozwoli mu zaatakować bez wypowiedzenia wojny.
— A Anglicy i Francuzi? — zastanawiaÅ‚ siÄ™ Peter. — Czy dotrzymajÄ… zobowiÄ…zaÅ„ i w razie agresji na PolskÄ™ wypowiedzÄ… Niemcom wojnÄ™?
— SÄ…dzÄ™, że tak.
— Nie powstrzymali Hitlera w Nadrenii, Austrii czy w Czecho­sÅ‚owacji — zauważyÅ‚ Peter.
— Tak, ale z PolskÄ… rzecz ma siÄ™ inaczej. Wielka Brytania i Francja już zdajÄ… sobie sprawÄ™, że Hitlerem trzeba siÄ™ zająć.
— A co z nami? — zapytaÅ‚a Margaret. — Czy możemy siÄ™ trzymać od tego z daleka?
— Roosevelt twierdzi, że nie zamierza siÄ™ w to mieszać — odparÅ‚ Bratton — ale ja mu nie wierzÄ™. JeÅ›li caÅ‚Ä… EuropÄ™ ogarnie wojna, chyba nie bÄ™dziemy mogli dÅ‚ugo pozostać na uboczu.
— Jak to wpÅ‚ynie na bank? — niepokoiÅ‚a siÄ™ Margaret.
— Likwidujemy wszystkie nasze kontakty z Niemcami — wyjaÅ›niÅ‚ Hardegen. — JeÅ›li wybuchnie wojna, znajdzie siÄ™ mnós­two innych sposobów inwestowania. Może siÄ™ okazać, że ta wojna to wÅ‚aÅ›nie to, czego potrzebowaliÅ›my, by wreszcie siÄ™ otrzÄ…snąć z wielkiego kryzysu.
— Ach, nie ma jak zarabianie na Å›mierci i zniszczeniu — odezwaÅ‚a siÄ™ Jane.
Na sÅ‚owa mÅ‚odszej siostry Margaret Å›ciÄ…gnęła brwi. CaÅ‚a Jane. Jane chÄ™tnie pozowaÅ‚a na obrazoburczyniÄ™; mrocznÄ…, ponurÄ… in­telektualistkÄ™, krytycznÄ… wobec swojej klasy i wszystkiego, co ona reprezentuje. RównoczeÅ›nie prowadziÅ‚a bujne życie towarzys­kie i szastaÅ‚a ojcowskimi pieniÄ™dzmi, jakby siÄ™ baÅ‚a, że lada chwila źródeÅ‚ko wyschnie. W wieku trzydziestu lat ani sama siÄ™ nie utrzymywaÅ‚a, ani nie myÅ›laÅ‚a o małżeÅ„stwie.
— Och, Jane, czyżbyÅ› znowu czytaÅ‚a Marksa? — spytaÅ‚a z lekkÄ… kpinÄ… Margaret.
— Margaret, proszÄ™ — mitygowaÅ‚a Dorothy.
— ParÄ™ lat temu Jane mieszkaÅ‚a jakiÅ› czas w Anglii — ciÄ…gnęła Margaret, jakby nie sÅ‚yszaÅ‚a proÅ›by matki. — Od tamtej pory zrobiÅ‚a siÄ™ z niej prawdziwa komunistka, prawda, Jane?
— Mam prawo do swoich opinii, Margaret — warknęła Jane. — Hitler jeszcze nie rzÄ…dzi w tym domu.
— MyÅ›lÄ™, że chyba też zostanÄ™ komunistka. Wakacje byÅ‚y takie nudne, wszyscy gadali o wojnie. Przerzucenie siÄ™ na komu­nizm przynajmniej zapewni nowy temat rozmów. W przyszÅ‚ym tygodniu Huttonowie urzÄ…dzajÄ… bal kostiumowy. MogÅ‚ybyÅ›my siÄ™ przebrać za Lenina i Stalina, siostrzyczko. A po przyjÄ™ciu wyru­szymy na North Fork skolektywizować wszystkie farmy. Åšwietna zabawa.
Bratton, Peter i Hardegen wybuchnęli śmiechem.
— DziÄ™kujÄ™, Margaret — odezwaÅ‚a siÄ™ surowo Dorothy. — Dość nas zabawiÅ‚aÅ› na dzisiaj.
Za długo już trwała ta rozmowa o wojnie. Dorothy wyciągnęła rękę i musnęła ramię Hardegena.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….