Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
w świszczącym poszumie i znikło. Lazar był światowym guru religii obcologicznej. - A nie mówiłem? - wykrztusił z siebie wzruszony Nieopatrznie zachęciłem rozmówcę do kontynuowania John. wywodu. - Mówiłeś - odpowiedziałem, zastanawiając się, czy - Tak więc Lazar... - rozpoczął Hagarthy. Na wierzę w to, co widziałem. szczęście przeszkodziła mu żona, wyciągając cztery Moi towarzysze zaczęli przekrzykiwać się w lornetki, radio i pokaźną siatkę z prowiantem z podnieceniu; ja nie brałem udziału w ich wymianie bagażnika samochodu Phila Hausmana. - Ktoś chce zdań. Zaproponowałem tylko, by zaczekać tu, aż się kawy z termosu? - zapytała. przejaśni i rano rozejrzeć się po okolicy, na co chętnie Żona Hagarthy'ego nazywała się Martha, a my przystali. W końcu padłem na fotel buicka. W mojej wszyscy znajdowaliśmy się pośrodku zupełnej głuszy. głowie długo jeszcze kotłowały się rozgorączkowane Było już ciemno; w oddali majaczyły światła czyjejś myśli. farmy. Na polnej drodze stał oprócz auta Hausmana mój służbowy buick. Właściwie nie wiedziałem, czego *** tu szukam; miałem nadzieję, że zobaczę coś, co naprowadzi mnie na jakikolwiek ślad. Kilka godzin później Martha obudziła mnie z - Tak, dziękuję - odparłem, z wdzięcznością niespokojnej drzemki, zmęczonego i niewyspanego. przyjmując gorący kubek aromatycznego płynu, Spojrzałem na zegarek: nie było jeszcze czwartej. Nad podczas gdy Phil nastawiał radio. Wkrótce dobiegły nas pastwiskami Wielkiej Kotliny wstawał właśnie dzień. rytmiczne pikania, których pozostała trójka słuchała w Ziewnąłem i podniosłem się z fotela. nabożnym skupieniu. Zjadłszy skromne śniadanie, wyruszyliśmy na - Zawsze tak jest - powiedział John ściszonym zachód nie używanymi od dawna, pełnymi głosem. - Masz szczęście, bardzo wyraźnie dzisiaj nieprawdopodobnie wprost wielkich dziur, polnymi słychać. drogami, wypatrując czegokolwiek podejrzanego. Rzeczywiście wyraźnie - z ironią skwitowałem w Wokół rozciągały się morza suchych traw, z rzadka myślach. - Sygnał wyłączonej stacji radiowej. urozmaicane pojedynczymi krzewami, wyrastającymi Miałem to zamiar powiedzieć, ale w ostatniej chwili wprost ze skalistego podłoża. Dopiero po godzinie się powstrzymałem. Nie chciałem psuć im dobrej spostrzegłem pół mili od naszego szlaku plamę zabawy. Usiadłem więc na fotelu w samochodzie poczerniałej roślinności. Zatrzymaliśmy samochody i Hausmana i, tak jak pozostali, czekałem. Gdyby teraz udaliśmy się na miejsce pieszo; był to jedyny sposób widziała mnie żona - pomyślałem - uznałaby chyba, że pokonania nierównego, kamienistego terenu. zwariowałem. Słuchając dobiegających z odbiornika Wyglądało to niesamowicie. W oczy rzucał się dźwięków, pozwalałem się ogarniać atmosferze wyraźnie niebieski kolor traw i ciernistych krzewów. tajemniczości. W końcu wczułem się w rolę Po przejściu przez ich pas naszym oczom ukazał się nawiedzonego ufologa tak bardzo, że byłbym nawet znany mi już krąg wypalonej i zmiażdżonej roślinności. skłonny przyznać, że widzę na niebie jakieś dziwne, Nieco dalej, za kolejnymi krzakami, znaleźliśmy istne mrugające światło. śmietnisko dziwacznych przedmiotów, na których - Tam! - krzyknęła podekscytowana Martha. Pośród widok zaparło nam dech w piersiach. Między ciemności poruszał się mały, jasny punkcik. kamieniami walało się mnóstwo metalowych, Samolot? Wpatrzyłem się weń, zafascynowany. błyszczących, przypominających nieco szkło odłamków Rozległ się słaby odgłos -jakby poszum połączony ze z wyciętymi na nich rysunkami (kreska i prostopadła do świstem i warczeniem. Czy to nie o czymś takim niej, zakręcająca linia). Dużo było też tajemniczych, opowiadał Smitson? błyszczących jakby lekko bryłek, poskręcanych niby- Punkcik krążył przez chwilę w jednym miejscu, a rurek zielonkawego koloru i lepkiego płynu o woni następnie skierował się na zachód, w kierunku amoniaku. Wstające słońce rzucało na ten dziwaczny Hawthorne. Po kilku minutach niebo rozjaśniła na jakiś bałagan długie, kładące się po ziemi cienie, nadając mu czas biała łuna. To chyba gdzieś przy browarze - nierealny, groźny, ale i pociągający wygląd. przeszło mi przez myśl. Po chwili punkcik skierował się - Rany boskie, co tu się stało?! - pierwszy odzyskał
|
Wątki
|