— Tak — odparł i uśmiechnął się...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

W tej samej chwili Janet pojęła z całą mocą, że jest zupełnie bezbronna. Wszystkie jej dotychczasowe doświadczenia w kontrolowaniu zachowań pacjentów, wszelkie nauki dotyczące ukierunkowywania potoku myśli i sterowania rozmową, w tym wypadku nie miały zastosowania. Próby uspokojenia Harry'ego logicznymi argumentami spełzały na niczym, z takim samym skutkiem mogłaby nawoływać do spokoju ofiarę gwałtu albo człowieka, który właśnie dowiedział się, że ma raka mózgu. Bensonowi mogło pomóc tylko konkretne działanie. Był całkowicie uzależniony od bezdusznej maszyny, która nieuchronnie popychała go w kierunku ataku choroby. Żadnymi słowami nie dało się jej wyłączyć.
Tylko w jeden sposób można było mu pomóc — zabierając go z powrotem do szpitala. Ale jak tego dokonać? Ross postanowiła odwołać się do jego intelektu.
— Czy ty rozumiesz, co się dzieje, Harry? Stymulacje wywołują u ciebie silne emocje, a to prowadzi do ataku epilepsji.
— Ale to takie przyjemne uczucie.
— Przecież sam powiedziałeś, że nie zawsze jest przyjemne.
— To prawda, nie zawsze.
— Nie chciałbyś, żebyśmy to naprawili?
Benson milczał przez chwilę.
— Naprawili?
— Tak. Moglibyśmy tak zmienić wszystko, żeby już nigdy nie groziły ci ataki choroby. — Janet starała się uważnie dobierać słowa.
— Sądzisz, że należy mnie oddać do naprawy?
To pytanie przywiodło jej na myśl Ellisa, który czasem lubił żartować w ten sposób.
— Możemy sprawić, że będziesz się lepiej czuł, Harry.
— Ja się czuję znakomicie, doktor Ross.
— Ależ Harry, kiedy pojechaliście do mieszkania Angeli...
— Nie pamiętam, co się tam stało.
— Pojechaliście razem po tym, jak uciekłeś ze szpitala.
— Niczego nie pamiętam. Wszystkie zapisy pamięci zostały wykasowane. Na taśmach jest tylko szum. Możesz je sobie przełączyć na głośnik i sama się przekonać. — Otworzył szeroko usta i zasyczał gardłowo. — Widzisz? Został tylko szum.
— Nie jesteś maszyną, Harry — powiedziała łagodnym tonem.
— Jeszcze nie.
Poczuła skurcz żołądka. Niezwykłe napięcie nerwowe uzewnętrzniało się sensacjami fizjologicznymi. Ponownie jakaś cząstka jej umysłu odnotowała interesującą współzależność doznań fizycznych i stanów emocjonalnych. Była wdzięczna tej zimnej, profesjonalnej części swej osobowości choćby za tak krótkie chwile wytchnienia.
Ale coraz bardziej odczuwała też wściekłość na Ellisa i McPhersona, na te ich narady, podczas których nieodmiennie tłumaczyła, że wszczepienie Bensonowi urządzenia elektronicznego może jedynie nasilić jego wcześniejsze urojenia maniakalne. Lecz nikt nie chciał jej słuchać.
Żałowała, iż żadnego z nich nie ma przy tej rozmowie.
— To wy próbujecie mnie zmienić w maszynę — rzekł Benson. — Wszyscy do tego dążycie i dlatego się wam przeciwstawiam.
— Harry...
— Pozwól mi skończyć!
Jego twarz wykrzywił grymas wściekłości, który niemal natychmiast przekształcił się w przyjazny uśmiech.
Kolejna stymulacja. Teraz wyładowania następowały już co kilka minut. Gdzie się podział Anders? Czemu nikt się nią nie zainteresował? Czy miała wybiec z domu, wrzeszcząc wniebogłosy? Miała próbować dzwonić do szpitala? A może na policję?
— To bardzo przyjemne — oznajmił uśmiechnięty Benson. — To naprawdę bardzo miłe uczucie. Nic nie jest tak przyjemne, jak to. Mógłbym zostać pod wrażeniem tego szumu na zawsze, bez końca.
— Harry. Spróbuj się rozluźnić i uspokoić.
— Jestem spokojny. Ale tak naprawdę tobie chodzi o coś zupełnie innego, prawda?
— O co miałoby mi chodzić?
— Pragniesz, żebym się zmienił w pożyteczną maszynę. Chcesz, żebym pokornie słuchał rozkazów moich władców i wykonywał polecenia. Czy nie do tego właśnie dążysz?
— Nie jesteś maszyną, Harry.
— I nigdy nią nie będę. — Uśmiech zniknął nagle z jego twarzy. — Nigdy. Przenigdy!
Janet zaczerpnęła głęboki oddech.
— Harry. Chcę, żebyś wrócił do szpitala.
— Nie.
— Możemy sprawić, że poczujesz się lepiej.
— Nie.
— Zajmiemy się tobą, Harry.
— Zajmiecie się mną! — Wybuchnął gromkim, nieprzyjemnym śmiechem. — Wcale nie chcecie się zająć mną! Chcecie się zająć swoim eksperymentalnym obiektem. Was obchodzi tylko to, żeby się wykazać. Dbacie wyłącznie o swoje kariery. Nikt nie ma zamiaru zająć się mną! — Był coraz bardziej podekscytowany z wściekłością cedził słowa. — Jakże by to wyglądało, gdybyście w swoich czasopismach naukowych musieli się przyznać, że mieliście tylu a tylu pacjentów pod obserwacją przez ileś tam lat, ale jeden zginął, bo dostał świra i gliniarze go zastrzelili? To naprawdę byłoby fatalne.
— Harry...
— Tak, wiem — rzekł Benson, unosząc obie ręce. — Godzinę temu byłem chory, a potem, kiedy się ocknąłem, zauważyłem u siebie krew pod paznokciami. Wiem, że to była krew. — Popatrzył na swoje palce, potem obrócił dłonie i obejrzał paznokcie. Wreszcie dotknął obandażowanej głowy. — Podobno operacja zakończyła się pomyślnie. Ale to nie działa.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.