Kiedy Nicholas malował ten obraz, Kate uśmiechała się przez łzy, lecz nie były to łzy bólu, chociaż płynęły jeszcze, kiedy młodzieniec umilkł...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

— Czy nie mam racji, Kate? — zapytaÅ‚ po chwili ciszy.
— Tak, tak, kochany bracie! I nie mogÄ™ wprost wyrazić, jak siÄ™ cieszÄ™, że postÄ…piÅ‚am nie inaczej, niż ty byÅ› sobie tego życzyÅ‚.
— Niczego nie żaÅ‚ujesz?
— N-i-e-e... — odparÅ‚a niepewnie Kate, stopkÄ… kreÅ›lÄ…c coÅ› na podÅ‚odze. — Nie żaÅ‚ujÄ™ oczywiÅ›cie, że postÄ…piÅ‚am sÅ‚usznie i uczciwie, lecz bardzo żaÅ‚ujÄ™, że to siÄ™ w ogóle staÅ‚o... to jest... żaÅ‚ujÄ™ niekiedy, a niekiedy... Nie wiem doprawdy, co mówiÄ™!... Jestem tylko niemÄ…drÄ… dziewczynÄ…, Nicholasie... i... i to wszystko wstrzÄ…snęło mnÄ… do gÅ‚Ä™bi.
Nie trzeba chyba mówić, że gdyby młodzieniec posiadał w tej chwili dziesięć tysięcy funtów zupełnie zapomniałby o sobie i bez wahania oddał wszystko do ostatniego pensa, by zapewnić szczęście tak tkliwie i szlachetnie kochanej właścicielce zarumienionych policzków i spuszczonych oczu. Stać go było jednak tylko na serdeczne słowa pociechy, lecz słowa tak czułe, dobre i pogodne, że biedna dziewczyna zarzucając ramiona na szyję brata obiecała, że nie będzie już płakać.
„Jakiemuż mężczyźnie — myÅ›laÅ‚ z dumÄ… Nicholas idÄ…c wkrótce po tej rozmowie w stronÄ™ domu bliźniaków — nie opÅ‚aciÅ‚aby hojnie wszelkich ofiar materialnych miÅ‚ość takiego jak Kate serca, które nie ma wprost ceny, chociaż serca ważą maÅ‚o, a zÅ‚oto i srebro bardzo wiele! Frank ma dość pieniÄ™dzy i nie pragnie ich wiÄ™cej, gdzież jednak kupi za nie taki skarb jak Kate? Mimo to wszakże ludzie zwykli sÄ…dzić, że w nierównym małżeÅ„stwie bogata strona ponosi ciężkÄ… ofiarÄ™, a biedna robi wyÅ›mienity interes! Ale rozumujÄ™ jak zakochany... albo jak osioÅ‚, co w gruncie rzeczy wychodzi na jedno".
Przy pomocy takich i tym podobnych równie surowych połajanek Nicholas kładł tamę sprzecznym z jego planami na najbliższą przyszłość myślom, a że zajmował się tym przez całą drogę, nie zauważył prawie, kiedy stanął przed obliczem Tima Linkinwater.
— Ach, pan Nickleby! — zawoÅ‚aÅ‚ stary buchalter. — Niech pana Bóg bÅ‚ogosÅ‚awi! Jakże siÄ™ pan miewa? Dobrze, co? No, proszÄ™ mi zaraz powiedzieć, że tak dobrze jak zawsze!
— Dobrze, zupeÅ‚nie dobrze — odparÅ‚ Nicholas Å›ciskajÄ…c mu dÅ‚onie.
— Hm... — ciÄ…gnÄ…Å‚ Tim. — PrzyjrzaÅ‚em siÄ™ lepiej i widzÄ™, że wyglÄ…da pan na zmÄ™czonego. A niechże to! Oto on! SÅ‚yszaÅ‚ go pan? Kos, Dick! Od paÅ„skiego wyjazdu przestaÅ‚ być sobÄ…. Nie może już wytrzymać bez pana. PrzywiÄ…zaÅ‚ siÄ™ do pana jak do mnie.
— Dick jest o wiele mniej sprytny, niż sÄ…dziÅ‚em, jeżeli uważa, że jestem wart choć poÅ‚owy zainteresowania, którym darzy pana — powiedziaÅ‚ Nicholas.
— Widzi pan — odparÅ‚ Tim stajÄ…c w swej ulubionej pozie i wskazujÄ…c klatkÄ™ pierzastym koÅ„cem pióra — to nadzwyczajna rzecz, nadzwyczajna, że ten ptak zwraca uwagÄ™ i w ogóle dostrzega tylko pana Charlesa, pana Neda, ciebie, mÅ‚ody czÅ‚owieku i mnie.
W tej chwili Tim urwał i zerknął na Nicholasa, a spotkawszy niespodziewanie jego wzrok powtórzył: „Ciebie, młody człowieku, i mnie... tak... ciebie i mnie". Potem spojrzał znowu na młodzieńca i ściskając mu dłoń powiedział:
— Źle, że pomijam milczeniem to, co najbardziej mnie obchodzi. Nie mam zamiaru wypytywać pana, ale chciaÅ‚bym usÅ‚yszeć coÅ› niecoÅ› o tym biedaku. Czy mówiÅ‚ czasami o braciach Cheeryble?
— Tak — odrzekÅ‚ Nicholas. — Nawet bardzo czÄ™sto.
— Dobrze to o nim Å›wiadczy — powiedziaÅ‚ Tim ocierajÄ…c oczy. — Tak... To bardzo dobrze o nim Å›wiadczy.
— I ze dwadzieÅ›cia razy wspominaÅ‚ pana — podjÄ…Å‚ mÅ‚odzieniec. — Niejednokrotnie prosiÅ‚ mnie, by. pozdrowić od niego pana Linkinwater.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….