statystyką, bierzemy jedynie pod uwagę procentową liczbę ludzi ochrzczonych, zapominającprzy tym, że ci ochrzczeni żyli przez pół wieku w systemie...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Chrzest nie niweluje wpływów cywilizacji
antychrześcijańskiej. Dzisiejszy postkomunistyczny liberalizm utrzymał swe
antychrześcijańskie oblicze, choć zmienił metody. Warto wobec tego zobaczyć, jakim
ograniczeniom i jakim deformacjom ulegał i ulega obraz chrześcijaństwa.
Przeciętny człowiek ma niewielkie pojęcie o chrześcijaństwie nie tyle jako o religii, ile jako
typie kultury. A przecież to właśnie chrześcijaństwo było spadkobiercą kultury zachodniej
(grecko-rzymskiej), która została dopełniona przez Objawienie. Dla Polski przyjęcie
chrześcijaństwa było nie tylko zmianą religii, z pogańskiej na chrześcijańską, była to zmiana
całej cywilizacji we wszystkich jej dziedzinach: w edukacji i nauce (których przed
chrześcijaństwem w ogóle w Polsce nie było), w moralności i obyczajach, w życiu
rodzinnym, w prawie i powstaniu miast. Ale dziś nasze pojęcie o pełni blasku kultury
chrześcijańskiej jest niewielkie. Wypływa to nie tylko ze zwykłego lenistwa, ale nade
wszystko z kierunku, jaki wyznaczony został przez ogólnoświatowy (globalistyczny) trend
cywilizacyjny lub po prostu: współczesną cywilizację.
W nauce paradygmat, czyli wzorzec poznania naukowego, zostaje zawężony do takiego typu
poznania, w którym nie ma miejsca na Boga ani na człowieka jako osobę (pozytywizm).
Miejsce teologii, filozofii i humanistyki zajmuje technologia i kult nauk przyrodniczych.
Nauka nie pyta już DLACZEGO i PO CO, ale podporządkowana jest wyłącznie praktycznym
korzyściom i szukaniu odpowiedzi na pytanie JAK czegoś użyć. Edukacja upowszechniając
ten wzorzec jest systematycznie odcinana od dziedzictwa klasycznego, czego najdotkliwszym
wyrazem jest eliminacja greki i łaciny z kształcenia. Odcina to możliwość źródłowego
kontaktu z liczącym prawie 3 tysiące lat dziedzictwem zachodnim.
W moralności odchodzi się od etyki wychowawczej (cnoty) na rzecz swobody obyczajów;
życie rodzinne traci najgłębszy sens rodzinności, jakim jest ciągłość i więź
międzypokoleniowa w ramach kultury narodowej; z polityki eliminowane są zasady
chrześcijańskie, a tym samym i moralne.
Sztuka oderwana zostaje od jej nadprzyrodzonego wymiaru i zamienia się w płytki estetyzm,
a nawet tandetną dewocjonalność.
A wreszcie religia zawężana jest coraz bardziej do sfery prywatnej, pozbawionej
instytucjonalnego i społecznego wsparcia, o niewielkim wachlarzu propozycji wyboru
modelu życia.
Chrześcijaństwo postrzegane przez pryzmat takich zmian kulturowych przestaje być
atrakcyjną społecznie propozycją. W starciu z agresywną pop-kulturą i wzorami lansowanymi
przez media, chrześcijanin zaczyna uchodzić za człowieka niemodnego, a nawet zacofanego,
albo po prostu nudnego.
Do tych ograniczeń dochodzą deformacje ideologiczne, których ostrze ma wymiar
zdecydowanie antychrześcijański. Paradygmat nauki jest tak sformułowany, aby można było
dowieść, że Boga nie ma (materializm dialektyczny), a człowiek od Boga nie pochodzi, lecz
jest "kuzynem" małpy (ewolucjonizm). W edukacji promuje się albo styl życia nastawiony na
tzw. konsumpcjonizm, czyli zaszczepia się pragnienie posiadania bez granic, albo pod
płaszczykiem duchowości do szkół wkraczaj ą metody i programy sekciarskie (np. R. Steiner,
Montessori).
W moralności następuje groźna w skutkach zamiana chrześcijańskiego miłosierdzia na
tolerancję. Prowadzi to do etyki akceptacji zła. Miłosierdzie jest pochyleniem się nad
człowiekiem osłabionym przez zło, ale który zła nie chce, natomiast tolerancja jest
przyzwoleniem na zło. Różnica jakże istotna! W życiu rodzinnym przystąpiono do
konfliktowania pokoleń i płci w imię indywidualnej wolności. Rodzina przestaje być
gniazdem i schronieniem dla jej członków, a także oazą przed natarczywością świata. Dom
staje się hotelem lub świetlicą, w której główne zajęcie mieszkańców polega na wspólnym
oglądaniu telewizji. W polityce chrześcijanie określani są mianem fundamentalistów; wskutek
tego znajdują coraz mniejsze poparcie wśród tzw. elektoratu (katolickiego!), a będąc u władzy
mają wąskie pole działania; ich środowisko jest nieliczne i z uwagi na osaczenie - mało
skuteczne. Tymczasem fundamentalizm bliższy jest islamowi czy judaizmowi, gdzie rządzą
lub bezpośredni wpływ na rządy mają duchowni, w katolicyzmie duchowni nie zajmują
stanowisk państwowych, zaś Ewangelia nie jest traktatem o ustroju politycznym
chrześcijańskiego państwa.
Przy tak potężnych ograniczeniach i deformacjach w skali cywilizacyjnej trudno jest dziś żyć
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….