Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
W 1959 r. opuÅ›ciÅ‚em już Tybet i udaÅ‚em siÄ™ do Sikkimu. Sytuacja w Tybecie gwaÅ‚townie siÄ™ pogorszyÅ‚a. Gdy dotarÅ‚y do nas wieÅ›ci o mordach i zniszczeniach, coraz silniej zaczÄ…Å‚em siÄ™ niepokoić o los pozostaÅ‚ych w Tybecie czÅ‚onków mojej rodziny. Wielu z nas modliÅ‚o siÄ™ do Tary, proszÄ…c jÄ… o pomoc. I wÅ‚aÅ›nie wtedy miaÅ‚em nastÄ™pujÄ…cy sen: SpacerowaÅ‚em po górzystym rejonie. PamiÄ™tam piÄ™kno drzew i kwiatów. W pobliżu drogi, po której podróżowaÅ‚em, przebywaÅ‚y dzikie zwierzÄ™ta, wobec mnie zachowywaÅ‚y siÄ™ jednak spokojnie i przyjaźnie. ByÅ‚em Å›wiadomy tego, że znajdujÄ™ siÄ™ w drodze do Å›wiÄ…tyni Tary, usytuowanej na górze przed nami. PrzybyÅ‚em do miejsca w pobliżu Å›wiÄ…tyni, gdzie znajdowaÅ‚o siÄ™ niewielkie pole, na którym rosÅ‚o wiele drzew i czerwonych kwiatów. ZobaczyÅ‚em też dziewczynkÄ™, przypuszczalnie w wieku 11 lub 12 lat. Kiedy dziewczynka zobaczyÅ‚a mnie, natychmiast wrÄ™czyÅ‚a mi czerwony kwiat, pytajÄ…c dokÄ…d idÄ™. OdparÅ‚em: – Zmierzam do Å›wiÄ…tyni Tary, żeby pomodlić siÄ™ za Tybet. – Nie ma potrzeby, aby iść do Å›wiÄ…tyni; po prostu powiedz tÄ™ modlitwÄ™. – stwierdziÅ‚a w odpowiedzi, a nastÄ™pnie wiele razy powtórzyÅ‚a dla mnie modlitwÄ™, zaczynajÄ…cÄ… siÄ™ od słów “Om Dzietsynma..." ZaczÄ…Å‚em mówić tÄ™ modlitwÄ™, powtarzajÄ…c jÄ… i trzymajÄ…c w dÅ‚oni kwiat. PowtarzaÅ‚em tÄ™ modlitwÄ™ raz po raz. W koÅ„cu przebudziÅ‚em siÄ™, mówiÄ…c jÄ… na gÅ‚os. Kilka lat później miaÅ‚em podobny sen, w którym ponownie znalazÅ‚em siÄ™ na polu w pobliżu Å›wiÄ…tyni Tary. Pole byÅ‚o to samo, co w poprzednim Å›nie, ale tym razem nie zauważyÅ‚em dziewczynki. PopatrzyÅ‚em przed siebie i na szczycie góry zobaczyÅ‚em klasztor. Podróż kontynuowaÅ‚em do chwili, w której przybyÅ‚em do niego. ByÅ‚a to zwykÅ‚a Å›wiÄ…tynia, bez eleganckiego wystroju czy dekoracji. WejÅ›cie do niej byÅ‚o otwarte na wschód. WszedÅ‚em do Å›rodka i zauważyÅ‚em, że na Å›cianie widnieje fresk mandali Å›itro, stu Å‚agodnych i gniewnych bóstw. Na półkach znajdowaÅ‚o siÄ™ wiele tybetaÅ„skich ksiÄ…g, w tym Kandżur i Tendżur. PrzyglÄ…daÅ‚em siÄ™ ich zbiorowi, kiedy zauważyÅ‚em, że przy drzwiach stoi jakiÅ› TybetaÅ„czyk. W pewien sposób byÅ‚ ubrany jak lama, choć niezupeÅ‚nie jak on. ZapytaÅ‚ mnie, czy widziaÅ‚em mówiÄ…cÄ… TarÄ™. OdparÅ‚em, że nie widziaÅ‚em mówiÄ…cej Tary, ale chciaÅ‚bym zobaczyć. Wtedy czÅ‚owiek ten zaprowadziÅ‚ mnie do pokoju z posÄ…gami. Kiedy skierowaÅ‚ siÄ™ do drzwi, chcÄ…c wyjść, powiedziaÅ‚: – Tam jest mówiÄ…ca Tara. Z poczÄ…tku niczego nie widziaÅ‚em, ale później zauważyÅ‚em, że ten czÅ‚owiek patrzy do góry, na szczyt kolumny. IdÄ…c w Å›lad za jego spojrzeniem, ujrzaÅ‚em na szczycie kolumny posÄ…g Zielonej Tary. Tara miaÅ‚a postać siedmio- lub oÅ›mioletniego dziecka. To byÅ‚ Å‚adnie wyglÄ…dajÄ…cy posÄ…g, ale nie sÅ‚yszaÅ‚em, żeby mówiÅ‚. Niebawem siÄ™ przebudziÅ‚em. NastÄ™pny rozdziaÅ‚ w tej opowieÅ›ci nie byÅ‚ wcale snem. W 1984 podróżowaÅ‚em po północnym Nepalu, chcÄ…c siÄ™ dostać do klasztoru Tolu, kiedy poznaÅ‚em pole, na którym we Å›nie dostaÅ‚em od dziewczynki kwiat i modlitwÄ™. PopatrzyÅ‚em do góry i zobaczyÅ‚em klasztor. Kiedy znalazÅ‚em siÄ™ w jego pobliżu, wszystko wyglÄ…daÅ‚o tak samo jak w moim Å›nie. WszedÅ‚em na kolumnÄ™ i szukaÅ‚em “mówiÄ…cej Tary". Nie byÅ‚o jej tam. ByÅ‚ to jedyny szczegół, którym sen różniÅ‚ siÄ™ [od rzeczywistoÅ›ci.] Nie tak dawno temu dowiedziaÅ‚em siÄ™, że jeden z moich uczniów podarowaÅ‚ Å›wiÄ…tyni posÄ…g Zielonej Tary, który na pamiÄ…tkÄ™ umieszczono na szczycie kolumny. Jeżeli wybierzecie siÄ™ do tej Å›wiÄ…tyni, zobaczycie go tam. Rozwijanie Å›wiadomoÅ›ci snów
|
WÄ…tki
|