Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
..
A potem usłyszałem zadomawiający się w moim umyśle głosik: Zgadzam się. Chyba dorobiłem się następnego pyskatego jherega... Nie do końca straciłem przytomność, choć także nie byłem w pełni świadom, co się wokół dzieje. Pamiętam, że leżałem, czując się całkowicie bezradny, co mnie zresztą niepomiernie wkurzało, i obserwując jherega pożywiającego się kawałkami Mellara. Mnie przez ten czas obwąchiwały rozmaite zwierzaki - sądzę, że jednym z nich była athyra, innych nie pamiętam. Za każdym razem jhereg przerywał posiłek i syczał ostrzegawczo. Pomagało. Jakiś czas później - może z pół godziny - usłyszałem nagłe zamieszanie. Jhereg uniósł łeb i syknął. No to też podniosłem głowę. Na polanie stali: Aliera z Pathfinderem w dłoni, Kragar z rapierem i sztyletem w pogotowiu oraz Cawti z nożem w garści i Loioshem na ramieniu. Okazało się, że mój nowy jhereg to samiczka - widząc bowiem Loiosha, syknęła wyzywająco. U jheregów samice są stroną dominującą. U Jheregów nadal nie jest to kwestia rozstrzygnięta. Cawti i Aliera podbiegły do mnie, chowając broń. Aliera zabrała się do badania i opatrywania mnie. Cawti, by jej nie przeszkadzać, siadła, położyła moją głowę na kolanach i gładziła mnie po włosach. Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, co mi pomogło bardziej, ale miło było robić za źródło takiego zainteresowania. Kragar sprawdził, czy oba trupy są i na pewno pozostaną trupami. Magowi dopomógł nieco w osiągnięciu tego drugiego etapu, po czym zaczął przyglądać się poczynaniom Aliery, nie mając nic innego do roboty. Loiosh podleciał do przedstawicielki swego gatunku i usiadł w pobliżu. Przyglądali się sobie długą chwilę. Aliera coś mówiła - zdaje się, że o sondzie Daymara, ale nie bardzo jej słuchałem, więc nie dotarło to do mnie. Loiosh rozpostarł skrzydła i syknął. Panienka rozpostarła skrzydła szerzej i syknęła głośniej. Przez moment panowała cisza. Potem znów wymienili syknięcia. Spróbowałem skontaktować się z Loioshem, ale znalazłem tylko pustkę. W pierwszej chwili sądziłem, że to wyczerpanie, ale potem stwierdziłem, że Loiosh blokuje kontakt. Nigdy dotąd tego nie robił. Zrobiło mi się przykro. Nagle oba jheregi poderwały się w powietrze. Nie miałem siły, by śledzić ich lot, ale wiedziałem, co się dzieje. I zrobiło mi się jeszcze smutniej. Desperacja dodała mi sił - skupiłem się i wysłałem jedną wiadomość, próbując przełamać jego blokadę: Loiosh, wróć! Twarz Cawti zaczęła się rozpływać - najwyraźniej tak moje ciało, jak i umysł miały dość podobnego wykorzystywania i postanowiły zmusić mnie do odpoczynku. Wszystko zaczęło przeradzać się w ciemność, z której dobiegł jednak znajomy głos. Szefie: pracowałem jak głupi przez pięć lat bez dnia wakacji. To może będę miał wreszcie parę dni spokoju w miesiącu miodowym, co?! Zakończenie “Porażka prowadzi, do dojrzałości, dojrzałość zaś do sukcesu” Tym razem spotkanie odbyło się na moich warunkach. O tej porze “Blue Flame” było miejscem cichym, pustym i spokojnym. W lokalu znajdowali się tylko kelnerzy, posługacz, zmywacz i trzech klientów, mnie nie licząc. Wszystko to byli moi ludzie i każdy z nich miał za sobą co najmniej jedną “robotę”. Tym razem siedziałem twarzą do drzwi, mając za plecami wygodną ścianę. A na stole obok prawej dłoni leżał sobie dobrze wyważony nóż do rzucania. Żałowałem, że Loiosh jeszcze nie wrócił, ale nie chodziło o względy bezpieczeństwa - tym razem graliśmy moimi kośćmi, według moich zasad. A gdzieś w pobliżu byli jeszcze Cawti i Kragar obserwujący przebieg wydarzeń. Mógł spróbować, czego chciał. Magii: w tym lokalu nikt nie miał prawa zapalić świeczki za jej pomocą, by Aliera o tym nie wiedziała, a jeśli coś jej się nie spodoba... Wynająć zabójców? Jedynie Mario dawałby cień szansy, poza tym nie warto było się denerwować. W drzwiach pojawiła się znajoma postać, potem druga. Demon przyprowadził dwóch ochroniarzy. Zatrzymali się w progu i rozejrzeli. Jako zawodowcy zorientowali się od razu, co jest grane, więc odbyli szybką a cichą naradę z Demonem. Zobaczyłem, że potrząsa przecząco głową, co było dobrym znakiem. Był niegłupi i miał jaja - zdecydował się wejść, gdyż wiedział, że jest to jedyny sposób, by rzecz załatwić, a miał świadomość, że załatwić ją trzeba. Obaj pozostali przy drzwiach, a Demon podszedł do mnie samotnie. Uniosłem się uprzejmie na powitanie i usiedliśmy równocześnie. - Lordzie Taltos - odezwał się pierwszy. - Demonie - przypomniałem mu, że przeszliśmy na ty. Spojrzał na nóż, chciał coś powiedzieć i zmienił zdanie. W istniejącej sytuacji trudno było mieć pretensje o jego jawną obecność. Ponieważ to ja go zaprosiłem, ja zamawiałem wina. Wybrałem rzadkie różowe półwytrawne robione przez Serioli na pustyni. - Widzę, że nie ma twego jherega - odezwał się, gdy czekaliśmy na butelkę. - Mam nadzieję, że nie zachorował. - Jest zdrów, ale dzięki, że pytasz. Kelner przyniósł wino. Pozwoliłem, by Demon zdecydował ostatecznie, czy chce go spróbować. Takie drobiazgi świadczą o kulturze gospodarza. Chciał. Po nalaniu wypiłem duży łyk - chłodne i słodkawe, ale nie zimne i słodziutkie. Dlatego właśnie wydało mi się odpowiednie. - Obawiałem się, że zjadł coś niesympatycznego - dodał Demon. Roześmiałem się - chyba go jednak polubię. Jeśli naturalnie wcześniej nie zabiję. - Jak rozumiem, ciało zostało znalezione? - spytałem. - Zostało. Nieco nadgryzione przez jherega, ale to akurat całkiem smaczny akcent. - Też tak uważałem. - No i otrzymałem twoją wiadomość - dodał. - Widzę. Mam to, o czym była mowa. - Całość? - Całość. Czekał grzecznie na ciąg dalszy i rozmowa sprawiła mi taką czystą przyjemność, że zapomniałem o bólu i problemach dnia poprzedniego. Jednym z powodów takich a nie innych warunków spotkania było to, iż nie chciałem, by ktokolwiek obcy widział, z jakim trudem się poruszam. Już samo wstanie sporo mnie kosztowało, a jeszcze więcej ukrycie tego. Aliera była naprawdę dobrą uzdrowicielką, ale wyleczenie i nabranie sił wymagają czasu i nic tego nie zdoła zmienić.
|
Wątki
|