Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
— Nie wiem, kurczę, co to właściwie jest — ciągnął Ouaire. — Ale brzmi imponująco. — Twoje podsumowanie jest idealne — przyznał Wohl. — Już mam kłopoty, chociaż dopiero zacząłem robotę. — Słyszałem o tym małym chłopcu — powiedział ze współczuciem kapitan. — Cholerna sprawa. — Cywilny przejechał na czerwonym świetle — wyjaśnił inspektor. — Nie nasz. — Mam nadzieję, że potrafisz to udowodnić — mruknął Quaire. — Identycznie powiedział Mickey O’Hara — przyznał Peter. — Moi ludzie szukają świadków. Szczerze wierzę, że zdołają kogoś znaleźć. Jednak nie z tego powodu tu jestem, Henry. — Dlaczego mam wrażenie, że nie spodoba mi się to, co zaraz powiesz? — spytał cierpko Quaire. — No, nie spodoba ci się. — Inspektor pokiwał głową. — Chcę dwóch twoich ludzi, Henry. — Których dwóch? — Washingtona i Harrisa — odparł Wohl. — A mogę odmówić, bardziej lub mniej uprzejmie? — Nie sądzę — powiedział — Wohl. — Główny inspektor Coughlin zapewnił mnie, że mogę mieć każdego, kogo chcę. I będę to egzekwował. — A mogę chociaż spytać, po co ci oni? — zaciekawił się Quaire po krótkim zastanowieniu. Peter odłożył na biurko kapitana teczkę, którą pożyczył od porucznika Teddy’ego Spannera z Północno–Zachodniego Wydziału Detektywów. — Oto, co mają detektywi z północno–Zachodniego na faceta, który gwałci kobiety w północno–zachodniej Filadelfii — oświadczył. — Znaleźli tę babkę, której kazał wsiąść do furgonetki? — Nie, jeszcze nie. — Powiem teraz coś oczywistego, inspektorze — zauważył Quaire, stukając o teczkę koniuszkami palców i wcale nie paląc się do jej otwarcia. — Gwałty i napaści seksualne nie należą do spraw wydziału zabójstw. Po co z tym do mnie przychodzisz? — Bo od dziś to ja mam szukać gwałciciela z północno–zachodniej Filadelfii, Henry — mruknął Wohl. — No, w porządku. Ale z jakiego powodu pokazujesz mi te akta? — Uważam, że nie znajdziemy tej kobiety żywej — stwierdził inspektor. — Wtedy więc sprawa przejdzie do mojego wydziału — podsumował Quaire. — Nie wcześniej. — Nie. Wówczas wciąż pozostanie w moich kompetencjach — upierał się Wohl. Kapitan uniósł brwi. — To nie mój interes, ale ciekaw jestem, co powiedział inspektor Lowenstein, gdy o tym usłyszał? A może nie usłyszał? Główny inspektor Matt Lowenstein, któremu podlegał wydział zabójstw, robił się niesympatyczny, ilekroć czuł, że ktoś choćby rozważa „najazd na jego teren”. — Mam gorącą nadzieję, że Lowenstein wie, iż ten pomysł nie wyszedł ode mnie — odburknął Wohl. — Tak czy owak, poinformowano go. — O co mnie prosisz, inspektorze? — zapytał Quaire. — Gdy uprowadzenie zmieni się w zabójstwo, mam do tej sprawy wyznaczyć Washingtona i Harrisa? Szczerze powiem, że nie lubię, gdy ktoś mnie poucza, jak mam prowadzić mój wydział. — Nie — odparł Peter. — Chcę wystąpić o ich przeniesienie do wydziału dochodzeń specjalnych. W trybie natychmiastowym. Quaire przez moment się zastanawiał. — Hmm, już miałem powiedzieć „nie” — stwierdził w końcu. — Jednak… już mi chyba wyjaśniłeś, że nie mogę ci odmówić, prawda? — Może zadzwonisz do Lowensteina? — podsunął mu Wohl. — Wierzę ci, Peterze, na litość boską — odparował kapitan. — Dziękuję — powiedział inspektor. — Ale może Lowenstein chciałby się dowiedzieć, że nie on jeden jest wkurzony z powodu tych posunięć. Quaire przyglądał mu się przez minutę, po czym odchrząknął. Wykręcił z pamięci numer i powiedział głównemu inspektorowi Lowensteinowi, że inspektor sztabowy Wohl, który jest w jego biurze, twierdzi, iż ma prawo wystąpić o przeniesienie detektywów Washingtona i Harrisa do wydziału dochodzeń specjalnych. Padła krótka odpowiedź, po czym kapitan Quaire bez pożegnania odłożył słuchawkę na widełki. — Szybko poszło? — Peter uśmiechnął się do niego niewesoło. — Co powiedział? — Wolisz nie wiedzieć — mruknął kapitan. — Wolę wiedzieć. — W porządku. — Quaire błysnął dziwacznym uśmieszkiem. — Cytuję więc: „Daj temu małemu draniowi wszystko, o co poprosi, a potem mu przekaż moją nadzieję, że się powiesi”. Koniec cytatu. — To wszystko? Och, chyba jest dzisiaj w bardzo dobrym nastroju — zaśmiał się Wohl. „Chociaż… to wcale nie jest zabawne. — pomyślał — Lowenstein ma prawo być rozgniewany, a jeżeli uzna, że nadużywam władzy, którą dali mi Czernick i Coughlin, drogo za to zapłacę. Może jutro, może za rok, lecz zapłacę”.
|
Wątki
|