- Poszła spać; biedaczka zmęczona srodze...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ale, ale,
wyobraźcie sobie, co mi wczoraj bracia opowiadali. .
- Coś ciekawego?
- Bardzo. Za siódmą górą, za dziesiątą rzeką jest królestwo
ogromne; nie pomnę już, jak się zowie, ale to drobnostka,
znajdziemy je w każdym razie. Stolica tego państwa okryta
jest żałobą ciężką, albowiem olbrzym złowrogi porwał jedyną
córkę królewską i uciekł z nią, a nikt nie wie, w którą stronę.
Zrozpaczony król rozkazał ogłosić wszystkim swoim
poddanym, że połowę panowania ustąpi i córkę odda za
żonę temu, co ją z niewoli podłego wroga wyratuje.
11
- To by coś było prawie dla ciebie, Antku.
- Ach, Boże... gdzież ja biedny chudopachołek śmiem
podnieść oczy na królewskie dziecko! A zresztą nie wiem,
gdzie szukać tego kraju ani gdzie szukać olbrzyma, ani broni
nijakiej, tylko tych rąk dwoje... ot, na większy żal ino
opowiedziałeś mi to zdarzenie, Promyczku.
- Oj, ty, ty, niedołęgo... daleko byś zaszedł o własnym
przemyśle! Fiuuuu hi-hi-hi-hi... - zaśmiał się Wiatr. - Całe
twoje szczęście, że nas masz przy sobie.
- W czymże mi pomożecie?
- We wszystkim. Słuchaj ino: droga daleka, sam, piechotą
może byś nawet za rok nie zaszedł; siadaj mi na plecy i
chwyć mnie za szyję, polecimy pędem, za godzinę będziemy
na miejscu.
- Nie uniesiesz mnie. .
- Co takiego? Całą noc spałem, tom taki mocny, aże mną
coś szarpie. Siadaj, siadaj, nie pytaj, a trzymaj się z całych sił, bo jakbyś spadł, to ani jedna zdrowa kosteczka w tobie
nie ostanie.
Patrzy Antek, a Wiatr ma skrzydła straszne... po trzy łokcie
jedno...
- Jezu... dostrzeże nas kto, pomyśli, że ptak zamorski, i
ustrzeli obu.
- Juści, ja bym się dał... hi-hi-hi... ino się wzbiję w górę, stanę się niewidzialnym; a kto by mnie chciał złapać, to mu
gwizdnę w ucho: “Szukaj wiatru w polu”! Nie rozumuj, proszę
cię, bo szkoda czasu.
- Ja z wami! - zawołał Promień Słońca.
I polecieli tak szalonym pędem, że Antkowi dech zamierał w
piersiach, serce bić przestawało.
12
- Zlituj się, przyjacielu najdroższy! zelżyj trochę, bo umieram...
- A widzisz, co ja to mogę! Rachuj rzeki i góry, cobyśmy za
daleko nie ulecieli, bo ja na nic nie zważam, ino walę przed
siebie.
- Już były cztery rzeki i siedem gór... - wyjąkał Antek.
- Ano, to niebawem staniemy na miejscu.
Dobry kwadrans jeszcze lecieli, aż Wiatr się zaczął
spuszczać ku ziemi. Stanęli u bram miasta. Ani pytać nie
trzeba było, widok, jaki się ich oczom przedstawił, objaśnił
ich, że dobrze trafili. Z baszt powiewały czarne chorągwie,
ludzie na ulicach gwarzyli smutnie, kobiety płakały; mury
zamku królewskiego od dachu aż do piwnic obite były kirem.
- Czy wolno mówić z najjaśniejszym panem? - zapytał Wiatr
strażnika u bramy pałacowej stojącego.
- A to co za cudak nieobyczajny? - ofuknął go żołnierz. -
Odziany jak nieszczęście, jeszcze i z rozczochraną głową..
jakże byś śmiał przed miłościwym panem stanąć?
- Ij... tu nie o głupstwa chodzi; mój towarzysz - rzekł Wiatr wskazując ręką na Antka - podejmuje się oswobodzić
księżniczkę z niewoli i chciałbym wiedzieć, kto mu zapewni
obiecaną nagrodę.
- Idźcie do kancelarii, tam wam wszystko wytłumaczą.
Poszli, gdzie im wskazał, ale że korytarz był długi i ciemny, Promień Słońca nie wszedł z nimi, powiedział, że poczeka
przed pałacem. Wielki kanclerz królewski przyjął podróżnych
uprzejmie, tylu już bowiem książąt i rycerzy z niczym wróciło albo nie wróciło wcale, że coraz mniej trafiało się chętnych
do tej niebezpiecznej wyprawy. Wskazówek żadnych nie dał
im na drogę, bo nikt nie miał pojęcia, w jakiej stronie i w
którym ze swych zamków olbrzym ukrywa królewnę.
- A jeżeli ja ją znajdę i najjaśniejszemu królowi przywiodę, to co? - spytał
13
Antek ufny w pomoc przyjaciół i trochę już pewniejszy siebie.
- Oto pergamin z podpisem królewskim i z pieczęcią
państwa - rzekł kanclerz. - Stoi tu jak najwyraźniej napisane przyrzeczenie mościwego pana, o którym zapewne
słyszałeś; zresztą przeczytaj sobie.
- Dobrze więc - rzekł Antek z wesołą i butną miną, bo mu
Wiatr coś bardzo pomyślnego szepnął na ucho - dobrze
więc, od dziś najdalej za trzy dni przygotujcie ucztę weselną.
Pokłonił się oniemiałemu ze zdziwienia kanclerzowi, złożył
pismo królewskie we czworo, schował w zanadrze, podał
rękę Wiatrowi i znikli w jednej chwili.
- Cóż? - pytał Promień ciekawie.
- Wszystko dobrze.
- Komu w drogę, temu czas. Pokrzepimy siły cokolwiek i
jazda!
- Wiecie, co wam powiem - rzekł Promień - ja was
wyprzedzę, polecę prędko rozejrzeć się i z braćmi naradzić;
nie jeden, to drugi na pewno będzie wiedział, gdzie zguby
szukać. Wy zaś unieście się w górę i czekajcie na mnie. Do
widzenia!
Antek i Wiatr usłuchali rozkazu i dobrze na tym wyszli, bo za niedługą chwilę Promień Słońca powrócił i o wszystkim ich
objaśnił: na dalekim wschodzie, pośród sinego morza,
sterczy skała stroma i martwa. Na jej szczycie, czarami
zbudowana, wznosi się wieża łez. Tam, jako w niezdobytej
fortecy, więzi dziki olbrzym królewnę Kalinę. Nikt jeszcze nie zdołał dostać się nie tylko do wieży, ale nawet do skały;
najodważniejsi, co w mocnych łodziach podpłynęli najbliżej,
wpadli w szpony olbrzyma, a ten ich bez litości podusił i do
morza powrzucał.
- Cóż tedy mamy czynić, by go zwyciężyć? - zapytał Antek,
przejęty męstwem bez granic.
14
- Jesteśmy silniejsi od naszego wroga, nie zdoła on nam zaszkodzić - rzekł Promień dobitnie. - Tylko zapomniałem
was uprzedzić, że dokoła więzienia królewny rośnie
gęstwina cierni. Mowy o tym nie ma, byśmy się przez nie
przedarli, a tak znają swoją służbę, że każdego, co się
niebacznie do nich przybliży, ogarniają swymi gałęziami i
zabijają kolcami.
- Zatem wszystko stracone! - zawołał Antek nieomal z
płaczem.
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.