Odetchnął z ulgą, gdy wpłynęli do głębokiej naturalnej zatoki, dzięki której Tillek stał się najlepszym portem na długim zachodnim wybrzeżu...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wzdłuż brzegu ciągnęły się długie rzędy domków wykutych w skale albo z niej zbudowanych, przyklejonych do urwiska na kilku poziomach. Każdy miał molo, więc niektórzy rybacy mogli cumować tuż przed własnym domem. Pomosty, unoszące się i opadające wraz z przypływem, ułatwiały wejście na schody, niektóre wycięte głęboko w skale.
Gdy „Panna z Północy” przemknęła między falochronami, wydłużającymi ramiona zatoki, ukształtowanej w literę „U”, ludzie z brzegu zaczęli machać pozdrawiając marynarzy, którzy klarowali liny i żagle, przygotowując się do wejścia do portu. Gostol pozwolił swojej zastępczyni doprowadzić statek do nabrzeża, a Robinton, wiedząc, jak bardzo Vesnie zależy, by manewr wypadł zadowalająco, wstrzymywał oddech w napięciu. Podeszła do niego Kasia, która zmieniła przeciwdeszczowe ubranie na długą spódnicę i gruby wełniany sweter, który chronił ją od wiatru; włosy miała starannie zaplecione, a oczy nie wydawały się już tak bardzo smutne. Może pożeglowała, by rozwiać ostatnie smutne wspomnienia związane z Merdinem? Raz nawet wspomniała jego imię podczas rejsu.
— Nie uduś się, Rob — powiedziała, zaśmiała się i lekko objęła dłońmi jego lewe ramię.
To, że nazwała go zdrobniale, sprawiło, że ponownie wstrzymał oddech. Czy to znaczy, że go polubiła?
— Uda jej się? — zapytał. Kasia miała więcej doświadczenia w takich sprawach niż on.
— Kuter ma dość miejsca, więc myślę, że uda jej się tylko dotknąć nabrzeża burtą i zaraz całkiem zatrzymać. I właśnie tak to powinno wyglądać.
„Panna z Pomocy” wydawała się niemal stać w miejscu, a za rufą ciągnął się ledwie dostrzegalny ślad kilwateru.
Kasia roześmiała się, opierając się o niego, a on nieświadomie wypuścił powietrze z płuc, jakby jego oddech mógł dodać statkowi odrobinę prędkości. Dochodzili już niemal do końca rybackiego doku, gdzie mieli zacumować. Na dziobie i rufie stali już ludzie z cumami.
Wyłożono odbojnice. Mężczyźni i kobiety na nabrzeżu wychylali się, by pochwycić liny i zawiązać je na pachołkach, a potem szybko rozpocząć rozładowywanie łatwo psującego się ładunku.
Czas jakby się zatrzymał, gdy „Panna z Pomocy” dryfowała coraz wolniej, aż dotknęła lekko nabrzeża i przesunęła się wzdłuż niego, podczas gdy odbojnice ledwie musnęły kamienną krawędź. Kuter stanął, gdy sprawnie zawiązano cumy i tkwił bez ruchu, niemal niedostrzegalnie wibrując.
Kasia puściła ramię Robintona i zaklaskała w dłonie, wykrzykując „brawo!” do Vesny przy sterze. Zawtórowały jej inne pochwalne okrzyki, a Robinton roześmiał się, patrząc, jak dziewczyna udaje, że ociera pot z twarzy. Uśmiechała się, szczęśliwa.
— Gostol jest surowym nauczycielem, ale sądzę, że zdała egzamin — powiedziała Kasia. — Chodźmy. Teraz godzinami będą wszystko rozładowywać, a ja marzę o długiej, gorącej kąpieli. Moje włosy na pewno cuchną rybą i kuchennym olejem.
Ponieważ przez cały rejs nie poskarżyła się ani słowem, Robintona zdziwiło to nagłe narzekanie. Zresztą, sam także marzył o kąpieli.
Podziękowali oficjalnie Gostolowi i pożegnali się z nim, gdy „Panna” wchodziła do portu, więc mogli teraz śmiało wysiąść, niosąc na ramionach worki z mokrymi i brudnymi ubraniami.
— Tu są powyłamywane deski, Rob — ostrzegła go, gdy zeszli na drewniane molo. — Uważaj, jak idziesz.
— To molo ma zaledwie kilkaset Obrotów, twierdzi Minnarden.
— Zaledwie? — pokręciła głową ze śmiechem, a w zielonych jak morze oczach zabłysły iskierki.
Minęli pracowników przetwórni, ciągnących wózki w stronę statku, i wspięli się po szerokich schodach na prawo, ku szerokiej drodze wiodącej do Warowni.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.