myśl której ten tylko nie gwałci właściwego S przyporządkowania znaczeń, ktojest gotów uznać zdanie Z w obecności danych wrażeniowych E (a więc co najmniejnie...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Niech U będzie znaczeniem zdania Z w
języku S. Założywszy to twierdzimy dalej, że dane doświadczenia E zmuszają
każdego stojącego na gruncie aparatury pojęciowej B do uznania sądu U. Znaczy
to, że w B istnieje taki sąd X, iż dodatnia albo ujemna asercja X w obecności E,
to tyle, co dodatnia asercja U. Mianowicie: samo U jest takim sądem X. Po
pierwsze bowiem, U należy do aparatury pojęciowej B. Trzeba jednak pokazać, że
po drugie, jeśli ktoś wydaje w obecności E sąd U z dodatnią albo ujemną asercją,
to wydaje sąd U z dodatnią asercją. Sąd wydany w obecności E z ujemną asercją
nie mógłby bowiem być asercją U tzn. nie mógłby mieć U jako treści. Gdyby ktoś
wydał ujemny sąd o treści U, musiałby to uczynić w ten sposób, że odrzuciłby
zdanie W, którego znaczenie w języku S' byłoby utworzone przez U (mamy tu na
myśli tylko werbalne procesy sądzenia) bez gwałcenia właściwego S'
przyporządkowania znaczeń. Jeśli jednak zdanie W ma w języku S' znaczenie U, to
jest ono przekładem Z z języka S na język S'. Założyliśmy, że kto odrzuca
zdanie Z w obecności E, gwałci tym samym nadane znaczenia w S. Nie można więc
ani odrzucić zdania Z w obecności E, ani też odrzucić przekładu Z z języka S na
język S' bez gwałcenia przez to właściwego językowi S, czy też S',
przyporządkowania znaczeń. Z tego wniosek, że w obecności E nie można wydać sądu
negatywnego 0 treści U Jeśli więc ktoś wydaje w obecności E sąd U
z dodatnią albo ujemną asercją, może to uczynić tylko z dodatnią asercją.
Tym samym wykazaliśmy, że przy danych założeniach istnieje w aparaturze
pojęciowej B taki sąd X, iż jeśli ktoś wydaje ten sąd z dodatnią albo ujemną
asercją, wydaje sąd U z dodatnią asercją. Pokazaliśmy bowiem, że U samo jest
takim X.
Można więc uważać za udowodnione, że istnieją sądy, do uznania których
zmuszają pewne dane doświadczenia każdego, kto stoi na gruncie pewnej aparatury
pojęciowej. Trzeba się tylko zgodzić na uczynione w toku dowodu założenia, że
istnieje język obejmujący jakąś empiryczną dyrektywę znaczeniową. To uważamy
jednak za pewne (przynajmniej dla prostych empirycznych dyrektyw znaczeniowych).
Przechodzimy teraz do drugiej tezy, przeczącej temu, że pewne
doświadczenia zmuszają w sposób absolutny do uznania pewnych sądów. Twierdzimy
więc, że nie istnieje taki sąd U i taka dana doświadczenia E, aby w każdej
aparaturze pojęciowej istniał taki sąd X, że jeśli ktoś wydaje sąd X z dodatnią
albo ujemną asercją w obecności E, wydaje tym samym sąd U z dodatnią asercją.
Przyjmijmy, że istnieje taki sąd X w aparaturze pojęciowej B; wtedy taki
sąd nie może już się znaleźć w innej aparaturze pojęciowej B'. Gdyby bowiem w B
istniało takie X, a w B' takie X', że dodatnia albo ujemna asercja X w obecności
E równałaby się dodatniej asercji U, i że także dodatnia albo ujemna asercja X'
równałaby się dodatniej asercji U, to asercja X musiałaby się równać asercji X'.
Więc proces sądzenia o treści X musiałby wychodzić na to samo, co proces
sądzenia 0 treści X'. Jeśli jednak dwa procesy sądzenia są takie same, to ich
treść jest identyczna. X musiałoby być identyczne z X'. X należy jednak do
aparatury pojęciowej B, X' zaś do aparatury pojęciowej B', różniącej się według
założenia od B. Dwie różne aparatury pojęciowe jako klasy wszystkich znaczeń
dwóch spójnych i zamkniętych, a więc nieprzekładalnych, języków nie mają
jednak wspólnych elementów. Więc X musi być różne od X'. Jeśli więc dodatnia
asercja U polega na rozstrzygnięciu - w obecności E - pytania: "czy X?", to nie
może ona polegać na rozstrzygnięciu - w obecności E - pytania "czy X?", jeśli X
należy do innej aparatury pojęciowej niż X'. Tym samym udowodniona byłaby także
negatywna teza skrajnego konwencjonalizmu, przy założeniu, że istnieją dwie
różne aparatury pojęciowe. Można to z łatwością wykazać przez wskazanie
na aparatury pojęciowe systemu ściśle dedukcyjnego i języka wyposażonego w
empiryczne dyrektywy znaczeniowe. Te aparatury pojęciowe nie mogą być
identyczne, gdyż jedna z nich nie zawiera żadnych "empirycznych znaczeń",
natomiast druga zawiera takie znaczenia. Sądzę, że nie sprawiałoby trudności
pokazanie, że istnieją dwie "empiryczne", a jednak różne aparatury pojęciowe.
Moim zdaniem, np. aparatury pojęciowe klasycznej fizyki i relatywistycznej
fizyki są różnymi aparaturami pojęciowymi. Żeby to uzasadnić, trzeba by jednak
napisać odrębną rozprawę.
Zanim pójdziemy dalej w naszych rozważaniach, chcielibyśmy jeszcze usunąć
ewentualne nieporozumienie. Mógłby ktoś pojąć nasze twierdzenie w ten sposób,
jakobyśmy sądzili, że gdy przechodzimy od jednego języka do drugiego,
nieprzekładalnego nań, a więc od jednej aparatury pojęciowej do innej, osiągamy
w wyniku tego fakt, że pewne zdanie jest prawdziwe w jednym języku, a
równoznaczne z nim zdanie drugiego języka jest fałszywe, innymi słowy, w jakiś
czarodziejski sposób można spowodować, by np. zdanie "ten papier jest biały"
było prawdziwe w jednym języku, natomiast zdanie będące jego przekładem na inny
język było fałszywe. Byłoby to całkowitym nieporozumieniem. Nie mówiliśmy
dotychczas o prawdzie i fałszu. Nie twierdziliśmy też, że moglibyśmy, będąc
zmuszeni przyjąć zdanie Z na podstawie danych doświadczenia i stojąc na gruncie
języka S, zyskać przez odpowiedni wybór innego języka S' uprawnienie do
odrzucenia przekładu zdania Z z języka S na S' wbrew tym samym danym
doświadczenia. Takiego poglądu nie żywimy. Twierdzimy jedynie, że przez zmianę
języka można osiągnąć to, że chociaż byliśmy zmuszeni, stojąc na gruncie pewnego
języka, uznać pewne zdanie w obecności pewnych danych doświadczenia, nie
znajdziemy już w zmienionym języku zdania o tym samym znaczeniu, i dlatego też
nie pogwałcimy przyporządkowania znaczeń właściwego temu zmienionemu językowi,
powstrzymując się od uznania owego zdania i jego przekładów.
Nie należy jednak sądzić, że to przejście do innego języka, uwalniające
nas od przymusu uznania jakiegoś zdania, polega na tym, że nowy język jest na to
zbyt ubogi w słowa, aby móc ubrać w szatę słowną sąd, który był znaczeniem
zdania podyktowanego nam przez dane doświadczenia na podstawie dyrektyw
znaczeniowych pierwotnego języka. Tak właśnie byłoby, gdyby to przejście od
jednego języka do drugiego polegało na otwarciu pierwszego języka. Po otwarciu
pierwszego języka zabrakłoby nam może tylko słów, by wyrazić sąd, który
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zĹ‚apiÄ…, to znaczy, ĹĽe oszukiwaĹ‚eĹ›. Jak nie, to znaczy, ĹĽe posĹ‚uĹĽyĹ‚eĹ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….