Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- I prawdziwa. F J. przekrzywił głowę, co mogło oznaczać „tak” lub „nie”. - Powiem ci, jak to widzę - zaczął. - Była agencja Clu Haida, RepSport MB, wyraźnie robiła go w konia. Pod każdym względem. Jego agent, czyli ty, Myron, opuścił Clu w chwili, gdy ten najbardziej go potrzebował. Twoja wspólniczka, urocza gibka Esperanza, wdała się w lizanko z jego żoną. Zgadza się? Myron nie odpowiedział. FJ. rozplótł dłonie, łyknął pianki i ponownie je splótł. - Ja tylko wybawiłem Haida z tej okropnej sytuacji - ciągnął. - Ściągnąłem go do agencji, która nie nadużyje jego zaufania. Która będzie pilnować jego spraw. Między innymi dzięki informacjom. Cennym informacjom. Tak by klient miał jasność, na czym stoi. To zadanie agenta, Myron. Jedna z naszych firm naruszyła zasady etyki. I to nie była agencja TruPro. Była to odmienna historia, ale również prawdziwa. Gdyby Myron znalazł kiedyś czas, by ją rozważyć, słowa Franka Juniora z pewnością by go zraniły. Lecz nie dziś. - A więc przyznajesz się? F.J. wzruszył ramionami. - Jeżeli śledziłeś Esperanzę, w takim razie wiesz, że tego nie zrobiła. F.J. znów przechylił głowę. - Czyżby? - Przestań kręcić, Frank. - Chwileczkę. F.J. sięgnął po komórkę, wystukał numer, wstał i przeszedł w kąt kawiarni. Przyciskając telefon ramieniem do ucha, wyjął pióro, papier i coś zapisał. Rozłączył się i wrócił do stolika. - Na czym skończyłeś? - Czy Esperanza to zrobiła? F.J. uśmiechnął się. - Chcesz znać prawdę? - Tak. - Nie wiem. Słowo. Owszem, śledziłem ją. Ale, jak z całą pewnością wiesz, lesbijskie figury też w końcu się powtarzają. Dlatego po jakimś czasie, kiedy przejeżdżała przez most Waszyngtona, przestaliśmy ją śledzić. Nie było sensu. - Naprawdę nie wiesz, kto zabił Clu? - Niestety. - Nadal mnie śledzisz, Frank? - Nie. - A wczoraj wieczorem? To nie był nikt z twoich? - Nie. Prawdę mówiąc, gdy wpadłeś tu wczoraj, też nikt cię nie śledził. - Nie ty nasłałeś typka sprzed mojego biura? - Wybacz, ale nie. Coś tu się nie zgadzało. F.J. pochylił się do przodu. Po ustach pełzał mu uśmiech, który zdawał się wprawiać w ruch jego zęby. - Jak daleko gotów jesteś się posunąć, by ocalić Esperanzę? - spytał szeptem. - Wiesz, jak daleko. - Po krańce ziemi? - Do czego zmierzasz, F.J.? - Oczywiście, masz rację. Dowiedziałem się o Esperanzy i Bonnie. Dostrzegłem okazję. Zadzwoniłem do Clu w Fort Lee. Nie zastałem go. Zostawiłem mu więc intrygującą wiadomość na sekretarce. Typu „Wiem, z kim sypia twoja żona”. Przed upływem godziny oddzwonił do mnie na prywatny numer. - Kiedy? - Jakieś... trzy dni przed śmiercią. - Co powiedział? - Zareagował, jak należało się spodziewać. A to, co powiedział, było niemal równie ważne jak to, skąd dzwonił. - Czyli? - W telefonie mam identyfikator numerów. - F.J. usiadł wygodnie. - Clu nie dzwonił z Nowego Jorku. - A skąd? Zwlekając z odpowiedzią, FJ. pociągnął duży łyk kawy, zrobił „aaaaa”, jakby grał w reklamówce 7 - Up, odstawił filiżankę, spojrzał na Myrona i pokręcił głową. Myron czekał. - Moja specjalność, jak już wiesz, to zbieranie informacji. Informacja to władza. To waluta. Gotówka. Nie rozrzucam gotówki. - Ile chcesz? - Nie chodzi o pieniądze, Myron. Nie chcę od ciebie pieniędzy. Obaj dobrze wiemy, że mogłem cię wykupić dziesięć razy. - Więc czego chcesz? FJ. pociągnął kolejny duży łyk. Myron miał wielką ochotę złapać go za gardło i udusić. - Na pewno niczego się nie napijesz? - Przestań chrzanić, Frank! - Ochłoń, ochłoń. Myron zacisnął dłonie i ukrył je pod stolikiem. Narzucił sobie spokój. - Czego chcesz, F.J.? - powtórzył. - Znasz Deana Pashaiana i Larry'ego Vitale'a. - To moi klienci. - Poprawka. Poważnie rozważają przejście ze SportRep MB do TruPro. Wyczekują. Oto moja propozycja. Zostawiasz ich w spokoju. Nie dzwonisz do nich, nie wciskasz im, że agencja TruPro należy do gangsterów. Przyrzeknij mi to - FJ. pokazał Myronowi kartkę, na której przed chwilą zapisał coś w kącie kawiarni - to dam ci numer telefonu, z którego zadzwonił Clu. - Twoja agencja zrujnuje im kariery. Jak zawsze. F J. znowu się uśmiechnął.
|
Wątki
|