Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
– Wszystko w porzÄ…dku. – Grey poklepaÅ‚ go uspokajajÄ…co po plecach, choć jemu serce też podeszÅ‚o do gardÅ‚a, gdy usÅ‚yszaÅ‚ ten niespodziewany Å‚oskot. Burza musiaÅ‚a obudzić i przestraszyć malca. – Gdzie jest twój pokój? – spytaÅ‚. – Na górze. – ChÅ‚opak pokazaÅ‚ na koniec korytarza. Prawdopodobnie znajdowaÅ‚y siÄ™ tam schody dla sÅ‚użby albo i druga klatka schodowa, gdyż zamek byÅ‚ budowlÄ… rozÅ‚ożystÄ… i naprawdÄ™ dużą. Grey nauczyÅ‚ siÄ™ drogi do swojej komnaty i na tym poprzestaÅ‚. MiaÅ‚ nadziejÄ™, że chÅ‚opak lepiej zna budynek i nie bÄ™dÄ… caÅ‚Ä… noc krążyli po jego chÅ‚odnych zakamarkach. Gdy zbliżali siÄ™ do koÅ„ca korytarza, niebo rozÅ›wietliÅ‚a kolejna bÅ‚yskawica. W tym bÅ‚ysku zobaczyÅ‚, że okno jest uchylone, a okiennice otwarte. Wraz z grzmotem nadleciaÅ‚ wiatr, odchyliÅ‚ jednÄ… z okiennic i do korytarza wpadÅ‚a fala lodowatego deszczu. – Oj! – Dzieciak tak mocno objÄ…Å‚ go za szyjÄ™, że Grey ledwie zÅ‚apaÅ‚ oddech. – Wszystko w porzÄ…dku – zapewniÅ‚ go, rozluźniajÄ…c jego uchwyt i uwalniajÄ…c jednÄ… rÄ™kÄ™. WychyliÅ‚ siÄ™, Å‚apiÄ…c okiennicÄ™, a równoczeÅ›nie osÅ‚aniajÄ…c malca przed wiatrem. Kolejny piorun rozÅ›wietliÅ‚ czarne niebo, oÅ›lepiajÄ…c go na chwilÄ™. Grom przetoczyÅ‚ siÄ™ niczym wóz peÅ‚en kamieni. Grey odruchowo uniósÅ‚ gÅ‚owÄ™, spodziewajÄ…c siÄ™ dojrzeć któregoÅ› z germaÅ„skich bogów radoÅ›nie gnajÄ…cego przez chmury w bojowym rydwanie... I w tym momencie dotarÅ‚o do niego, co zobaczyÅ‚ w blasku bÅ‚yskawicy. ZamrugaÅ‚ gwaÅ‚townie i spojrzaÅ‚ w dół. Wzrok go nie myliÅ‚ – do okna, z którego siÄ™ wychylaÅ‚, przystawiona byÅ‚a drabina. Cóż, może chÅ‚opak rzeczywiÅ›cie zobaczyÅ‚ w pokoju kogoÅ› obcego. – Poczekaj – poleciÅ‚, stawiajÄ…c malca na podÅ‚odze. – ZostaÅ„ tu, a ja zamknÄ™ okno. OdwróciÅ‚ siÄ™, wychyliÅ‚ ponownie i zdecydowanym ruchem odepchnÄ…Å‚ drabinÄ™. Zniknęła w mroku – nawet nie usÅ‚yszaÅ‚, jak upadÅ‚a. ZamknÄ…Å‚ okiennice, potem okno i ponownie podniósÅ‚ trzÄ™sÄ…cego siÄ™, tym razem z zimna, brzdÄ…ca. Podmuch wiatru zgasiÅ‚ jedynÄ… w korytarzu lampÄ™, wiÄ™c nie pozostaÅ‚o mu nic innego jak odnajdywać drogÄ™ po omacku. – Jest ciemno – powiedziaÅ‚ malec drżącym gÅ‚osem. – Å»oÅ‚nierze nie bojÄ… siÄ™ ciemnoÅ›ci – zapewniÅ‚ go Grey, odruchowo myÅ›lÄ…c o cmentarzu. – Ja siÄ™ nie bojÄ™! – zaprzeczyÅ‚ brzdÄ…c, wtulajÄ…c policzek w szyjÄ™ Greya. – OczywiÅ›cie, że siÄ™ nie boisz. Jak masz na imiÄ™? – spytaÅ‚, majÄ…c nadziejÄ™ odwrócić jego uwagÄ™. – Siggy. – Aha, Siggy. A ja jestem John. Johannes w twoim jÄ™zyku. – Wiem – przyznaÅ‚ ku jego zaskoczeniu chÅ‚opak. – SÅ‚użące uważajÄ…, że jesteÅ› przystojny. Mniejszy od Landgrave’a Stephana, ale Å‚adniejszy. JesteÅ› bogaty? Bo on jest bardzo bogaty. – Nie umrÄ™ z gÅ‚odu – przyznaÅ‚ Grey, zastanawiajÄ…c siÄ™ równoczeÅ›nie, gdzie sÄ… te przeklÄ™te schody, bo lada moment spodziewaÅ‚ siÄ™ je znaleźć, spadajÄ…c z nich. BrzdÄ…c najwyraźniej przestaÅ‚ siÄ™ bać, bo zaczÄ…Å‚ siÄ™ wygodniej moÅ›cić. Grey odkryÅ‚ też, że ma caÅ‚kiem okreÅ›lony zapach przypominajÄ…cy zapach miesiÄ™cznych szczeniaków. No i byÅ‚ zdecydowanie ciepÅ‚ym stworzeniem. Dopiero w tym momencie przyszÅ‚o mu do gÅ‚owy coÅ›, o co dawno powinien byÅ‚ spytać: tak maÅ‚e dziecko nie mogÅ‚o być pozostawione bez opieki. – A gdzie jest twoja niania? – Nie wiem. Może czarownica jÄ… zjadÅ‚a. Z tÄ… radosnÄ… odpowiedziÄ… zbiegÅ‚ siÄ™ bÅ‚ysk Å›wiatÅ‚a w oddali i sÅ‚aby jeszcze dźwiÄ™k gÅ‚osów. Grey pospieszyÅ‚ ku nim i odnalazÅ‚ schody akurat w momencie, w którym zbiegÅ‚a z nich niewiasta w nocnej koszuli, czepku i szalu, trzymajÄ…ca porcelanowy lichtarz. – Siegfried! – ucieszyÅ‚a siÄ™. – Gdzie pan byÅ‚, paniczu Siggy? Co siÄ™... och! Dopiero teraz zdaÅ‚a sobie sprawÄ™ z obecnoÅ›ci Greya i cofnęła siÄ™ jak uderzona. – Guten Abend, Madam – powitaÅ‚ jÄ… uprzejmie Grey. – To twoja niania, Siggy? – Nie – prychnÄ…Å‚ Siggy zdumiony jego ignorancjÄ…. – To Hetty, sÅ‚użąca mamy. – Siggy? Siegfried, to ty? Oj, mój chÅ‚opcze! – ÅšwiatÅ‚o w górze zamigotaÅ‚o, gdy kolejna osoba zbiegÅ‚a pÄ™dem po schodach. Księżna von Lowenstein zÅ‚apaÅ‚a podanego jej przez Greya chÅ‚opca i przytuliÅ‚a go tak mocno, obcaÅ‚owujÄ…c przy okazji, że mu szlafmyca spadÅ‚a. Na schodach pojawiÅ‚y siÄ™ nastÄ™pne osoby, poruszajÄ…ce siÄ™ znacznie stateczniej. Dwóch mężczyzn i kobieta w strojach o różnym stopniu niekompletnoÅ›ci i należący bezwzglÄ™dnie do sÅ‚użby. Każde trzymaÅ‚o albo lichtarz ze Å›wiecami, albo latarniÄ™. WyglÄ…daÅ‚o na to, że Grey miaÅ‚ szczęście i natknÄ…Å‚ siÄ™ na ekipÄ™ poszukiwawczÄ…. Rozmowa nabraÅ‚a zdecydowanie bezÅ‚adnego charakteru, gdy Grey i Siggy zaczÄ™li równoczeÅ›nie opowiadać, a Hetty i księżna przerywać opowieść okrzykami zgrozy. – Czarownica? – Księżna przyjrzaÅ‚a siÄ™ synowi. – NaprawdÄ™ widziaÅ‚eÅ› wiedźmÄ™ czy tylko miaÅ‚eÅ› zÅ‚y sen? – Nic mi siÄ™ nie Å›niÅ‚o! ObudziÅ‚em siÄ™ i w moim pokoju byÅ‚a czarownica. DostanÄ™ marcepana? – Może dobrze byÅ‚oby przeszukać dom – wtrÄ…ciÅ‚ Grey. – Niewykluczone... że czarownica... nadal tu jest. Księżna z natury miaÅ‚a bladÄ…, porcelanowÄ… cerÄ™, ale sÅ‚yszÄ…c to, staÅ‚a siÄ™ wrÄ™cz zielonkawa. Grey spojrzaÅ‚ wymownie na malca, toteż oddaÅ‚a go Hetty i kazaÅ‚a zanieść do pokoju dziecinnego, nim zwróciÅ‚a siÄ™ do Greya. – ProszÄ™ mi powiedzieć, co zaszÅ‚o – poleciÅ‚a, Å‚apiÄ…c go za ramiÄ™. Grey zdaÅ‚ jej relacjÄ™ i na koniec spytaÅ‚: – Gdzie jest niania chÅ‚opca? – Nie wiemy. PoszÅ‚am zobaczyć, jak maÅ‚y Å›pi, zanim sama siÄ™ poÅ‚ożyÅ‚am... – W tym momencie księżna zdaÅ‚a sobie sprawÄ™, że wyglÄ…da raczej maÅ‚o elegancko w grubej weÅ‚nianej koszuli nocnej, na którÄ… narzuciÅ‚a szal, oraz w podobnie grubym czepku i poÅ„czochach. – Siggy’ego nie byÅ‚o w pokoju, niani też nie. Jacob, Thomas, przeszukajcie najpierw dom, potem resztÄ™! Na zewnÄ…trz zagrzmiaÅ‚o, przypominajÄ…c wszystkim, że pada, ale obaj sÅ‚użący oddalili siÄ™ natychmiast, i to caÅ‚kiem szybko. Ponieważ sÅ‚użąca poszÅ‚a wraz z Hetty, nagle zostali sami.
|
WÄ…tki
|