Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Wyczuł niejasne napięcie, które utrzymywało się w powietrzu - wrażenie jakby potężnej, niewidzialnej mocy znajdującej się chwilowo w delikatnej równowadze. Na moment umysł Cletusa wyłączył się. Następnie się rozjaśnił. Przez jedną przelotną, ale wieczną chwilę Cletus ujrzał to, co znajdowało się w pokoju - i to, czego w nim nie było.
To, co zarejestrowały jego oczy, przedstawiało się niczym dwie nałożone na siebie, ale jednocześnie odrębne i wyraźne wersje tej samej sceny. Jedną stanowił zwykły pokój wypełniony zwyczajnymi sprzętami z Mondarem siedzącym na swoim krześle. Druga przedstawiała ten sam pokój, ale działo się w nim coś zupełnie innego. Mondar nie siedział na swoim krześle, lecz unosił się w pozycji lotosu kilka centymetrów nad jego poduszką. Za nim i przed nim ciągnął się sznur częściowo przezroczystych widm, z których każde było rozpoznawalne, i gdy te najbliżej niego, tuż za nim i tuż przed nim stanowiły jego własną kopię, te dalsze miały różne twarze, twarze Exotików, twarze należące do różnych ludzi, do różnych Outbondów. Przesuwały się przed nim i za nim, aż w końcu stawały się niewidoczne. Cletus również, jak zdał sobie sprawę, pomnażał swoje odbicia. Mógł dojrzeć te, które znajdowały się przed nim, i w jakiś sposób był świadomy tych, które przesuwały się za nim. Przed nim był Cletus z dwoma zdrowymi kolanami, ale za tym zdrowym i dwoma kolejnymi Cletusami widać było innych, większych mężczyzn. A poprzez wszystkich biegła wspólna nić łącząca tętna ich życia z jego tętnem, i sięgała dalej, po człowieka bez lewego ramienia, i dalej, poprzez życia tych wszystkich, co pozostawali za nim, by wreszcie skończyć się na potężnym starcu w zbroi siedzącym na białym koniu z buławą w ręce. To nie było wszystko. Pokój pełen był jakichś sił, prądów, napięć biegnących z niezmiernych odległości do tego punktu ogniskowego, w którym niby promyki złotego światła snuły się splatając ze sobą, łącząc niektóre z obrazów Cletusa z odbiciami Mondara, a nawet Cletusa jako takiego z Mondarem. Obaj mężczyźni, ich kopie znajdujące się przed nimi i za nimi, zawiśli wpleceni w gobelin utkany z przeplatających się świetlistych nici, na tę jedną jedyną chwilę, w której wzrok Cletusa pochwycił podwójną scenę. W tym momencie Mondar spojrzał na Cletusa i nagle zniknął zarówno gobelin, jak i widma. Został jedynie normalny pokój. Ale oczy Mondara wpatrywały się w Cletusa, jarząc niczym bliźniacze szafiry, rozświetlone od środka światłem identycznym w kolorze i strukturze jak owe promyki, które zdawały się wypełniać przestrzeń między dwoma mężczyznami. - Tak - powiedział Mondar. - Wiedziałem... prawie od chwili, w której zobaczyłem cię po raz pierwszy w sali jadalnej statku. Wiedziałem, że masz moc. Gdyby tylko częścią naszej filozofii było nawracanie czy też werbowanie w zwyczajny sposób, od tamtej pory próbowałbym cię zwerbować. Czy rozmawiałeś z Dowem? Cletus uważnie przyjrzał się twarzy bez zmarszczek i niebieskim oczom swego rozmówcy i powoli skinął głową. - Z twoją pomocą - powiedział. - Czy rzeczywiście konieczne było pozbycie się Melissy? DeCastries i ja mogliśmy porozmawiać przy niej. - Chciałem, aby miał przewagę pod każdym względem - odparł Mondar z błyszczącymi oczami. - Chciałem, aby w jego umyśle nie powstała żadna wątpliwość co do tego, iż nie może zalicytować tak wysoko, jak zechce... Zaproponował ci pracę u siebie, prawda? - Powiedział mi - odparł Cletus - że nie może - interesującemu szaleńcowi. Z czego wywnioskowałem, że ma wielką ochotę to zrobić. - Naturalnie, że tak - potwierdził Mondar. - Ale chce ciebie tylko ze względu na to, co możesz zrobić dla niego. Nie interesuje go to, co ty sam mógłbyś zyskać... Cletusie, czy wiesz, skąd wzięliśmy się my, Exotikowie? - Tak - odparł Cletus. - Poczytałem o was, zanim złożyłem prośbę o przeniesienie mnie tutaj. Stowarzyszenie Badań i Rozwoju Egzotycznych Nauk było źródłem, z którego dowiedziałem się, że wyrośliście z kultu czarnej magii, zwanego Bractwem Chantry, a wywodzącego się z początków dwudziestego pierwszego wieku.
|
Wątki
|