Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
– SkÄ…d ci to przychodzi do gÅ‚owy?
Adam wzruszyÅ‚ ramionami. – Po prostu przychodzi. Wydaje mi siÄ™, że jest niezÅ‚e. – NiezÅ‚e? – zdumiaÅ‚ siÄ™ Zygzak. – CzÅ‚owieku, to jest genialne! Ty wcale nie przesadzasz, nawet jesteÅ› za skromny. MyÅ›lÄ™, że naprawdÄ™ zrobisz na tym karierÄ™. – Wszyscy zrobimy! BÄ™dziemy to ciÄ…gnąć razem! Zygzak przeczÄ…co pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ…. – Nic z tego. Ja w to nie wchodzÄ™. Nie umiem narysować czegoÅ› takiego. To mnie przerasta. – Nie wygÅ‚upiaj siÄ™. – Adam czuÅ‚ siÄ™ zawiedziony i oburzony zarazem. – Co ty pieprzysz? Nie podoba ci siÄ™? Zygzak spojrzaÅ‚ na niego ze Å›miertelnÄ… powagÄ…. – PosÅ‚uchaj uważnie. Podoba mi siÄ™ tak, że nie mogÄ™ siÄ™ pozbierać. To jest najwspanialsza rzecz, jakÄ… kiedykolwiek widziaÅ‚em. Ale mnie do tego nie mieszaj. BaÅ‚bym siÄ™ nawet czytać to sam w domu po zmroku, rozumiesz? Adam milczaÅ‚. * * * Nie widzieli siÄ™ dÅ‚ugo. Dziesięć, może dwanaÅ›cie dni. Kiedy Adam zadzwoniÅ‚ do Zygzaka, proszÄ…c, żeby natychmiast przyszedÅ‚, w jego gÅ‚osie byÅ‚o tyle natarczywego podniecenia, że przyjaciel ulegÅ‚. W mieszkaniu Adama zastaÅ‚ już LilÄ™. Gdy gospodarz wyjaÅ›niÅ‚ im, czego od nich oczekuje, na twarzach obojga pojawiÅ‚ siÄ™ wyraz zdumienia i niepokoju. Zgodzili siÄ™ jednak, bo co mieli zrobić? * * * – Siedzimy już ponad czterdzieÅ›ci minut nad twoim sedesem. Nie wiem jak ty, ale ja znam przyjemniejsze sposoby inhalacji – odezwaÅ‚a siÄ™ Lila z irytacjÄ…, chociaż w jej oczach zwróconych na Adama kryÅ‚ siÄ™ tÅ‚umiony strach. – Poczekaj jeszcze chwilÄ™, zaraz siÄ™ zacznie. – Co siÄ™ zacznie? SpuÅ›cisz wodÄ™? Nasikasz tam? PosÅ‚uchaj, nie bÄ™dÄ™ tu siedzieć ani minuty dÅ‚użej, jeÅ›li natychmiast nie wyjaÅ›nisz nam, o co ci chodzi! Adam przeniósÅ‚ wzrok z jej twarzy na Zygzaka. WydawaÅ‚ siÄ™ zakÅ‚opotany. – W sedesie coÅ› beÅ‚kocze – powiedziaÅ‚ niepewnie. – No jasne – mruknÄ…Å‚ Zygzak. – Gówna wystawiajÄ… operÄ™. Lila jÄ™knęła i przewróciÅ‚a oczami. – No i staÅ‚o siÄ™! ZwariowaÅ‚ – obwieÅ›ciÅ‚a. – To przez ten pieprzony komiks! – Daj spokój, Lila. – Adam patrzyÅ‚ na niÄ… bÅ‚agalnie. – Ja nie żartujÄ™! – Ja też! – warknęła. – W rurach ci burczy – powiedziaÅ‚ Zygzak. – Dom jest stary i kanalizacja też. NaćpaÅ‚eÅ› siÄ™ czegoÅ›, czy co? – Niczego siÄ™ nie naćpaÅ‚em! To sÄ… sÅ‚owa, a nie bulgotanie w rurach! – wybuchnÄ…Å‚. Zygzak, osÅ‚upiaÅ‚y, gapiÅ‚ siÄ™ na przyjaciela. – Powiadasz, że sÅ‚yszysz gÅ‚osy przemawiajÄ…ce z sedesu? – zapytaÅ‚ z niedowierzaniem. Adam w milczeniu kiwnÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. Lila zerwaÅ‚a siÄ™ z podÅ‚ogi. – No nie! Mam tego dość! Nie chcÄ™ uczestniczyć w tym obÅ‚Ä™dzie! To choroba psychiczna! Musisz siÄ™ leczyć! Wszystko przez tÄ… idiotycznÄ… historyjkÄ™ dla niedorozwiniÄ™tych. Te bzdury padÅ‚y mu na mózg! – Nie mów tak – powiedziaÅ‚ ponuro Zygzak, stajÄ…c w obronie przyjaciela, – On narysowaÅ‚ niesamowity komiks i... – On ma po prostu niesamowicie nasrane w gÅ‚owie – warknęła z furiÄ…. – Zamknijcie siÄ™! – wrzasnÄ…Å‚ Adam, który caÅ‚y czas w skupieniu nasÅ‚uchiwaÅ‚ odgÅ‚osów z muszli. – Zaczyna siÄ™! SÅ‚uchajcie! Z sedesu dobyÅ‚ siÄ™ gÅ‚uchy, gÅ‚Ä™boki bulgot. JÄ™kliwy, zawodzÄ…cy gÅ‚os zaczÄ…Å‚ beÅ‚kotać niezrozumiale. – Apeiron! – powiedziaÅ‚ w pewnym momencie sedes, bardzo wyraźnie, niskim, basowym tonem. – Appollyon! Abadon! Lila pisnęła i opadÅ‚a z powrotem na podÅ‚ogÄ™. Zygzak wpatrywaÅ‚ siÄ™ w muszlÄ™ rozszerzonymi ze zdziwienia oczami. MiaÅ‚ gÅ‚upkowato rozdziawione usta. – Zawsze mówi to samo. – GÅ‚os Adama lekko siÄ™ Å‚amaÅ‚. – Te same trzy sÅ‚owa. – Jak... jak dÅ‚ugo to trwa? – spytaÅ‚ ochryple Zygzak. – Od dwóch dni. Regularnie co cztery godziny...
|
WÄ…tki
|