Policjanci jeździli konno od wioski do wioski zatrzymując się przed każda chatą i zalecając, aby zamykano wszystkie szczelnie i aby nikt nie wychodził bez broni...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

O trzeciej rozpuszczono uczniów ze wszystkich wiejskich szkółek. Dzieci zbite w gromadki biegły do domu ze strachem.
Odezwa Kempa, podpisana przez pułkownika Adye, już między czwartą a piątą rozlepiona została we wszystkich okolicznych gminach. Wskazywała konieczność walki i pozbawienia Niewidzialnego Człowieka dachu i żywności.
Ludzie stosowali się do tego ściśle, tak iż nad wieczorem na przestrzeni paruset mil kwadratowych panował stan wojenny. Wieść o Niewidzialnym Człowieku szła z ust do ust po całym kraju.
Jeśli, wedle naszych przypuszczeń, schronił się w lasku Hintandeau, to faktem jest, że go opuścił po południu i udał się na poszukiwanie broni.
Nie wiemy, jakie miał zamiary, lecz to pewne, że gdy spotkał Wicksteada, musiał już być uzbrojony w żelazny pręt.
Nie znamy, ma się rozumieć, szczegółów tej walki. Rozegrała się przy leśnej ścieżce?, nie dalej jak o dwieście łokci od bramy pałacu lorda Burdocka.
Wszystko świadczy, że była zawzięta: podeptana trawa, liczne rany na ciele pana Wicksteada, jego połamana laska, ale nie wiadomo, dlaczego doszło do utarczki.
Może Griffin dokonał tego morderstwa w przystępie obłędu?
Pan Wickstead miał lat czterdzieści pięć, pełnił obowiązki marszałka dworu u lorda Burdocka. Był z natury łagodny i spokojny, sam więc z pewnością bójki nie wywołał.
Niewidzialny Człowiek zaczepił go pewnie, gdy Wickstead szedł z domu do pałacu, powalił go na ziemię, złamał mu rękę i roztrzaskał głowę żelaznym prętem, który znalazł, nim spotkał swa ofiarę, i trzymał stale w ręku. ścieżka nie prowadziła prosto z domu pana Wicksteada do pałacu, lecz biegła o paręset metrów w bok od drogi. Mała dziewczynka idąc po południu do szkoły widziała, jak pan Wickstead „dreptał” przez pola dążąc ku leśnej ścieżce. Dziewczynka naśladowała jego ruchy. Świadczyły one, że szedł prędko wymachując laską, jak gdyby coś gonił. Dziewczynka owa była ostatnią osobą, która widziała go przy życiu.
Zapewne Griffin nie popełnił tego morderstwa bezcelowo. Podjął z ziemi kawał żelaza bez krwiożerczych zamiarów. Potem zjawił się Wickstead i spostrzegł to żelazo zawieszone w powietrzu. Może nie wiedząc o Niewidzialnym Człowieku — gdyż ów lasek odległy jest o dziesięć mil od Port Burdock — puścił się w pogoń za tym dziwnym zjawiskiem. Niewidzialny Człowiek w obawie, aby nie domyślono się jego obecności w okolicy, umykał co tchu; Wickstead coraz bardziej zaciekawiony podążał za nim, wreszcie uchwycił może ten żelazny pręt.
W zwykłych warunkach Griffin byłby niewątpliwie prześcignął starszego o wiele Wicksteada, lecz sądząc z miejsca, w którym znaleziono ciało tego ostatniego, można przypuszczać, że marszałek dworu lorda Burdocka na swoje nieszczęście wepchnął przeciwnika między pokrzywy bukowego lasku. Łatwo się domyślić reszty znając niecierpliwość i bezwzględne okrucieństwo Niewidzialnego Człowieka.
Ale to są gołosłowne przypuszczenia. Dzieci wymyślają nieraz niebywałe bajki.
Jedynym niezbitym faktem jest to. że odnaleziono wśród pokrzyw zwłoki Wicksteada i gruby żelazny pręt. Griffin porzucił swój oręż na widok ofiary, pierwszej, która położył trupem. Widocznie stracił głowę i zapomniał zupełnie o pręcie, zapomniał o celu, w którym go był podjął, bo musiał mieć w tym jakiś cel.
A chociaż był samolubem i okrutnikiem, musiały sio jednak w nim obudzić w owej chwili wyrzuty sumienia. Po tym morderstwie próbował uciekać polami. Kilku wieśniaków w pobliżu Fern Botlom słyszało jakiś głos. Głos śmiał się, mruczał, szlochał, to znowu krzyczał, a biegł polami i ucichł za wzgórzem.
Przez ten czas Niewidzialny Człowiek musiał się zapewne dowiedzieć, w jaki sposób Kemp nadużył jego zaufania. Musiał po drodze spotykać zabarykadowane domy; błąkał się zapewne po dworcach kolejowych i dokoła szynków, odczytał porozlepiane odezwy i domyślił się, że wytoczono mu zawziętą walkę.
Z nadejściem nocy wszystkie drogi zostały odcięte przez gromadki zbrojnych ludzi; za każdą gromadką szedł pies.
Niewidzialny Człowiek zdołał jednak prześlizgiwać się niepostrzeżenie.
Musiał pałać gniewem, i to tym większym, że sam przez swą łatwowierność dostarczył wskazówek, których używano przeciw niemu.
Przez całą dobę ścigano go i tropiono jak dzikie zwierzę; jednak nazajutrz rano był rzeźwy, pełen energii i gotów wytoczyć ostatni bój znienawidzonemu światu.
Rozdział XXVIIOblężenie domu Kempa 
Kemp otrzymał taki list, skreślony ołówkiem na brudnym papierze:
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.