Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ze spiżarni Morgiana wydała trochę ze swych żelaznych zapasów rodzynek i suszonych owoców i trochę kuchennych przypraw do ostatniego kawałka boczku. Malina powie ojcu Eianowi, że na wieczerzy jest oczekiwany Uwain. Ona sama powinna zanieść tę wieść Uriensowi.
PoszÅ‚a na górÄ™ do jego komnaty, gdzie leniwie graÅ‚ w koÅ›ci z jednym ze swych zbrojnych; komnata zalatywaÅ‚a zgniliznÄ…, duchotÄ…, staroÅ›ciÄ… i wilgociÄ…. Przynajmniej dziÄ™ki jego dÅ‚ugiej pÅ‚ucnej gorÄ…czce tej zimy nie musiaÅ‚am dzielić z nim Å‚oża, pomyÅ›laÅ‚a Morgiana. Nawet dobrze siÄ™ zÅ‚ożyÅ‚o, że Accolon spÄ™dziÅ‚ tÄ™ zimÄ™ na dworze Artura; moglibyÅ›my postÄ™pować nieostrożnie i zostać odkryci. Uriens odÅ‚ożyÅ‚ kubek do koÅ›ci i spojrzaÅ‚ na niÄ…. ByÅ‚ chudszy, wycieÅ„czony dÅ‚ugim zmaganiem z gorÄ…czkÄ…. ByÅ‚o nawet kilka takich dni, że Morgiana myÅ›laÅ‚a, iż już nie przeżyje, i ciężko walczyÅ‚a o jego życie; po części dlatego, że mimo wszystko lubiÅ‚a go i nie chciaÅ‚a widzieć go martwym, a częściowo dlatego, że Avalloch natychmiast odziedziczyÅ‚by po nim tron. – Nie widziaÅ‚em ciÄ™ caÅ‚y dzieÅ„. ByÅ‚em samotny, Morgiano – powiedziaÅ‚ Uriens z nutkÄ… rozżalenia i wyrzutu. – Na tego Huwa ani w poÅ‚owie tak miÅ‚o siÄ™ nie patrzy, jak na ciebie. – Cóż – odparÅ‚a Morgiana, przyjmujÄ…c żartobliwy ton, który Uriens tak lubiÅ‚ – specjalnie zostawiÅ‚am was samych, myÅ›lÄ…c, że na stare lata zaczÄ…Å‚eÅ› gustować w przystojnych mÅ‚odzieÅ„cach... jeÅ›li ty go nie chcesz, mężu, czy to znaczy, że ja mogÄ™ go sobie wziąć? Uriens zachichotaÅ‚. – Biedny czÅ‚owiek siÄ™ rumieni! – powiedziaÅ‚ z uÅ›miechem. – Ale jeÅ›li zostawiasz mnie samego na caÅ‚y dzieÅ„, to co innego mam czynić, jak tylko jÄ™czeć i robić sÅ‚odkie oczy do niego albo i do psa? – No to przyszÅ‚am przynieść ci dobre nowiny. DziÅ› wieczorem zaniosÄ… ciÄ™ na wieczerzÄ™ na dół, do sali, Uwain jest w drodze i przybÄ™dzie przed posiÅ‚kiem. – No to dziÄ™ki Bogu – powiedziaÅ‚ Uriens. – Tej zimy myÅ›laÅ‚em już, że umrÄ™, nie zobaczywszy moich synów. – Przypuszczam, że Accolon powróci do domu na Å›wiÄ™ta letniego przesilenia... – Kiedy Morgiana pomyÅ›laÅ‚a o ogniach Beltanu, teraz już odlegÅ‚ych zaledwie o dwa miesiÄ…ce, w caÅ‚ym ciele poczuÅ‚a pożądanie tak silne, że aż bolesne. – Ojciec Eian znów mnie nachodziÅ‚, bym zakazaÅ‚ obrzÄ™dów – powiedziaÅ‚ Uriens zrzÄ™dliwie. – Mam dość sÅ‚uchania jego narzekaÅ„. WbiÅ‚ sobie do gÅ‚owy, że jeÅ›li wytniemy gaje, to lud zadowoli siÄ™ jego bÅ‚ogosÅ‚awieÅ„stwem dla pól i nie bÄ™dzie rozpalaÅ‚ ogni Beltanu. PrawdÄ… jest, że z każdÄ… wiosnÄ… praktykuje siÄ™ coraz wiÄ™cej starych obrzÄ™dów, a ja myÅ›laÅ‚em, że jak rok za rokiem starzy ludzie bÄ™dÄ… wymierać, to bÄ™dzie tego mniej. ChciaÅ‚em pozwolić, by to samo wygasÅ‚o wraz ze Starym Ludem, który nie może siÄ™ przyzwyczaić do nowego sposobu życia. Ale jeÅ›li teraz nawet mÅ‚odzi ludzie z powrotem wracajÄ… do pogaÅ„skich obyczajów, to musimy z tym coÅ› zrobić... Może nawet Å›ciąć gaj. JeÅ›li to zrobisz, popeÅ‚niÄ™ morderstwo, pomyÅ›laÅ‚a Morgiana, lecz zmusiÅ‚a swój gÅ‚os do Å‚agodnoÅ›ci. – To by nie byÅ‚o rozsÄ…dne. DÄ™by dajÄ… pożywienie Å›winiom i pożywienie dla ludzi we wsiach, nawet my w ciężkich czasach używamy żoÅ‚Ä™dnej mÄ…ki. A las stoi tam od setek lat, te drzewa sÄ… Å›wiÄ™te... – Ty sama mówisz za bardzo jak poganka, Morgiano. – Czy możesz powiedzieć, że dÄ™bowy gaj nie jest stworzony przez Boga? – odparÅ‚a. – Czy mamy karać niewinne drzewa dlatego, że gÅ‚upi ludzie używajÄ… ich na swój sposób, który z kolei nie podoba siÄ™ ojcu Eianowi? MyÅ›laÅ‚am, że kochasz swe ziemie. – No bo i kocham – powiedziaÅ‚ Uriens niepewnie – lecz Avalloch też mówi, że powinienem las Å›ciąć, żeby poganie nie mieli gdzie siÄ™ zbierać. Możemy tam wybudować koÅ›ciół albo kaplicÄ™. – Lecz Stary Lud to także twoi poddani, a ty w swej mÅ‚odoÅ›ci zawarÅ‚eÅ› Wielki ZwiÄ…zek z tÄ… ziemiÄ…. Czy pozbawisz Stary Lud lasu, który jest ich pożywieniem i schronieniem, i ich wÅ‚asnÄ… Å›wiÄ…tyniÄ… zbudowanÄ… rÄ™kami Boga, a nie czÅ‚owieka? Czy tym samym skażesz ich na Å›mierć lub głód, jak to siÄ™ staÅ‚o na niektórych wytrzebionych ziemiach? Uriens spojrzaÅ‚ na swe sÄ™kate, starcze nadgarstki. BÅ‚Ä™kitne tatuaże niemal caÅ‚kiem już wyblakÅ‚y i byÅ‚y tylko sinymi plamami.
|
WÄ…tki
|