***Podobne myÅ›li, chociaż z innej perspektywy, przebiegÅ‚y przez gÅ‚owy wszystkich dostojników w Ankh-Morpork, kie­dy nastÄ™pnego ranka...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Nie byÅ‚o napisane, czyj to rozkaz. Ani też, co od razu zauważy­li, czyj obiad.
Teraz czekali w przedpokojach.
NastÄ…piÅ‚y zmiany. PaÅ‚ac nigdy nie należaÅ‚ do kategorii luksu­sowych rezydencji. Patrycjusz uważaÅ‚, że jeÅ›li ludziom za bardzo siÄ™ spodoba, mogÄ… zechcieć tu zostać. Umeblowanie skÅ‚adaÅ‚o siÄ™ z kil­ku krzeseÅ‚ i portretów dawnych wÅ‚adców miasta, trzymajÄ…cych zwo­je pergaminów i różne inne przedmioty.
KrzesÅ‚a nadal staÅ‚y na miejscach. Portrety zniknęły. A raczej — jako poplamione i podarte płótna — leżaÅ‚y na stosie w kÄ…cie, ale zniknęły zÅ‚ocone ramy.
Dostojnicy starali siÄ™ nie patrzeć sobie w oczy i siedzieli w mil­czeniu, bÄ™bniÄ…c palcami o kolana.
Wreszcie dwóch wyraźnie zmartwionych sÅ‚użących otworzy­Å‚o drzwi do głównego holu. Na spotkanie goÅ›ci wyszedÅ‚ Lupine Wonse.
WiÄ™kszość dostojników nie spala caÅ‚Ä… noc, próbujÄ…c sformuÅ‚o­wać jakieÅ› zasady polityki wobec smoków. Wonse jednak wyglÄ…daÅ‚, jakby nie zaznaÅ‚ snu od lat. Twarz miaÅ‚ koloru sfermentowanej Å›cierki. Zawsze chudy, teraz przypominaÅ‚ coÅ› wywleczonego z pira­midy.
- Aha - zaintonowaÅ‚. - Dobrze. Wszyscy jesteÅ›cie? Zatem po­zwólcie tÄ™dy, panowie.
- Ehem... - odchrząknął główny złodziej. - List wspominał o obiedzie.
- Tak - przyznał Wonse.
- Ze smokiem?
- Wielkie nieba, nie myślicie chyba, że smok was zje? Co za pomysł!
- Nawet mi to nie przyszło do głowy - zapewnił złodziej, a ulga dymiła mu uszami niczym para. - Sam pomysł... Cha, cha.
- Cha, cha — przyÅ‚Ä…czyÅ‚ siÄ™ szef kupców.
- Ho, ho — dodaÅ‚ główny skrytobójca. - Co za pomysÅ‚.
- Nie, nie. Przypuszczam, że jesteście zbyt żylaści - powiedział Wonse. - Cha, cha.
- Cha, cha.
- Aha, aha.
- Ho, ho.
Temperatura opadła o kilka stopni.
- Pozwólcie więc za mną.
Główny hol zmieniÅ‚ siÄ™ przez noc. Przede wszystkim byÅ‚ teraz o wiele wiÄ™kszy. Zburzono Å›ciany dzielÄ…ce go od sÄ…siednich kom­nat, natomiast strop i parÄ™ piÄ™ter powyżej usuniÄ™to caÅ‚kowicie. Na podÅ‚odze leżaÅ‚a masa gruzu, z wyjÄ…tkiem samego Å›rodka, zajÄ™tego przez stos zÅ‚o ta...
W każdym razie zÅ‚ocisty stos. WyglÄ…daÅ‚, jakby ktoÅ› z caÅ‚ego pa­Å‚acu pozbieraÅ‚ wszystko, co lÅ›niÅ‚o lub migotaÅ‚o. ByÅ‚y tu ramy obra­zów, zÅ‚ote nici z gobelinów, sztućce, z rzadka jakiÅ› klejnot. ByÅ‚y też
wazy z kuchni, lichtarze, szkandele do ogrzewania poÅ›cieli, odÅ‚am­ki luster. BÅ‚yszczÄ…ce Å›mieci.
Dostojnicy nie zwrócili jednak uwagi na te skarby, a to z powo­du tego, co wisiaÅ‚o im nad gÅ‚owami.
WyglÄ…daÅ‚o jak najwiÄ™ksze źle zwiniÄ™te cygaro we wszechÅ›wie­cie, gdyby najwiÄ™ksze źle zwiniÄ™te cygara we wszechÅ›wiecie miaÅ‚y zwyczaj zwisania gÅ‚owÄ… w dół. Dwa sÅ‚abo widoczne szpony Å›ciskaÅ‚y ciemne belki.
W poÅ‚owie drogi miÄ™dzy bÅ‚yszczÄ…cym stosem a drzwiami nakry­to niewielki stół. GoÅ›cie bez szczególnego zdziwienia spostrzegli, że znajoma srebrna zastawa zniknęła. Na stole uÅ‚ożono porcelano­we talerze i sztućce wyglÄ…dajÄ…ce, jakby caÅ‚kiem niedawno ktoÅ› je wystrugaÅ‚ z drewna.
Wonse zajął miejsce u szczytu stołu i skinął na służbę.
- Siadajcie, panowie — zaprosiÅ‚. — Przepraszam, że paÅ‚ac wyglÄ…­da teraz trochÄ™... inaczej, ale król ma nadziejÄ™, że zniesiecie to do czasu, kiedy zorganizujemy wszystko jak należy.
- Ee... kto? - spytał główny kupiec.
- Król — powtórzyÅ‚ Wonse. Jego gÅ‚os brzmiaÅ‚ jak oddalony tyl­ko o wÅ‚os od szaleÅ„stwa.
- Aha, król. No tak - mruknął kupiec.
Ze swojego miejsca dokÅ‚adnie widziaÅ‚ wiszÄ…cy obiekt. MiaÅ‚ wra­Å¼enie, że dostrzega jakiÅ› ruch, jakieÅ› drżenie w szerokich faÅ‚dach, które go spowijaÅ‚y.
- Niech żyje król — powiedziaÅ‚.
Na pierwsze danie podano zupÄ™ z kluskami. Wonse podziÄ™ko­waÅ‚. Pozostali jedli w zalÄ™knionym milczeniu, przerywanym jedy­nie gÅ‚uchym stukiem drewna o porcelanÄ™.
- Trzeba pewne sprawy zadekretować i król sÄ…dzi, że wasza zgo­da byÅ‚aby mile widziana — zaczÄ…Å‚ po chwili Wonse. — ZwykÅ‚a formal­ność, ma siÄ™ rozumieć, i przepraszam, że zajmujÄ™ panom czas taki­mi drobiazgami.
Wielki zawój poruszył się jakby od podmuchu wiatru.
- Ależ to żaden kłopot - wychrypiał przywódca złodziei.
- Król uprzejmie pragnie ogÅ‚osić - podjÄ…Å‚ Wonse - że Å‚askawie przyjmie prezenty koronacyjne od mieszkaÅ„ców miasta. Nic wyjÄ…t­kowego, oczywiÅ›cie. Jakiekolwiek szlachetne metale czy klejnoty, które majÄ… w posiadaniu i bez żalu mogÄ… z nich zrezygnować. Mu-
szÄ™ jednak podkreÅ›lić, że absolutnie nie jest to obowiÄ…zkowe. Wiel­koduszność, jakiej z pewnoÅ›ciÄ… oczekuje, winna być dziaÅ‚aniem caÅ‚­kowicie dobrowolnym.
Przywódca skrytobójców zerknÄ…Å‚ na swoje pierÅ›cienie i wes­tchnÄ…Å‚ ciężko. Przywódca kupców odpinaÅ‚ już z szyi zÅ‚ocony Å‚aÅ„­cuch swego urzÄ™du.
- Ależ panowie... - powiedziaÅ‚ Wonse. - To naprawdÄ™ niespo­dzianka.
- Ehm... -wtrÄ…ciÅ‚ nadrektor Niewidocznego Uniwersytetu. -Jest pan... to znaczy, nie wÄ…tpiÄ™, iż król jest Å›wiadom tradycyjnego wyÅ‚Ä…czenia Uniwersytetu ze wszystkich miejskich podatków i da­nin...
StÅ‚umiÅ‚ ziewniÄ™cie. Magowie caÅ‚Ä… noc kierowali na smoka swo­je najlepsze zaklÄ™cia. PrzypominaÅ‚o to boksowanie mgÅ‚y.
- Ależ drogi panie, to nie danina - zaprotestowaÅ‚ Wonse. -Mam nadziejÄ™, że to nie moje sÅ‚owa wzbudziÅ‚y takie podejrzenie. Ależ skÄ…d! Nigdy. Każdy dar winien być, jak już mówiÅ‚em, caÅ‚kowi­cie dobrowolny. Mam nadziejÄ™, że to caÅ‚kiem jasne.
-Jak krysztaÅ‚. — Najważniejszy ze skrytobójców rzuciÅ‚ magowi gniewne spojrzenie. - A te caÅ‚kowicie dobrowolne dary, jakie zÅ‚oży­my, trafiÄ…...?
- Na stos.
- Aha.
- Wprawdzie jestem przekonany, że mieszkaÅ„cy naszego mia­sta okażą swojÄ… hojność, gdy tylko w peÅ‚ni zrozumiejÄ… sytuacjÄ™ -odezwaÅ‚ siÄ™ kupiec —jednak król z pewnoÅ›ciÄ… rozumie, że w Ankh-Morpork jest bardzo maÅ‚o zÅ‚ota.
- SÅ‚uszna uwaga - zgodziÅ‚ siÄ™ Wonse. - Król wszakże zamierza zmienić ten stan dziÄ™ki swej dynamicznej, ambitnej polityce zagra­nicznej.
- Ach... — odpowiedzieli chórem dostojnicy, tym razem z wiÄ™k­szym entuzjazmem.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….