Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
38
i jedno słowo - zostań Wierzyli w to Że razem będą żyć Wierzyli w to Ona i on Znaleźli, ocalili Ten czysty ton Co każę się nie mylić Że Ona, On Dla siebie są Wierzyli w to Wierzyli w to Że nieśmiertelni są Gdy miłość trwa Silniejsza jest niż zło Ochrania ich Spokojny dom Aż ich znalazła noc Pośrodku dnia pobladłych Ją Zabrała nagle Zabrała ją Zabrała noc Ona i On To było szczęście wielkie Ją zabrał mrok Ja falo dłoń - muszelkę Słowa tracą sens Bo śmierć i miłość Już poza nimi jest W milczeniu jest Gdy słowa gasną Nie pytaj czemu Los chciał to odebrać im Daj ciszy zasnąć Niech otuli ich jak dym ...Historii kres I kilka tych niemądrych łez... ... Nie wstydź się łez... Lubię was szczeniaki... Lubię was szczeniaki Niczego wam nie bronię Gdy ktoś wam depcze po łapach Pachniecie bezsennością Mlekiem, wódką, tytoniem A to jest miły zapach Lubię was, szczeniaki Gdy przełazicie parkany str. 39 Ciekawi, co tam się kryje Ceruję wam portki Wasz świat porozrywany Utulam łebki niczyje Używaj mnie Używaj Wtedy jestem szczęśliwa Wtedy jestem szczęśliwa Jak biała piana z piwa Używaj mnie Używaj Zapomnij, jak się nazywasz Powiedz, co w sobie ukrywasz Wiem, że nic nie rozumiem Żyję najlepiej, jak umiem Żal mi was, szczeniaki Tak wyliniałe przedwcześnie Od rąk, co chcą was zagłaskać W odbicie własne warczycie A nos wam chłodzi boleśnie Powierzchnia jasna i płaska Żal mi was, szczeniaki Przy każdej białej goliźnie Co się przed wami zamyka Jak mało jest potrzebne Do szczęścia krótkiego mężczyźnie Wiem o tym i nie pytam Używaj mnie... Mastroianni mojej ulicy Mastroianni mojej ulicy Nigdy nie wstaje przed dwunastą Jak mu drobne zostały, to je liczy A potem wychodzi "na miasto" Pochodzi, pochodzi, usiądzie Gdzieś w barku na sporta i kawę Jak mu się wydaje, że błądzi To życie zaczyna być ciekawe Jaki jest, taki jest Po trzydziestce, jeszcze szczeniak Duży pies - smutny pies Tak w sam raz do pocieszenia Gdzie twoja pani, kochanie? Mastroianni mojej ulicy Mastroianni mojej ulicy Codziennie czyści zęby pastą Uśmiecha się do lustra, wszystkie liczy A potem wychodzi "na miasto" Pochodzi, zawadzi, wypije Dwa szybkie - nie wstrząśnie się nawet str. 40 Jak mu się wydaje, że żyje To życie zaczyna być ciekawe Jaki jest, taki jest Po trzydziestce się nie zmienia Duży pies, smutny pies Tak w sam raz do pocieszenia Jak go dobrze pocieszyć Pewnie stać go na wyczyn Mastroianni mojej ulicy Mastroianni mojej ulicy Przed sobą widział przyszłość jasną Do zrobienia miał w życiu parę rzeczy Niestety - wyszedł "na miasto" Gdzieś odszedł, gdzieś poszedł, nie zdążył Może się późno obudził Coś mu się zdawało, a potem przestało A potem stracił wiarę w ludzi Jaki jest, taki jest Po trzydziestce ciut wyliniał Duży pies, smutny pies Tak w sam raz do pocieszenia Chodź, kochanie do pani! Dla mnie możesz być niczym Taki podobny - nie ogolony Mastroianni mojej ulicy Międzyczas Zatoki ramę fala gładzi Przesiewa piasek słony wiatr Obecnych nie ma. Coraz rzadziej Natrafia się na ludzki ślad Ja chodzę tędy, zbieram śmieci Prawdziwe ślady innych lat Śmieją się ze mnie słońca dzieci Gdy mówię o istnieniu dat Historia się przestała dziać W ponaświetlanych mózgownicach Czas teraźniejszy poszedł spać A królem czasów jest - międzyczas Na peryferiach trzech żywiołów Ocalał arkadyjski mit Chyba nie umiem być wesoły Kiedy tu jestem - jest mi wstyd Lepiej poszukani opakowań Dla mnie coś znaczy byle śmieć str. 41 Odpadków po ideach, słowach Tu przysypano wiele strat Historia się przestała dziać W ponaświetlanych mózgownicach Czas teraźniejszy poszedł spać A królem czasów jest - międzyczas Milczenie Więcej Milczenia Milczenia Milczenia Odejdźcie wszyscy Mnie potrzeba ciszy Nie pragnę słońca Nienawidzę cienia A on z uporem wciąż mi towrzyszy Gdzie mam się schronić W jakiej osobności
|
Wątki
|