Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zrobiłam, co kazał. Nachylił się i zajrzał do pojemnika.
- Co to, u diabła, jest? - Serce. Jakiś problem? To niezgodne z prawem zabierać serce do centrum handlowego? Stali przy mnie już dwaj ochroniarze. Wymienili spojrzenia. Podręcznik zawodu ochroniarskiego nie przewidywał takiej sytuacji. - Przepraszam, że panią niepokoiliśmy - tłumaczył się strażnik. - Ale ten pojemnik wyglądał podejrzanie. - Baran - warknęłam, po czym zatrzasnęłam wieko, chwyciłam lodówkę i wpadłam do pizzerii. - Oho - przywitała mnie Lula. - Jakim cudem masz jeszcze pojemnik? Miałaś dostać babkę. - Spieprzyło się. Komandos czekał przy moim harleyu. - Jeśli kiedykolwiek trzeba będzie dać za mnie okup, to zrób mi tę przyjemność i nie załatwiaj tego osobiście - powiedział. Potem sięgnął pod moją koszulę i wyłączył nadajnik. - Nie martw się. Oddzwoni. Jak mógłby zrezygnować ze świńskiego serca? - Zajrzał do pojemnika. - To naprawdę świńskie serce. - To ma być serce Louiego D. - wyjaśniłam. - DeChooch usunął je przez omyłkę. A potem jakoś je zgubił w drodze powrotnej do Richmond. - A ty próbowałaś mu wcisnąć serce świni - powiedział Komandos. - Było mało czasu - wyjaśniła Lula. - Chciałyśmy załatwić prawdziwe, ale było tylko na specjalne zamówienie. - Niezły motor - pochwalił Komandos. - Pasuje do ciebie. Potem wsiadł do samochodu i odjechał. Lula zaczęła się wachlować. - Ten mężczyzna jest taki gorący. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do matki. - Chodzi o babkę - powiedziałam. - Spędzi noc u zaprzyjaźnionej osoby. - Dlaczego nie zadzwoniła do mnie? - Chyba uznała, że wystarczy pomówić ze mną. - Bardzo dziwne. To mężczyzna? - Tak. Usłyszałam trzask tłukącego się talerza, a potem matka odłożyła słuchawkę. Pojemnik stał na blacie szafki kuchennej. Zajrzałam do środka i nie byłam zadowolona z tego, co ukazało się moim oczom. Lód się topił, a serce nie wyglądało za dobrze. Mogłam zrobić tylko jedną rzecz. Zamrozić to cholerstwo. Wyjęłam bardzo ostrożnie serce i przełożyłam do torebki śniadaniowej. Zakrztusiłam się kilka razy, ale nie puściłam pawia, więc byłam bardzo z siebie zadowolona. Potem wsadziłam pakunek do zamrażarki. Na sekretarce były dwie wiadomości od Joego. Obie brzmiały jednakowo: “Zadzwoń do mnie". Nie miałam na to wielkiej ochoty. Wiedziałam, że będzie zadawał pytania, na które nie chciałam odpowiadać. Zwłaszcza że interes z sercem zakończył się całkowitą klapą. Jakiś irytujący glos w mojej głowie szeptał bezustannie: Gdyby zaangażowała się w to policja, mogłoby pójść lepiej. A babka? Wciąż była z Eddiem DeChoochem. Stukniętym, zdesperowanym Eddiem DeChoochem. Cholera. Wykręciłam numer Joego. - Musisz mi pomóc - powiedziałam. - Ale nie możesz być gliną. - Zechcesz to powtórzyć? - Chcę ci coś powiedzieć, ale musisz obiecać, że zostanie to między nami, a policja się nie dowie. - Nie mogę tego zrobić. - Musisz. - O co chodzi? - Eddie DeChooch porwał babkę. - Bez obrazy, ale będzie miał szczęście, jak przeżyje. - Potrzeba mi towarzystwa. Możesz zostać na noc? Pół godziny później zjawili się Joe i Bob. Bob spenetrował całe mieszkanie, wąchając siedziska krzeseł, zaglądając do kosza na śmieci, wreszcie drapiąc drzwi lodówki. - Jest na diecie - wyjaśnił Morelli. - Był dziś na szczepieniu i weterynarz powiedział, że jest za gruby. Potem Morelli włączył telewizor i znalazł kanał, gdzie grali Rangersi. - Chcesz mi o tym opowiedzieć? - spytał. Wybuchnęłam płaczem. - On ma babkę, a ja to schrzaniłam. I teraz się boję. Nie odezwał się. Co będzie, jeśli ją zabił? Łkałam bez opamiętania. Nie mogłam przestać. Zanosiłam się głupim, rozpaczliwym szlochem, aż zaczęło mi lecieć z nosa, a twarz spuchła i poczerwieniała. Morelli otoczył mnie ramionami. - Jak to schrzaniłaś? - Miałam serce w pojemniku i strażnik mnie zatrzymał, a potem DeChooch się wyłączył. - Serce? Pokazałam palcem kuchnię. - Jest w zamrażarce. Morelli puścił mnie i podszedł do lodówki. Usłyszałam, jak otwiera drzwi. Upłynęła chwili ciszy. - Masz rację - powiedział. - W zamrażarce jest serce. Potem drzwi lodówki zamknęły się cicho. - To świńskie serce - wyjaśniłam. - Cóż za ulga. Opowiedziałam mu wszystko.
|
Wątki
|