Wtedy wystarczyło, żeby w pewien sposób wypowiedział jej imię, a w delikatnie intarsjowanej posadzce sali audiencyjnej otwierała się przed nią przepaść...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Na dworze tyrana pozostawaÅ‚a bardziej jako niewolnica niż kurtyzana. ByÅ‚a też oszustkÄ… prowadzÄ…cÄ… życie oparte na kÅ‚amstwie, podczas gdy jej kraj powoli zacieraÅ‚ siÄ™ w pamiÄ™ci ludzi. PoprzysiÄ™gÅ‚a zabić tego czÅ‚owieka, którego spojrzenie z drugiego koÅ„ca sali paliÅ‚o jÄ… jak ogieÅ„, pÅ‚onęło w jej Å›miertel­nej krwi bursztynowym winem.
Wszędzie, gdzie się odwracała, przepaście.
I na dodatek tego ranka zobaczył riselkę. On i być może jeszcze jeden mężczyzna. Walcząc ze strachem, zmusiła się do obojętnego wzruszenia ramionami.
- To zabawne - rzekÅ‚a, odzyskujÄ…c panowanie nad sobÄ… i dokÅ‚adnie wiedzÄ…c, czego teraz od niej oczekuje. - Twierdzisz, że jesteÅ› ucieszony, a nawet wzruszony niewÄ…tpliwie niespo­kojnym pytaniem Solores o twój poranny bieg. Mówisz, że to pierwsza rzecz, o którÄ… zapytaÅ‚a. Jakżeż musiaÅ‚a siÄ™ zastana­wiać, czy ci siÄ™ udaÅ‚o! Natomiast kiedy ja, wiedzÄ…c, że byÅ‚eÅ› tego ranka na szczycie, traktujÄ™ to jak drobnostkÄ™, jak coÅ› nie wzbudzajÄ…cego najmniejszych wÄ…tpliwoÅ›ci... wtedy król wpa­da w zÅ‚ość i surowo nakazuje mi milczeć! Powiedz mi jednak, panie, z rÄ™kÄ… na sercu, która z nas uczciÅ‚a ciÄ™ bardziej?
MilczaÅ‚ przez dÅ‚uższÄ… chwilÄ™. WiedziaÅ‚a, że caÅ‚y dwór chci­wie Å›ledzi wyraz jego twarzy. Przez chwilÄ™ nic jej to nie obchodziÅ‚o. Nie obchodziÅ‚a jej nawet wÅ‚asna przeszÅ‚ość ani to, co spotkaÅ‚ na zboczu góry. StaÅ‚a przed szczególnÄ… przepaÅ›cie, która rozpoczynaÅ‚a siÄ™ i koÅ„czyÅ‚a w gÅ‚Ä™bi szarych oczu, które teraz tak uważnie siÄ™ w niÄ… wpatrywaÅ‚y.
Kiedy się odezwał, jego ton znów był inny, lecz także dobrze jej znany; poczuła nagle, że robi się jej słabo. Nogi jej zadrżały, lecz już nie ze strachu.
Brandin, król Ygrathu, powiedziaÅ‚ zduszonym gÅ‚osem i z po­czerwieniaÅ‚Ä… twarzÄ…:
- Mógłbym cię zaraz wziąć na podłodze tej komnaty w obecności całego mojego dworu.
Zaschło jej w gardle. Poczuła, jak pod skórą nadgarstka drga jakiś nerw, a na twarz wpłynął rumieniec.
- Być może rozsądniej byłoby wieczorem - mruknęła, usiłując zachować lekki ton, co nie bardzo jej się udało, podobnie jak ukrycie przebijającej w spojrzeniu namiętności. Zupełnie jakby przeskoczyła między nimi iskra dająca początek wielkiemu płomieniowi. Wysadzany drogimi kamieniami kielich z khavem zadrżał jej w ręku, co jeszcze bardziej podnieciło Brandina. Czuła niemal fizycznie, jak spala się w ogniu jego pożądania. Umoczyła usta w napoju, trzymając kielich obiema rękami i starając się zachować zimną krew.
- Lepiej wieczorem - powtórzyÅ‚a, oszoÅ‚omiona tym, co siÄ™ z niÄ… dziaÅ‚o. WiedziaÅ‚a jednak, jakich słów oczekuje od niej Brandin, tu i teraz. WypowiedziaÅ‚a je bardzo wyraźnie i pa­trzÄ…c mu prosto w oczy: - W twoim wieku, mój panie, powinie­neÅ› oszczÄ™dzać siÅ‚y. Przecież dzisiaj rano biegÅ‚eÅ› pod górkÄ™.
W chwilÄ™ później chiaraÅ„ski dwór Brandina z Ygrathu po raz drugi zobaczyÅ‚, jak król odrzuca w tyÅ‚ swÄ… piÄ™knÄ…, ozdobio­nÄ… brodÄ… gÅ‚owÄ™ i serdecznie siÄ™ Å›mieje. StojÄ…cy opodal bÅ‚azen Rhun zarechotaÅ‚ do wtóru.
 
- Isolla z Ygrathu!
Tym razem ozwaÅ‚y siÄ™ trÄ…by i werbel, a uderzenie laski he­rolda o podÅ‚ogÄ™ przy podwójnych drzwiach rozniosÅ‚o siÄ™ echem po caÅ‚ej sali audiencyjnej.
StojÄ…c niedaleko tronu, Dianora miaÅ‚a znakomitÄ… sposob­ność przyjrzenia siÄ™ peÅ‚nej godnoÅ›ci kobiecie, którÄ… Brandin nazwaÅ‚ najlepszÄ… Å›piewaczkÄ… Ygrathu. ChiaraÅ„scy dworacy rozstÄ…pili siÄ™, robiÄ…c jej przejÅ›cie do króla.
- Jest nadal piękna - mruknął Neso z Ygrathu - a ma już pięćdziesiąt lat. - Jakoś udało mu się ustawić w pierwszym rzędzie obok Dianory.
Jego obÅ‚udny ton jak zwykle jÄ… zirytowaÅ‚, ale staraÅ‚a siÄ™ tego nie okazać. Isolla miaÅ‚a na sobie bardzo prostÄ…, ciemno­niebieskÄ… szatÄ™ przepasanÄ… zÅ‚otym Å‚aÅ„cuszkiem. BrÄ…zowe, przetykane siwiznÄ… wÅ‚osy byÅ‚y niemodnie krótko obciÄ™te, cho­ciaż Dianora pomyÅ›laÅ‚a, że po dzisiejszym dniu wiosenna i letnia moda może siÄ™ zmienić. W takich sprawach kolonia zawsze podpatrywaÅ‚a Ygrath.
Isolla szła niespiesznie, ale pewnie, przejściem utworzonym przez dworaków. Brandin już się serdecznie do niej uśmiechał. Zawsze był ogromnie zadowolony, kiedy ktoś z ygratheńskich artystów podejmował długą i często niebezpieczną morską podróż na jego drugi dwór.
Kilka kroków za Isolla szedÅ‚, ku szczeremu zaskoczeniu Dia­nory, poeta Camena di Chiara, ostrożnie niosÄ…c jej lutniÄ™ w futerale, niczym dzieÅ‚o sztuki niezmiernej wartoÅ›ci. Ubrany byÅ‚ w swój sÅ‚ynny już trójwarstwowy pÅ‚aszcz. WÅ›ród zebranych rozlegÅ‚ siÄ™ gÅ‚oÅ›ny szmer - nie tylko Dianora byÅ‚a zaskoczona.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….