Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Czas bowiem spędzany w drodze nigdy nie oznaczał u niego odpo-
czynku. Przeciwnie. W oderwaniu siÄ™ od bezpoÅ›redniego kontaktu z ludźmi caÅ‚y szereg spraw przedstawiaÅ‚ siÄ™ przejrzyÅ›ciej, wskutek czego myÅ›l mogÅ‚a pracować sprawniej i intensywniej. ZjawiaÅ‚y siÄ™ nowe kombinacje i rozwiÄ…zania. Na każdej wiÄ™kszej stacji jeden z sekretarzy wysyÅ‚aÅ‚ pliki depesz i listów, podczas gdy drugi przygotowywaÅ‚ nastÄ™pne. Rzadko próżnowaÅ‚a maszyna stenotypistki. Na okrÄ™cie wprawdzie nie pisaÅ‚o siÄ™ listów, za to jednak radiodepesze wydÅ‚użaÅ‚y siÄ™ bardzo, a poza tym pisaÅ‚o siÄ™ najróżnorodniejsze memoriaÅ‚y, instrukcje, statuty i sprawozdania. Należenie do podróżnej ekipy PawÅ‚a Dalcza nie byÅ‚o przyjemnym odpoczynkiem. Tym razem roboty byÅ‚o jeszcze wiÄ™cej niż zazwyczaj. OrganizowaÅ‚ siÄ™ wÅ‚aÅ›nie Bank Po- życzek MiÄ™dzynarodowych w Brukseli i PaweÅ‚ lwiÄ… część czasu poÅ›wiÄ™caÅ‚ tej sprawie. MiaÅ‚ to przecie być arcytwór jego życia. Pomimo wszystko zaraz za Gibraltarem musiaÅ‚ pracÄ™ przerwać. Duży, trzydzieÅ›ci tysiÄ™cy ton liczÄ…cy okrÄ™t skakaÅ‚ jak piÅ‚ka. Fala dochodziÅ‚a do jedenastu metrów, niepodobna byÅ‚o pisać. ZresztÄ… po godzinie jeden z sekretarzy zaczÄ…Å‚ chorować, a drugi dostaÅ‚ ataku sercowe- go. Nadspodziewanie tylko stenotypistka trzymaÅ‚a siÄ™ dobrze. Nawet rozbawiÅ‚o jÄ… to koÅ‚ysa- 106 nie, przy którym czÅ‚owiek musiaÅ‚ zataczać siÄ™ jak pijany i chwytać siÄ™ porÄ™czy, by nie upaść. ÅšmiaÅ‚a siÄ™ i byÅ‚o jej z tym tak Å‚adnie, że PaweÅ‚ zapytaÅ‚: – A nie boi siÄ™ pani? – Czego, panie prezesie? – No, że zatoniemy. Nie zostawiÅ‚a pani w Warszawie nikogo, kto bÄ™dzie paniÄ… opÅ‚akiwaÅ‚? Narzeczonego, kochanka? ZdetonowaÅ‚a siÄ™. PaweÅ‚ nigdy ani jednym sÅ‚owem nie upoważniaÅ‚ swego personelu do wszczynania rozmów. – Nie, panie prezesie – zaczerwieniÅ‚a siÄ™. – Nie?... To dziwne. WidziaÅ‚, że chciaÅ‚a coÅ› powiedzieć, lecz nie ma odwagi. – Dziwne, bo pani jest mÅ‚oda i Å‚adna... Hm... bardzo Å‚adna – dodaÅ‚ z tonem odkrycia. Istotnie dotychczas tego nie spostrzegaÅ‚. Nie miaÅ‚ zwyczaju przyglÄ…dać siÄ™ ludziom pod innym kÄ…tem widzenia niż wyrobienia sobie opinii o inteligencji, etyce i psychice osobnika, z którym miaÅ‚ jakikolwiek interes. – Pan prezes zbyt Å‚askaw – zarumieniÅ‚a siÄ™ jeszcze bardziej. – Po prostu konstatujÄ™ fakt... No, niechże pani powie, czy mnie nie wolno tego zauważyć? – Owszem – zdobyÅ‚a siÄ™ na odwagÄ™ – tylko pana prezesa to zupeÅ‚nie nie interesuje... – Tak pani myÅ›li? – O – dodaÅ‚a poÅ›piesznie – ja nie o sobie... Ale pan prezes w ogóle na kobiety nic zwraca uwagi. RozeÅ›miaÅ‚ siÄ™: – Moja droga pani, a kiedyż ja mam czas na to! – Każdy ma na to czas, na co chce mieć – odpowiedziaÅ‚a sentencjonalnie. SpojrzaÅ‚ na zegarek i powiedziawszy jeszcze kilka zdawkowych zdaÅ„, wyprawiÅ‚ jÄ… spać. Sam zasnąć nie mógÅ‚. Najpierw rozmyÅ›laÅ‚ o tej zabawnej stenotypistce. Gdy dyktowaÅ‚, miaÅ‚ zwyczaj patrzeć na ołówek stenografujÄ…cej, a ona miaÅ‚a rÄ™ce prawie takie jak Krystyna... Prawie takie... A jednak o tamtych, prawdziwych, zapomnieć nie mógÅ‚. Nieraz podczas najwiÄ™kszego na- waÅ‚u pracy przypominaÅ‚ sobie jej rÄ™ce, oczy, niski gÅ‚Ä™boki gÅ‚os o niebywale ciepÅ‚ym brzmie- niu. PoczÄ…tkowo odrobinÄ™ irytowaÅ‚ siÄ™ tym, z biegiem czasu jednak doszedÅ‚ do przekonania, że ostatecznie może sobie na to pozwolić, pozwolić na tÄ™ maÅ‚Ä… sÅ‚abość, która w rezultacie nie zajmuje mu przecież czasu wiÄ™cej, niż sam jej zechce poÅ›wiÄ™cić... Zechce?... Czy stenotypist- ka miaÅ‚a racjÄ™, że to jest wyÅ‚Ä…cznie zależne od jego chcenia lub niechcenia?... Czy istotnie mógÅ‚by wiÄ™cej czasu poÅ›wiÄ™cić Krystynie?... Czy ona ma prawo żywić doÅ„ żal za te swoje samotne godziny?... Nie, stanowczo nie. Jest przecie dość rozsÄ…dna i dostatecznie obeznana z jego interesami, by wiedzieć, że po prostu nie jest w stanie zostawić ich na dzieÅ„ jeden wÅ‚asnemu losowi. GroziÅ‚oby to niesÅ‚ychanymi komplikacjami, a może nawet utratÄ… szeregu zdobytych pozycyj. A to byÅ‚oby nonsensem, tego nie mogÅ‚aby odeÅ„ oczekiwać! Wszystko zatem byÅ‚o zupeÅ‚nie jasne. Stosunek, jaki siÄ™ miÄ™dzy nimi utrwaliÅ‚, byÅ‚ najbez- sprzeczniej normalny i sÅ‚uszny, ale przeprowadzenie w nim jakichkolwiek zmian byÅ‚oby nie- podobieÅ„stwem i oboje o tym wiedzieli...
|
WÄ…tki
|