Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zawsze przerywał, gdy golił najtrudniejsze miejsca koło ust.
Kiedy miał czternaście lat, jakiś chłopak złamał mu nos. Rzucił w wujka cegłą i skutków tego rzutu nigdy nie udało się naprawić. Wujek opowiedział mi kiedyś o tym; akurat wysiąkał nos i przyjrzał się chusteczce. Oddychać mógł tylko jedną dziurką, nos miał zawsze opuchnięty, ogromniasty i skrzywiony. W lewo. Kiedy wyobrażam sobie teraz twarz wujka Billa, widzę wpierw nos, a potem oczy. Wielkie i łagodne patrzyły spoza grubych szkieł. Do dzisiaj nie wiem, co to były za okulary, plusy, minusy czy jeszcze coś innego. Za grubymi, gładkimi soczewkami oczy wujka wydawały się duże, skierowane ku górze i jakby w tych szkłach zatopione. Kiedy wujek zdejmował okulary, wydawał się kimś innym; przede wszystkim miał za małe oczy. O twarzy wujka wypada jeszcze powiedzieć, że górna warga wydawała się wydłużona i napięta, a była to sprawka ukrytej pod spodem sztucznej szczęki. Nawet kiedy się śmiał, warga pozostawała napięta, wystawały spod niej koniuszki zębów, a sam śmiech to było cienkie „hi, hi, hi”. Próbował dodawać coś do tego śmiechu, klepał się po kolanach, a czasem - jeżeli nie miał na głowie kapelusza - suwał dłonią po łysinie; najczęściej latem. Jeżeli chodzi o głos, to wujek miał irlandzki tenor podszyty szczękościskiem. Wszyscy bracia mamy mieli taki. Z tym że w głosie wujka Billa słychać było chrapliwy przydźwięk, skutek wciągania powietrza przez złamany nos. Ciekawe, bo mój głos brzmi podobnie, chociaż nos mam cały. Możliwe, że wujek po prostu miał zawsze taki głos, bez związku ze złamanym nosem; nie można też wykluczyć, że ja z kolei bezwiednie nauczyłem się naśladować wujka Billa i tak już zostało. Wujek Bill nigdy nie był zawodowym śpiewakiem, jak wujkowie Dick i Mike. Czasem grywał jednak na gitarze i śpiewał, jakby do siebie, bardzo ciepło, cicho, barwą stłumioną i nosową. Grał na gitarze, stojąc oparty o nasze pianino, a bywało i tak, że grywali razem z mamą ze słuchu; znali te same melodie. To było coś naprawdę kojącego: siedzieć na ganku w letni wieczór i słuchać. Kiedy myślę o wujku Billu, który gra na gitarze i śpiewa, mam zaraz przed oczami unoszące się w powietrzu świetliki. Nawet kiedy wujek Bill mówił, człowiek wyobrażał sobie, że mógłby to samo wyśpiewać. I - kiedy się nad tym teraz zastanawiam - oczywiste było jeszcze jedno: że wujek popija. Rankiem wujek golił się w łazience i śpiewał, w spodniach z dyndającymi szelkami i w luźnym podkoszulku, nachylony przed lustrem. Niewiele widział bez okularów, a lubił się golić starannie. Przez ten czas, kiedy mieszkał z nami, chyba nigdy nie widziałem na jego twarzy zarostu dopominającego się o zgolenie. Przed lustrem wujek napinał skórę tak i siak, a posługiwał się zwykłą brzytwą. Po wprowadzeniu się do nas jedną z pierwszych wujkowych czynności było wkręcenie okazałego haka w ścianę nad umywalką i powieszenie tam paska do ostrzenia brzytwy. Tato powiedział wtedy:
|
Wątki
|