Wieczorem podjęli przerwaną podróż...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Nie jechali już ciężarówką, tylko odkrytym samochodem turystycznym. Wszyscy ubrali się w miejscowe stroje; mężczyźni mieli na sobie galabije, kobiety pozasłaniały twarze. Ciasno upchnięci w pojeździe, jeszcze raz ruszyli w swoją drogę przez noc.
— Jak się pani czuje, pani Betterton?
Hilary uśmiechnęła się do Andy’ego Petersa. Właśnie wzeszło słońce, więc zatrzymali się na śniadanie, złożone z miejscowego chleba, jajek i herbaty przyrządzonej na prymusie.
— Jak we śnie — odparła.
— Tak, ma to w sobie coś ze snu — przyznał. — Gdzie jesteśmy?
Wzruszył ramionami.
— Kto to wie? Z pewnością nasza pani Calvin Baker, ale nikt więcej.
— To jakieś straszne pustkowie.
— Tak, właściwie pustynia. Ale przecież tak właśnie powinno być, prawda?
— Chodzi panu o to, że musimy zacierać ślady?
— Tak. Cała ta podróż została starannie zaplanowana. Każdy kolejny etap jest zupełnie niezależny od poprzedniego. Samolot spłonął. Stara ciężarówka jechała całą noc. Jeśli nawet ktoś ją zauważył, to miała napis świadczący, że należy do pewnej ekipy archeologicznej, prowadzącej w tych stronach badania. Następnego dnia pojawił się samochód wycieczkowy z Berberami, jeden z najbardziej powszechnych widoków na drogach tego kraju. W następnym etapie — wzruszył ramionami — kto wie?
— Ale dokąd zmierzamy?
Andy Peters potrząsnął głową.
— Nie ma sensu pytać. Dowiemy się wkrótce. Podszedł do nich Francuz, doktor Barron.
— Tak — potwierdził. — Wkrótce się dowiemy. Ale jakże znamienne jest, że ciągle pytamy. To nasza zachodnia natura. Nigdy nie możemy powiedzieć „dość na dzisiaj”, zawsze chodzi nam o jutro. Zapomnieć o „wczoraj”, wkroczyć w „jutro”. Oto, czego pragniemy.
— Chce pan przyspieszyć czas, doktorze, czyż nie? — zapytał Peters.
— Tyle jeszcze jest do zrobienia — rzekł Barron — a życie takie krótkie’! Potrzeba nam więcej czasu. Coraz więcej! — Wymachiwał z pasją rękami.
Peters odwrócił się do Hilary:
— Jakie są cztery rodzaje wolności, o których mówi się w waszym kraju? Wolność woli, wolność od strachu…
— Wolność od głupoty! — przerwał mu Francuz z goryczą. — Tego pragnę! Tego potrzebuję, by kontynuować pracę. Wolność od idiotycznej ekonomii! Wolność od krępujących ograniczeń!
— Jest pan bakteriologiem, prawda?
— Tak. Czy ma pan pojęcie, mój przyjacielu, jaka to fascynująca dziedzina wiedzy? Ale potrzebna jest w niej cierpliwość, bezgraniczna cierpliwość, niezliczone powtórki eksperymentów… i pieniądze… dużo pieniędzy! Trzeba mieć odpowiednie wyposażenie, asystentów, surowce! Otrzymując to wszystko, można naprawdę coś osiągnąć!
— Szczęście? — zapytała Hilary.
Błysnął zębami w uśmiechu, nagle znowu ludzki i normalny.
— Ach, pani jest kobietą, madame. Kobiety zawsze szukają szczęścia.
— I rzadko je znajdują? Wzruszył ramionami.
— Chyba tak.
— Szczęście indywidualne się nie liczy — rzekł Peters poważnie. — Trzeba dążyć do szczęścia wszystkich, do braterstwa ducha! Robotnicy wolni i zjednoczeni, posiadający środki produkcji, powinni odciąć się od podżegaczy wojennych i innych nienasyconych chciwców, którzy trzymają wszystko w swoich łapach. Nauka jest dla wszystkich. Nie wolno pozwolić, by zawładnęła nią taka czy inna siła.
— Tak — dodał Ericsson ze zrozumieniem — ma pan rację. Władza powinna należeć do naukowców. To oni powinni rządzić światem. Oni i tylko oni są ludźmi. I tylko nadludzie się liczą. Pozostali to niewolnicy, których, oczywiście, należy dobrze traktować. Ale to tylko niewolnicy.
Hilary oddaliła się od grupy. Po kilku chwilach dogonił ją Peters.
— Wygląda pani na przerażoną — zauważył wesoło.
— Bo chyba jestem. — Roześmiała się krótko. — Oczywiście, doktor Barron ma zupełną rację. Jestem tylko kobietą, nie prowadzę badań z dziedziny chirurgii czy bakteriologii. Chyba nie mam specjalnie lotnego umysłu. Należę do tych idiotek, którym zależy na szczęściu.
— Cóż w tym złego? — zapytał Peters.
— Chyba nie pasuję do tego towarzystwa. Widzi pan, jestem tylko żoną, która chce się połączyć z mężem.
— Bardzo słusznie. Reprezentuje pani wartości podstawowe.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.