okręt, lub jego kadłub tylko? Przez parę godzin wpatrywałem się weń bez przerwy, ale nie poruszył się z miejsca, zapewne osiadł na mieliźnie, lub wpadł na...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

Pochwyciłem łuk, strzały i dzidę i pobiegłem ku południowemu przylądkowi, spoza które-
go widać było statek. Przybywszy nad brzeg, spostrzegłem w istocie kadłub skołatanego
okrętu. Snadź wicher wczorajszy rzucił go na przybrzeżne skały. Znajdował się prawie w tym
samym miejscu, gdzie nasz okręt przed siedmiu laty uległ rozbiciu, utkwił na tychże nieszczę-
snych co i my rafach.
Statek ten dal mi wiele do myślenia, bo na pokładzie żywego ducha widać nie było. Nie-
zawodnie obsada pomimo ognia roznieconego przeze mnie, nie mogła w ciemności wśród
tylu skał znaleźć drogi do brzegu, a natrafiwszy na silny prąd, porwana została na pełne mo-
rze. W tym razie zguba ich była nieuchronna i z pewnością morze pochłonęło ich łódź jak
niegdyś naszą. Może któryś z rozbitków błądzi gdzieś po wyspie, szukając schronienia. O, z
jakąż radością podzieliłbym się wszystkimi moimi bogactwami z towarzyszem niedoli. Na
koniec i to być mogło, że inny jaki okręt, słysząc odgłos strzałów dawanych na trwogę, pod-
płynął ku rozbitemu statkowi i obsadę zabrał na swój pokład. W każdym razie byłem przeko-
nany, że na okręcie nie ma nikogo.
Cokolwiek bądź się stało, zawsze biedni ludzie, składający obsadę, godni byli pożałowa-
nia. O, jakżem powinien być wdzięczny Panu Bogu Wszechmogącemu, który mię łaską swoją
cudownie ocalił, podczas gdy z obu okrętów rozbitych ani jeden człowiek nie zdołał się ura-
tować. Nie umiałem znaleźć słów, aby wyrazić uczucie, jakie mię ogarnęło na widok zgru-
chotanego okrętu.
77
– Ach, Boże, który tak dobrym dla mnie okazaÅ‚eÅ› siÄ™ Ojcem, spraw, abym w zamian za
Twe dobrodziejstwa choć jednego nieszczęśliwego mógł wyratować. Przez długi czas pobytu
mego na wyspie w opuszczeniu i samotności nigdy tak ciężkiej nie doznawałem tęsknoty, jak
w tej chwili. Zdawało mi się, że już dłużej sam na wyspie żyć nie potrafię. Przychodzą cza-
sem człowiekowi jakieś dziwne urojenia, budzą się długo uśpione popędy namiętności. Naj-
mniejszy powód, widok jakiegoś przedmiotu, rozgrzewa wyobraźnię i zdaje się wtedy, że już
nie można żyć bez tego, czego siÄ™ pożądaÅ‚o. – Czyż Bóg chce, ażebym tu żyÅ‚ sam jeden, tylko
sam jeden? – WymawiajÄ…c kilkakrotnie te sÅ‚owa, zaÅ‚amywaÅ‚em rÄ™ce, zaciskaÅ‚em je kurczowo
i ściskałem zęby tak silnie, iż się zdawało, iż szczęk nie zdołam otworzyć.
Nagle przyszła mi myśl, ażeby się jakimkolwiek sposobem dostać do okrętu. Nie tylko
mogłem ocalić kogoś z obsady, jeżeli się jeszcze znajduje na statku, ale wydobyć z niego
wiele przedmiotów bardzo mi przydatnych i użytecznych. Żądza dostania się na pokład stała
się tak gwałtowna, iż uważając ją za natchnienie Boże, postanowiłem bez zwłoki zamiar wy-
konać.
Było to właśnie około południa. Morze tak dalece odpłynęło od brzegu, że przeszedłszy
znaczny kawał w bród, nie byłem więcej jak o sto kroków oddalony od statku. Kiedy straci-
łem grunt pod nogami, zacząłem płynąć i wkrótce dostałem się do okrętu. Opłynąłem go
dwukrotnie wokoło, lecz nie znalazłem nic takiego, czego by się uchwycić można dla wdra-
pania na pokład. Nareszcie ujrzałem koniec liny, którego w pierwszym wzruszeniu nie do-
strzegłem. Unosił się z przodu okrętu, ponad wodą tak nisko, że go można było dosięgnąć.
Złapawszy się rękami, przy pomocy liny dostałem się na koniec na wierzch i aż podskoczy-
łem z radości, że mi się udało tego dokonać.
Był to piękny statek kupiecki o dwóch masztach, obecnie zdruzgotanych, pochodzenia, jak
zauważyłem z budowy, portugalskiego. Rzucony na ławicę piaskową, przechylił się tak moc-
no naprzód, że dziób zaledwie na sążeń wystawał z wody, gdy rufa kilkanaście stóp wznosiła
się w górę. Od wczorajszego wieczora zajęty okrętem, nie pomyślałem nawet o jedzeniu, lecz
w tej chwili tak mi głód dokuczył, że zamiast szukać, czy nie znajdę na statku jednego choćby
człowieka, poskoczyłem do spiżarni okrętowej. Jakiż widok czarowny: tu beczki sucharów,
tam słonina, szynki, dalej kawa, kakao, cukier, mąka, suszone owoce, ryż, sago, masło, sery,
powidła, groch, rozmaite korzenie. Dalej w drugiej przegrodzie: wino, wódka, rum, ocet, ryby
marynowane, śledzie, łosoś wędzony, opodal żyto, jęczmień, pszenica. Czegóż tam nie było!
Odurzony widokiem tych przysmaków, których od siedmiu lat nie kosztowałem, usiadłem
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….