W tym punkcie Fenton przerwał bieg myśli jednym trzeźwym pytaniem: co w ogóle możemy uznać za fakt rzeczywiście zaistniały?Jeśli Irielle naprawdę...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Czemu wiÄ™c nie nalegaÅ‚em, by pójść tam zaraz po przebudzeniu siÄ™, zastanawiaÅ‚ siÄ™ Fenton, razem z Garnockiem i paru innymi bezstronnymi Å›wiadkami z Instytutu Parapsychologii? Czy rzeczywiÅ›cie chciaÅ‚em to udowodnić, czy tak naprawdÄ™ – baÅ‚em siÄ™ tego?
Jeżeli rzeczywiście Irielle, czy Emma Cameron, zostawiła po sobie ślad, wówczas natura ostatecznej rzeczywistości byłaby tak dalece różna od dotychczasowych wyobrażeń Fentona na jej temat, że podważałoby to wiarę w realność najbardziej nawet oczywistych faktów. Jasnowidzenie i zdolności mediumiczne były bez znaczenia, gdy stawką stawała się cała rzeczywistość.
Czy to właśnie jest przyczyną, dla której ludzie śmiertelnie boją się percepcji pozazmysłowej i nie dają wiary podstawowym faktom? zastanawiał się Fenton. Z naukowego zaś punktu widzenia sam Fenton był winien przestępstwa, jakim okazało się zignorowanie lub nieprzebadanie przypuszczalnie zaistniałego faktu. Nie do wybaczenia było pozostawienie sprawdzenia zjawiska aż do następnego dnia, po czym zlekceważenie zamazanych śladów.
Tak czy inaczej było już za późno. Deszcz dawno rozmył resztki śladów. Teraz gdy nie miało to już najmniejszego znaczenia, Fenton powrócił do gaju eukaliptusowego i przyglądał się błotu między drzewami w miejscu, w którym Irielle, jeśli takowa kiedykolwiek istniała, napisała: EMMA CAMERON. Niewybaczalnym błędem było zignorowanie tego śladu; należało zaciągnąć tu Garnocka siłą dla uzyskania dowodu. Czemu Fenton tego nie zrobił?
Sally. Sally była realna. Obawiał się, że mu nie uwierzy, obawiał się jej oskarżenia o tworzenie na swe potrzeby wyimaginowanych kobiecych postaci. Sally była rzeczywista, a on nie chciał wierzyć, że mógłby odepchnąć od siebie bezsprzecznie istniejącą kobietę w pogoni za bytem z narkotycznego snu. Podtrzymując uparcie wobec Sally swe przeświadczenie o realności Irielle, nie mógłby w żaden sposób zapobiec jej niewypowiedzianej pogardzie dla mężczyzny, który odrzuca zaangażowanie uczuciowe w związku z żywą kobietą po to, by marzyć o istotach będących wytworem fantazji. Królowe Wróżek, podrzutki! Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak mrzonka wariata. Dobra, niech więc będzie tak, jak chce Sally; ona analizuje symbolikę senną w halucynacjach wywołanych antarilem, on będzie grał według ustalonych przez nią zasad.
Sally. Fenton czuł, jak powoli, dzień po dniu coraz bardziej poddaje się wpływowi tej kobiety. Coraz rzadziej chowała się w jego obecności za zimną, oschłą fasadą. Stało się zwyczajem, że jadali razem kolację, parę razy został potem na noc, raz zdołał ją nawet namówić, żeby poszła na noc do niego. Jakkolwiek by nazwać ich relację, nie wyglądała na przypadkową. Sally nie była kobietą stworzoną do przypadkowych romansów i wydawało się, że nie chciałaby, aby Fenton próbował poszerzyć formułę ich związku.
Fenton bardzo się przejął, kiedy na drzwiach gabinetu Garnocka zobaczył kartkę informującą, że wszystkie planowe testy i zajęcia w laboratorium Instytutu Parapsychologii nie odbędą się z powodu absencji pracowników. Trwało to już trzeci tydzień. Zbliżała się semestralna przerwa wielkanocna i szanse, że projekt zostanie zakończony w tym kwartale, malały.
Fenton zadzwonił do Sally do domu, ale nie podnosiła słuchawki. Zatelefonował więc do jej gabinetu w instytucie. Odebrała, lecz jej głos brzmiał odlegle, szorstko i obco.
– Garnock miaÅ‚ nawrót choroby – wyjaÅ›niÅ‚a. – Wiesz, jak to jest z grypÄ…, a on na dodatek nie dba o siebie. Jestem tu praktycznie sama i wszystkiego doglÄ…dam. WedÅ‚ug mnie powinniÅ›my zamknąć kramik do koÅ„ca semestru, nie zaliczyć studentom zajęć, a umożliwić im powtórzenie w nastÄ™pnym semestrze, lecz przypuszczam, że rektor uniwersytetu mógÅ‚by narobić sporo szumu, co zresztÄ… byÅ‚oby caÅ‚kiem na miejscu.
– StypendyÅ›ci i wszyscy, którzy chcÄ… bronić prac magisterskich, bÄ™dÄ… mieli kÅ‚opot.
– Tak, to prawda.
– Czy mogÄ™ ci w czymÅ› pomóc, Sally?
– Nie, muszÄ™ nadrobić trochÄ™ papierkowej roboty, natomiast w weekend powinnam przeczytać trzydzieÅ›ci prac pierwszaków. Może masz ochotÄ™ to zrobić i ocenić za mnie te wypociny?
Nie odpowiedział.
– Dlaczego nie wymagasz maszynopisów? – zapytaÅ‚.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….