W jednej chwili przyszły jej do głowy wszystkie występki, jakich się dopuściła w ciągu minionego miesiąca - od za­niedbania obowiązków kuchennych z...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Znalazłoby się z pół setki powodów, dla których mogłyby ją wzywać, jednak ża­den aż tak poważny, aby niezbędne okazało się zwołanie wszystkich żon; przynajmniej tak jej się wydawało!
Chyba że - w poczuciu winy pomyślała ze strachem - chyba że w jakiś sposób dowiedziały się o jej potajemnych wizytach w ojcowskiej bibliotece, gdzie czyta przy pełni księ­życa, kiedy jest dostatecznie widno, by nie zapalać zdradliwej świecy. Książki ojca przeważnie dotyczyły religii, ale jej uda­ło się znaleźć jeden czy dwa stare tomy historii, która okazała się równie zajmująca, jak jej opowieści i pokusie tej trudno się było oprzeć. Jeśliby o tym się dowiedziały... Mogłoby to oznaczać codzienną chłostę przez tydzień i miesięczną “ba­nicję”, czyli zamknięcie w komórce w nocy i odosobnienie w dzień; nikomu nie wolno byłoby zamienić z nią słowa, ani w żaden inny sposób zauważyć jej obecności, jedynie Keldar przydzielałaby jej zajęcia. Tego roku przytrafiło się jej to dwukrotnie. Talia nie mogła zapanować nad drżeniem. Nie była pewna, czy zniosłaby to po raz trzeci.
Keldar zajęła miejsce u szczytu stołu, a jej następne słowa przepłoszyły wszelkie myśli z głowy Talii.
- Doskonale, moje dziecko - powiedziała nachmu­rzona. - Dzisiaj skończyłaś trzynaście lat.
Ulga przyprawiła Talię o zawrót głowy. To tylko urodzi­ny? Tylko tyle? Odetchnęła swobodniej. Z opuszczonymi oczami, trzymając jak przystało złożone na podołku dłonie, o wiele spokojniejsza stała przed zgromadzeniem dziewięciu żon. Wpatrywała się w koszyk u swoich obutych w mocne trzewiki stóp, przygotowana wysłuchać z należnym szacun­kiem pouczeń o rosnącej odpowiedzialności, których - o ile sobie przypominała - udzielały w każde urodziny. Upew­niwszy się, że przyswoiła sobie całą zbiorową mądrość, po­zwolą jej wrócić do wełny i - oczywiście nie przez przy­padek - do rozpoczętej opowieści.
Jednak to, co Keldar miała do powiedzenia, rozpędziło cały odzyskany spokój na cztery wiatry.
- Tak, trzynaście - Keldar powtórzyła z naciskiem. - I nadszedł czas, by pomyśleć o małżeństwie.
Talia zbladła, mając wrażenie, że jej serce przestało bić. Małżeństwo? Och, najsłodsza bogini, nie!
Keldar najwyraźniej nie zważała na uczucia Talii. Błysk w jej oczach zdradził, że nie umknęły jej, lecz grubiańsko ciągnęła zaplanowaną przemowę.
- Nie jesteś na to przygotowana, to oczywiste, ale tak jest w przypadku każdego dziewczęcia. Regularnie pobierasz nauki już od roku, jesteś zdrowa i silna. Nie ma powodu, abyś nie miała zostać matką nim rok upłynie. Najwyższy czas byś została Panią na Gospodarstwie. Czcigodny ojciec daje ci w posagu całe trzy pola, a więc przypadła ci w udziale pokaźna część.
Z nieco cierpkiego wyrazu twarzy Keldar można było wyczytać, że uważa posag Talii za nadmierny. Wpiła mocniej swe palce w krawędź stołu, gdy pozostałe żony wydały po­mruk uznania dla hojności swojego męża.
- Kilku ze starszyzny już wystąpiło do twojego ojca z propozycją zrękowin: albo dla siebie na Młodszą Żonę, albo na Pierwszą Żonę dla swoich synów. Pominąwszy twoje niegodne niewiasty zamiłowanie do czytania i pisania, jesteś do tego przygotowana - rzetelnie wyuczyłyśmy cię wszy­stkiego. Umiesz gotować i sprzątać, szyć, tkać i prząść oraz można powierzyć twojej pieczy najdrobniejsze dziatki. Nie sprostałabyś prowadzeniu całego gospodarstwa, ale jeszcze przez parę lat nie będziesz zmuszona się tym zajmować. Na­wet jeśli trafisz w ręce młodego mężczyzny jako Pierwsza Żona, zamieszkasz w Gospodarstwie jego ojca. Tak więc jesteś przygotowana do czekających ciebie obowiązków.
Keldar zdaje się uznała, że powiedziała wszystko, co było trzeba, i usiadła z rękami złożonymi pod fartuchem, wypro­stowana jak struna. Młodsza Żona, Isrel, czekała na jej przy­zwalające skinienie, by podjąć przerwany wątek pouczeń o wyborach stojących przed córką.
Isrel łatwo poddawała się dominacji Keldar. Talia zawsze uważała ją za niemałą oślicę. Młodsza Żona zawsze zwracała na Keldar bawole spojrzenie swych brązowych oczu, szukając potwierdzenia na wszystko, co powiedziała - nie omiesz­kała uczynić tego i teraz. Co drugie słowo popatrywała na Keldar.
- Jedno i drugie ma swoje dobre strony, wiesz o tym. Mam na myśli bycie tak Pierwszą, jak i Młodszą Żoną. Jeśli zostaniesz Pierwszą Żoną, twój mąż koniec końców założy swój własny Dwór i Gospodarstwo, w którym ty zajmiesz naczelne miejsce. Lecz jeśli zostaniesz Młodszą Żoną, nigdy nie będziesz musiała podejmować żadnej decyzji. Osiądziesz na zamożnym Gospodarstwie i Dworze, nie będziesz zmu­szona oszczędzać i skąpić, nie zaznasz ubóstwa. Nie będziesz się niczym kłopotać, poza obowiązkami, którymi cię obarczą, i rodzeniem swoich maleństw. Nie chcemy, byś była nie­szczęśliwa, Talio. Chcemy dać ci możliwość wyboru życia, które najbardziej tobie odpowiada; oczywiście nie wyboru mężczyzny - zachichotała nerwowo. - To nie przystoi, a i tak żadnego zapewne jeszcze nie poznałaś.
- Isrelo - warknęła Keldar i Isrel bojaźliwie się nieco skuliła. - Ta ostatnia uwaga była gorsząca, nieodpowiednia dla uszu dziewczęcia! A teraz, dziecko, co będzie?
O boginie! Talia chciała umrzeć, zamienić się w ptaka, zapaść pod ziemię. Wszystko byle nie to! Pułapka, znalazła się w pułapce! Wydadzą ją za mąż i skończy jak Nada, bita co noc tak, że musiała nosić wysoko zapięte pod szyję tuniki, by ukryć siniaki; albo taka jak jej matka, wyniszczona zbyt wielką liczbą dzieci w nazbyt krótkim czasie. Nawet jeśli zdarzy się cud i jej mąż okaże się łagodny lub zbyt głupi, by być niebezpieczny, jej prawdziwe życie i nadające życiu sens opowieści odejdą w niepamięć, ponieważ w nieskoń­czonym łańcuchu obowiązków przeplatanych noszeniem dzieci zabraknie na nie czasu...
Nim zdołała powściągnąć język, Talia wypaliła:
- Wcale nie chcę wychodzić za mąż!
Szmery raptownie ucichły. Wiercące się dotąd kobiety zamarły, siedziały teraz - z wyrazem niedowierzania na twarzach - cicho i nieruchomo jak rząd sztachet w płocie. Dziewięć identycznych obliczy, rozczarowanych i wstrząś­niętych, patrzyło na Talię znad stołu. Cisza zaciskała się do­okoła niej, jak przesądzająca dłoń losu.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.