Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- No pewno - zdziwiła się Gekrepten. - Nie słyszysz, co mówię do Tality? - To są dwie różne rzeczy. - Już zaczynasz? - Masz przykład - zwrócił się Oliveira do Travelera, który patrzył na niego z uniesionymi brwiami. - Masz przykład, jak to jest. Każdy jest przekonany, że to, o czym mówi, dzieli z innymi. - Co oczywiście nie jest prawdą - uśmiechnął się Traveler. - Aleś odkrył Amerykę! - Po prostu warto to powtórzyć. - Tobie zawsze warto powtarzać to, co uważasz za sankcję przeciwko innym. - Bóg zesłał mnie na wasze miasto... - powiedział Oliveira. - Ledwoś zlazł ze mnie, już się czepiasz twojej kobiety. - ... ażeby nie dać wam zasnąć. - Coś w rodzaju furii Mojżeszowej. Zstąpiła na ciebie, gdy schodziłeś z góry Synaj. - Lubię wszystko dokładnie wyjaśnić - oznajmił Oliveira. - Tobie jest obojętne, że w samym środku rozmowy Gekrepten wyjeżdża z fantastyczną historią o dentyście i jakiejś spódnicy. Nie zdajesz sobie chyba sprawy, że wtręty, wybaczalne, jeżeli są prześliczne lub co najmniej pełne natchnienia, stają się wręcz nieznośne, jeżeli ograniczają się do popsucia jakiegoś porządku, do rozwalania jakiejś konstrukcji. Ale zagajam, bracie... - Horacio jest zawsze taki - wyjaśniła Gekrepten. - Niech pan na niego nie zwraca uwagi. - Nasza miękkość jest nie do zniesienia, Manu. Ciągle pozwalamy rzeczywistości przeciekać nam przez ręce. Mieliśmy ją tu niemalże doskonałą, niby tęczę rozciągającą się między pierwszym a piątym palcem. Tyle pracy, czasu, wysiłków... Ciach. W radio mówią, że generał Pisotelli coś tam ogłosił. Kaputt. Wszystko kaputt. „Nareszcie coś się dzieje” - myśli ta mała na posyłki albo tamta, albo nawet i ty sam. A może i ja, bo nie myśl, że uważam się za nieomylnego. A bo ja wiem, gdzie jest prawda? Tylko że tak mi się podobała ta tęcza, jak żabka między palcami... A dziś po południu... Wydawało mi się, że niezależnie od zimna zaczęło się coś na serio... Na przykład Talita, której udał się niebywały wyczyn niespadnięcia na ulicę, i ty... i ja... Człowiek jest uwrażliwiony na pewne rzeczy, nie ma rady. - Nie wiem, czy uchwyciłem, o co ci chodzi - odparł Traveler. - Rzeczywiście tę tęczę nie najgorzej wymyśliłeś. Ale dlaczego jesteś tak niewyrozumiały? Żyj, bracie, i pozwól innym żyć. - Teraz, kiedy już miałeś tyle zabawy, chodź no tu i zdejmij mi tę szafę z łóżka - powiedziała Gekrepten. - Zdajesz sobie sprawę? - Oliveira popatrzył na Travelera. - A no tak - zgodził się Traveler, przekonany. - Quod erat demonstrandum, stary. - Quod erat - powtórzył Traveler. - A najgorsze to, że właściwie jeszcześmy wcale nie zaczęli. - Jak to? - Talita odrzuciła w tył włosy i spojrzała, czy Traveler dostatecznie daleko dopchnął kapelusz. - Tylko się nie denerwuj - doradził jej spokojnie. - Odwróć się powolutku i wyciągnij rękę, tak. Chwileczkę, jeszcze go popycham odrobinkę... Proszę. Nie mówiłem ci? Talita schwyciła kapelusz i nasadziła go na głowę jednym ruchem. Na dole stało dwoje dzieci i jakaś pani; rozmawiali z małą na posyłki, obserwując most. - Teraz rzucam paczuszkę Oliveirze, i skończyło się - oznajmiła czując się jakoś pewniej w kapeluszu na głowie. - Trzymajcie porządnie deskę, żeby potem nie było... - Rzucisz? - powiedział Oliveira. - Na pewno nie trafisz. - Pozwól jej spróbować - powiedział Traveler. - Jeżeliby paczuszka miała spaść na ulicę, to niechby już prosto na łeb tej wrednej sowie Gutusso. - Ach, tobie też się nie podoba? - ucieszył się Oliveira. - Jakże mi miło, bo ja dosłownie nie trawię tej baby. A ty, Talita? - Wolałabym rzucić już tę paczuszkę... - Zaraz, zaraz, nie należy za bardzo się spieszyć. - Oliveira ma rację - włączył się Traveler - nie można przecież na samym końcu wszystkiego popsuć. Tyle z tym było kramu... - Kiedy mi gorąco - powiedziała cicho Talita. - Ja już chcę wracać, Manu. - Nie masz się co tak skarżyć, nie jesteś daleko. Można by pomyśleć, że piszesz do mnie z Mato Grosso. - To mówi ŕ propos yerby - poinformował Oliveira Gekrepten, która patrzyła na szafę. - Jeszcze na długo macie tej zabawy? - zapytała. - Wprost przeciwnie. - Dzięki Bogu - odetchnęła Gekrepten.
|
Wątki
|