To on jest panem wojny i śle do ataku na nasze wybrzeża oddziały atlantyckich fal...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Na władczy głos Wiatru Zachodniego porywa się cała moc oceanu. Rozkaz monarchy wywołuje wielki rozruch na niebie nad wyspami Anglii i olbrzymia masa wód rzuca się na nasze brzegi. Niebo podczas takiej pogody pełne jest lecących chmur, wielkich i białych; nadciągają coraz gęściej i gęściej, aż wreszcie łączą się jakby w masywny baldachim, na którego szarym tle niskie strzępy burzy, drobne, czarne i złe, przelatują z zawrotną szybkością. Sklepienie z oparów staje się coraz bardziej zwarte, schodzi coraz niżej nad morzem i zacieśnia widnokrąg wokół statku. I oto nastaje typowa dla Zachodniego Władcy pogoda o kolorycie szarym jak dym, mglistym, ponurym; ogranicza zasięg ludzkiego wzroku, zalewa ciała, uciska dusze, zapiera dech porywami huczącego wiatru, ogłusza, oślepia, gna ludzi na rozkołysanych statkach ku naszym wybrzeżom zagubionym w mgłach i deszczu.
Kaprysy wiatrów, podobnie jak samowola ludzi, pociągają za sobą zgubne skutki wypływające z pobłażania samemu sobie. Długotrwały gniew Wiatru Zachodniego, jego poczucie nieokiełznanej potęgi, psuje szczerą i szlachetną jego naturę. Wygląda to, jakby serce władcy zostało wynaturzone przez złośliwy, posępny gniew. Monarcha pustoszy własne królestwo, marnotrawiąc swawolne siły. Północny zachód jest częścią nieba, gdzie pokazuje chmurne czoło. Daje folgę wściekłości wśród straszliwych szkwałów i przytłacza swe państwo kotłowaniną nieprzebranych chmur. Rzuca ziarna niepokoju na pokłady pędzących statków, postarza ocean pokrywając go pręgami piany i nakrapia siwymi włosami głowy kapitanów na statkach, które wracają do kraju, zmierzając ku Kanałowi Angielskiemu. Wiatr Zachodni z południowo-zachodniej strony sprawuje często władzę jak oszalały monarcha, pędząc przed sobą wśród dzikich przekleństw najwierniejszych dworzan na rozbicie, klęskę i śmierć.
Pogoda przy południowo-zachodnim wietrze jest par excellence kiepską pogodą. Nie cechuje jej gęsta mgła, raczej zacieśnianie się widnokręgu, tajemnicze przesłonięcie brzegów chmurami, które tworzą jakby niskie, sklepione więzienie nad biegnącym statkiem. Wiatr Zachodni nie poraża ludzi ślepotą, tylko skraca im wzrok. Nie mówi do marynarza: „Oślepniesz”, lecz ogranicza mu pole widzenia i budzi w jego piersi strach przed lądem. Zabiera mu połowę sił, połowę sprawności. Często się zdarzało, że stałem w długich gumowych butach i ociekającym wodą nieprzemakalnym ubraniu u boku mego dowódcy na rufie statku, który wracał do kraju przez Kanał Angielski; patrzyłem ku przodowi w szarą, udręczoną wodną pustynię i nieraz słyszałem ciężkie westchnienie, które kończyło się uwagą wyrzeczoną niby to niedbałym tonem:
- Mało co widać w taką pogodę.
Odpowiadałem równie cicho i niedbale:
- Tak jest, panie kapitanie.
Było to po prostu odruchowe, wypowiedzenie nieustannej myśli łączącej się ściśle ze świadomością, że ląd jest gdzieś przed nami i że okręt pędzi bardzo szybko. Silny wiatr, silny wiatr! Któż by śmiał się użalać na silny wiatr? To przecież łaska ze strony Zachodniego Króla, który włada niepodzielnie północnym Atlantykiem od szerokości Azorów do szerokości przylądka Farewell. Cóż za wspaniałe zakończenie pomyślnej podróży! A jednak człowiek nie mógł jakoś przywołać na usta pełnego wdzięczności uśmiechu dworzanina. Wielki autokrata udzielał swej łaski z wyniosłym marsem na czole, marsem, który Wiatr Zachodni przybiera w chwili, gdy postanowił zgruchotać kilka okrętów, inne zaś pognać do domu jednym okrutnym i łaskawym podmuchem, którego i okrucieństwo, i łaskawość są równie niepokojące. - Tak jest, panie kapitanie. Mało co widać. I tak to głos oficera powtarzał myśl kapitana; obaj wpatrywali się przed siebie, pod ich stopami okręt pędził jakieś dwanaście węzłów w kierunku zawietrznego brzegu; a tylko parę mil przed rozkołysanym i ociekającym wodą bukszprytem, ogołoconym z żagli i jak włócznia skierowanym ukośnie ku górze, szary horyzont zamykał widok mnóstwem fal spiętrzonych gwałtownie, jakby chciał uderzyć w zniżające się chmury.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.