Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Toteż cenne są teraz dobre rady i ty, Kaptahu, musisz znaleźć sposób, w jaki moglibyśmy z życiem ujść do kraju Mitanni.
Kaptah podrapał się w głowę i długo się zastanawiał. W końcu powiedział: – Jeśli dobrze zrozumiałem twoje słowa, wszystko to wcale mi się nie śniło ani nie byłem pijany winem, lecz była to prawda. A jeśli tak jest, to będę sławić ten dzień jako pomyślny, bo w takim razie mogę bez obawy napić się znowu wina, by mi się rozjaśniło w głowie, choć już sądziłem, że nigdy w życiu nie odważę się tknąć wina. Po czym wlazł do kajuty, złamał pieczęć na dzbanie z winem i pociągnął z niego głęboko, wychwalając wszystkich bogów Egiptu i Babilonu i wymieniając ich po imieniu, i sławiąc także nieznanych bogów, których imion nie znał. A przy każdym bogu, którego wymieniał, przechylał dzban, aż w końcu zwalił się na matę i zaczął chrapać grubo jak hipopotam. Byłem rozgoryczony jego zachowaniem się i chciałem go strącić do wody i utopić, ale Minea powiedziała: – Ten Kaptah ma słuszność, bo dość tych trosk na jeden dzień. Dlaczego nie mielibyśmy pić wina i radować się tu, dokąd nas zaniósł prąd. Bo pięknie tu, a sitowie nas kryje i klekoczą w nim bociany. Widzę też kaczki, które lecą z wyciągniętymi szyjami, by zbudować sobie gniazdo, woda lśni w słońcu zielenią i złotem, a serce moje jest lekkie jak ptak, bo wyrwałam się z niewoli. Zastanowiłem się nad jej słowami i znalazłem, że są słuszne, rzekłem więc: – Skoro oboje jesteście szaleni, dlaczego i ja nie miałbym być taki sam. Doprawdy wszystko jest mi obojętne i wszystko jedno, czy skóra moja zawiśnie na murze już jutro, czy dopiero za dziesięć lat, bo wszystko to zostało zapisane w gwiazdach jeszcze przed naszym urodzeniem, jak mnie tego nauczyli kapłani w Wieży. Słońce świeci rozkosznie, a zboża zielenią się na polach. Będę zatem kąpać się w rzece i próbować łapać ryby rękami, jak to czasem robiłem w dzieciństwie, bo ten dzień jest równie dobry jak każdy inny. Kąpaliśmy się więc w rzece i suszyliśmy odzież na słońcu, jedliśmy i piliśmy wino, a Minea złożyła ofiarę swemu bogu i tańczyła tańce tego boga przede mną w łodzi, tak że serce ścisnęło mi się w piersi, gdym na nią patrzył, i trudno mi było oddychać. Toteż odezwałem się do niej: – Tylko raz w życiu powiedziałem do kobiety “moja siostro", lecz łono jej było dla mnie jak rozpalony piec, a ciało jej jak sucha pustynia, wcale mnie nie rzeźwiło. Dlatego błagam cię, Mineo, wyzwól mnie z tego zaczarowania, jakim skuwają mnie twoje członki, i nie patrz na mnie oczyma, które są jak blask księżyca na powierzchni wody, bo powiem do ciebie “moja siostro", a wtedy i ty doprowadzisz mnie do zbrodni i śmierci, jak to zrobiła ta zła kobieta. Popatrzyła na mnie ciekawie i rzekła: – Z pewnością miałeś do czynienia z dziwnymi kobietami, Sinuhe, skoro opowiadasz mi takie rzeczy. Ale być może kobiety w twoim kraju są takie. Nie potrzebujesz się jednak martwić, bo wcale nie zamierzam cię skusić do rozkoszy, jak się tego wyraźnie obawiasz. Mój bóg zabrania mi bowiem mieć do czynienia z mężczyzną i gdybym to zrobiła, musiałabym sama umrzeć. Dlatego mam się na baczności i wcale nie zamierzam cię kusić, jak zdaje się przypuszczasz, choć zupełnie nie rozumiem, skąd się w twojej głowie zrodziły takie myśli. Wzięła moją głowę w dłonie, położyła ją sobie na kolanach i dotykając dłonią moich włosów i policzków, powiedziała: – Bardzo głupia jest zaiste ta twoja głowa, skoro mówisz źle o kobietach. Bo jeśli nawet są kobiety, które zatruwają wszystkie źródła, to są z pewnością i takie, które są jak źródło na pustyni albo jak rosa na spalonej słońcem łące. Ale choć głowa twoja jest zakuta i nic nie rozumie, a włosy czarne i niesforne, chętnie trzymam ją w dłoniach, bo jest w tobie, w twoich oczach i w twoich rękach, coś rozkosznego, co mnie przyciąga. Toteż bardzo jestem zmartwiona, że nie mogę ci dać tego, co byś chciał, i jestem zmartwiona nie tylko ze względu na ciebie, ale i na mnie samą, jeśli może cię cieszyć to moje bezwstydne wyznanie. Woda chlupotała o boki łodzi, zielonozłota, i trzymałem dłonie Minei w moich, a były to dłonie silne i piękne. Jak tonący czepiałem się jej rąk i patrzyłem w jej oczy, które przypominały blask księżyca na wodnej tafli i ciepłe były jak pieszczota.
|
Wątki
|