Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Bilquis czasami podchodziła do telefonu, czasem nie; kiedy podchodziła, rozmawiała cicho i z jakimś takim niewyraźnym akcentem, tak że Rani z trudem rozumiała, o czym mowa, dostrzegając tylko głęboką gorycz, jakby Bilquis zaczęła nienawidzić przyjaciółki, jakby prawie odrzucona żona w dalszym ciągu miała dosyć dumy, by przeżywać sposób, w jaki Iskander zaangażował jej męża i uczynił go wielkim. - Twój mąż, Rani - powiedziała pewnego razu, tym razem głośno i wyraźnie - nigdy nie będzie szczęśliwy, póki Raza nie rzuci się na ziemię i nie będzie lizał mu butów.
Generał Hajdar do końca swych dni miał zapamiętać sytuację, kiedy odwiedził Iskandra Harappę, aby przedyskutować budżet obrony i został spoliczkowany za stwarzanie problemów. - Wydatki spadają poniżej poziomu możliwego do przyjęcia, Isky - poinformował premiera, po czym ku jego zdziwieniu Harappa uderzył pięścią w blat biurka tak gwałtownie, że ołówki Mont Blanc podskoczyły w stojakach, a cienie w kątach syknęły ostrzegawczo. -Według czyjej miary? - krzyknął Iskander Harappa. - Armia nikomu nie będzie mówić, jak postępować, mój panie. Nigdy więcej. Wbij to sobie do głowy. Jeśli przyznamy wam pół rupii na rok, to znaczy, że tyle musi wystarczyć. Przyjmij to do wiadomości i wynoś się. - Iskandrze - powiedział Raza, nie podnosząc głosu -nie zapominaj o przyjaciołach. - Człowiek na moim stanowisku nie ma przyjaciół -odparł Harappa. - Istnieją tylko chwilowe przymierza na zasadzie wzajemnych korzyści. - W takim razie przestałeś być istotą ludzką - stwierdził Raza i dodał w zamyśleniu: - Człowiek, który wierzy w Boga, musi także wierzyć w ludzi. Iskander Harappa wpadł w szał. - Uważaj, generale - wrzasnął - bo każę cię wyrzucić na śmietnik, gdzie cię znalazłem! - Poderwał się zza biurka i krzyczał Razie prosto w twarz, pryskając mu na policzki śliną. - Niechaj ci Bóg wybaczy, Isky - mruknął Raza - zapomniałeś, że nie jesteśmy twoimi sługami. Dokładnie w tym momencie Isky uderzył go w opluty policzek. Raza nie oddał, ale zauważył cicho: - Rumieńce po tego rodzaju razach nie giną łatwo. W przyszłości Rani Harappa dowiedzie słuszności tego stwierdzenia, unieśmiertelniając owe rumieńce na jednym ze swych szali. Po latach, kiedy Iskander Harappa znajdował się bezpiecznie pod ziemią i jego wytrwałą jak gwoździe córkę trzymano w odosobnieniu razem z jej matką, Raza Hajdar często przyłapywał się na tym, że rozmyśla o tamtym policzku i o czasach, gdy Isky Harappa traktował go jak śmiecia. A Ardźumand była nawet gorsza, gapiła się na niego z taką nienawiścią, że uznał ją za zdolną do wszystkiego. Pewnego razu Isky wysłał ją do niego na doroczną paradę wojskową tylko po to, aby upokorzyć żołnierzy, żeby musieli oddawać honory kobiecie, na domiar złego kobiecie, która nie miała żadnego oficjalnego stanowiska w rządzie; Raza popełnił błąd, skarżąc się dziewicy Żelazne Majtki. - Być może historia podzieliła nasze domy - powiedział i sprawy nie układały się dobrze, ale pamiętaj, nie jesteśmy sobie obcy, Ardźumand, mamy wspólne korzenie. -Wiem - odparła lekceważąco - zdaje się, że moja matka jest twoją krewną. A Sufija Zinobia? Była jego żoną, lecz właściwie nią nie była. W Karaczi, nocą, zaraz po ślubie Omar Chajjam zobowiązał się na mocy jednej z klauzul kontraktu do niezabierania panny młodej; stało się coś wręcz przeciwnego, mianowicie zaprowadzono go do pokoju z pojedynczym łóżkiem i bez Sufiji Zinobii. Aja Śahbanu poszła z nim, stanęła w drzwiach i pozostała tam; jej mięśnie były napięte. - Sahib doktor - powiedziała w końcu - muszę wiedzieć, jakie są pańskie zamiary. - Gorliwa opieka, jaką otaczała Sufiję Zinobię, która skłoniła ją do tak straszliwego naruszenia społecznych reguł wyznaczających stosunki między panem a służbą, nawet Omara Chajjama powstrzymała przed gniewem. - Nie martw się - uspokoił ją - wiem, że dziewczyna jest naiwna. Nie chcę narzucać swojej... wymuszać moich... egzekwować małżeńskich.... Na to Śahbanu skinęła głową i powiedziała: -W porządku, sahib. Na razie. Ale jak długo będzie pan czekał? Wiadomo, mężczyźni to mężczyźni. - Poczekam, aż moja żona nabierze ochoty - odparł ze złością Chajjam. - Nie jestem człowiekiem z dżungli. -(Ale nie zapominajmy, że kiedyś nazwał się wilczym dzieckiem.) Śahbanu odwróciła się, by odejść. - Proszę pamiętać, że jeśli straci pan cierpliwość - powiedziała z naciskiem - w przypadku jakiejkolwiek próby, nie będę się mogła doczekać, aby pana zabić.
|
Wątki
|