ra i jest z nim szczególnie związany: razem chodzili do akademii i praktycznie nigdy nie rozstawali się na dłużej...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Dlatego Jego Wysokość polecił, by kontyngent pokładowy jego
okrętu flagowego stanowili zawsze huzarzy jego przybocznego pułku.
— Rozumiem.
Schoeninger uśmiechnęła się lekko, ale Honor wyczuła dzięki Nimitzowi jej znacz-
nie silniejszÄ… niż sugerowaÅ‚ to uÅ›miech satysfakcjÄ™ — przewodniczka specjalnie tak po-
kierowała rozmową, by móc wygłosić to, co powiedziała na końcu. Honor nie wydało
się prawdopodobne, by Schoeninger zrobiła to, aby podkreślić pozycję społeczną swe-
go dowódcy. Znacznie bardziej prawdopodobnym powodem była chęć uświadomienia
gościowi, że wszystko co herzog powie, należy traktować jako zgodne z wolą Cesarza.
ZrobiÅ‚a to nader sprawnie i Honor czuÅ‚a podziw — subtelność nie byÅ‚a jej najmocniej-
szą stroną, ale potrafiła ją docenić u innych.
Winda dotarła na miejsce, drzwi otworzyły się i komandor Schoeninger poprowa-
dziła ich krótkim korytarzem do drzwi pilnowanych przez dwóch huzarów, którzy na
jej widok wyprężyli się w pozycji zasadniczej.
— GoÅ›cie do admiraÅ‚a — oznajmiÅ‚a. — Oczekuje nas.
— Tak jest, ma’am — odpowiedź padÅ‚a w standardowym angielskim, która to uprzej-
mość nie umknęła uwadze Honor. Huzar nacisnął przycisk interkomu umieszczonego
w ścianie obok drzwi i zameldował:
— Fregattenkapitanin Schoeninger und Graffin Harrington, Herr Herzog.
Drzwi otworzyły się natychmiast.
— ProszÄ™ za mnÄ…, milady. — Komandor weszÅ‚a jako pierwsza, a Honor omal nie za-
marła w progu przytłoczona tym, co zobaczyła: była to najwspanialej urządzona kabi-
na, jaką w życiu widziała.
Wielkością zaledwie trochę przewyższała jej apartament na Terrible, ale wyposaże-
nie...
— Ach. Lady Harrington. — Chien Lu von Rabenstrange powstaÅ‚ na powitanie
i z uśmiechem wyciągnął rękę.
Pozostali — jeden krÄ™py i muskularny mężczyzna w mundurze kapitana, drugi typo-
wej dla mieszkańców Potsdamu budowy, w mundurze komandora ozdobionym aksel-
bantem oficera sztabowego — również siÄ™ podnieÅ›li.
— Witam, admirale von Rabenstrange. — Honor ostrożnie uÅ›cisnęła dÅ‚oÅ„ gospoda-
rza.
W tym momencie kapitan zauważył, że ochrona Honor ma broń, i widać było, że
siÄ™ przestraszyÅ‚ — rzuciÅ‚ wymowne spojrzenie herzogowi, ale ten jedynie skinÄ…Å‚ gÅ‚o-
wÄ…. — Kapitan Gunterman, mój kapitan flagowy — dokonaÅ‚ prezentacji. — I koman-
dor Hauser, mój oficer wywiadu.
115
— CzÅ‚onkowie mojej ochrony osobistej i jednoczeÅ›nie Gwardii Harrington, milor-
dzie — zrewanżowaÅ‚a siÄ™ Honor. — Major LaFollet, gwardziÅ›ci Candless i Howard.
— A, tak! — ucieszyÅ‚ siÄ™ herzog. — O majorze LaFollecie czytaÅ‚em w pani dossier,
milady.
I podał mu rękę bez śladu jakiegokolwiek wahania, po czym uśmiechnął się do Ho-
nor poważniej i powiedział:
— To niezwykÅ‚e szczęście mieć tak oddanych i kompetentnych czÅ‚onków ochrony.
LaFollet zarumienił się, a Honor poważnie skinęła głową.
— Wiem, milordzie. Mam nadziejÄ™, że ich obecność nie stanowi problemu?
— Gdyby Å›ciÅ›le brać pod uwagÄ™ wymogi protokoÅ‚u, pewnikiem by stanowiÅ‚o. BiorÄ…c
jednak pod uwagÄ™ obecne warunki i pani status, sÄ… jak najbardziej mile widziani — od-
parł Rabenstrange.
Widać było, że kapitan Gunterman jest odmiennego zdania, co Honor całkowicie
rozumiała. Ona także nie byłaby zadowolona, gdyby oficer innej floty przyprowadził
uzbrojonych ludzi na spotkanie z członkiem Domu Winton. Gunterman nie odezwał
się jednak słowem, a herzog zdawał się mówić zupełnie szczerze i wyglądał na auten-
tycznie zadowolonego, że ma okazję ją poznać. Jego uczucia przekazywane przez Ni-
mitza były mieszanką rozbawienia, oczekiwania i złośliwej satysfakcji przebijających się
przez znacznie silniejszÄ… powagÄ™.
— DziÄ™kujÄ™, milordzie, doceniam paÅ„skie zrozumienie — skwitowaÅ‚a uprzejmie.
— Nie ma potrzeby za nic mi dziÄ™kować, milady. ZaprosiÅ‚em paniÄ… i oczywiÅ›cie
oczekiwałem, iż spełni pani wszystkie prawne wymogi związane z zajmowaną przez
paniÄ… pozycjÄ….
Honor leciutko uniosła brwi, nie ukrywając zaskoczenia tym, jak kompletne było
jej dossier i jego przygotowanie do spotkania — niewielu obywateli Królestwa zdawa-
ło sobie sprawę, że obecność osobistej ochrony stanowiła wymóg graysońskiego prawa.
A Rabenstrange o tym wiedział. Widząc jej reakcję, uśmiechnął się ponownie.
— Pani dossier jest dość grube, milady — wyjaÅ›niÅ‚ na pół przepraszajÄ…co, na pół
z satysfakcjÄ… — a dotychczasowe osiÄ…gniÄ™cia spowodowaÅ‚y, iż staÅ‚a siÄ™ pani dla nas
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….