Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Do i tak już ciężkiego bagażu prze-
konania o swoich nikłych szansach dodają nową cegłę i znowu próbują. Nadal bez skutku, tyle że dalej jest im coraz cię- żej. Kolekcja niepowodzeń rośnie jak toczona w dół kula ze śniegu. A ci, którzy są nastawieni, że pójdzie dobrze? Ich kolek- cja składa się z kolorowych baloników - wspomnień udanych działań i sytuacji - które ciągną ich do góry, łącząc się w coraz większy pęk. Czyli im gorzej, tym gorzej, a im lepiej, tym lepiej. Co jest przeciwieństwem nosa na kwintę? Nos triu- mfalnie skierowany ku górze. Mówię zawsze, że człowiek ma wypisane na nosie to, co ma go spotkać. I jest to - po łańcuchu wspomnień - druga tajem- nica Twoich sukcesów i niepowodzeń. Tam wszystko odbywa się w Twojej głowie: musisz zużyć mnóstwo energii, żeby przebić się przez swoje negatywne nastawienie i już nie tak wiele zostaje na samo zadanie, które przed Tobą stoi. Tu w grę wchodzą inni ludzie, którzy czytają z Twojego nosa. Zresztą nie tylko z nosa. Niska samoocena, niewiara we własne możliwości da się odczytać z wielu różnych sygnałów, chociaż być może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Przyjrzyj się na przykład swojej sylwetce. Jeśli masz złe mniemanie o sobie, pewnie nie nosisz dumnie wypiętej piersi, tylko raczej kulisz ramiona. Pewnie masz skłonność do cofania brody i po- chylania głowy, zamiast obnosić ją wyprostowaną po królewsku. Może też trzymasz ręce blisko tułowia i nie zagarniasz nimi świata, tylko często krzyżujesz na piersiach, jakbyś się chciał przed nim osłonić. Bywa odwrotnie: chociaż w środku czujesz się bezradny jak małe dziecko i tak naprawdę nie wart uznania i uczucia - nad- rabiasz miną i postawą, wypinasz pierś, zadzierasz głowę, mo- cno gestykulujesz. Wymowa niby inna niż u tych niepewnych i zahamowanych, ale tylko niektórzy dają się zwieść pozorom. Bo jednak często można zauważyć, że Twoja przebojowość jest tro- szkę przesadna czy sztuczna, że jesteś odrobinę za sztywny albo ciut zbyt głośny. Jakbyś to nie był Ty, tylko maska czy przebranie, zza których chwilami przeziera coś całkiem inne- go. Jeśli tak właśnie funkcjonujesz - wewnątrz niska samooce- na, na zewnątrz pewność siebie i dobre samopoczucie - to jes- tem przekonana, że musi Cię to drogo kosztować. Płacisz ciąg- łym napięciem, albowiem wspinanie się na palce pochłania wie- le energii i na krótką metę zwyczajnie męczy. A jeśli utrzy- muje się przez dłuższy czas, może się nawet niekorzystnie od- bić na Twoim zdrowiu. I drugi rodzaj kosztów: zamieszanie, jakie wywołuje Twoja niejednoznaczność u ludzi, którzy usiłują Cię zrozumieć. Gdy- by ktoś nawet chciał dać Ci to, czego potrzebujesz, trudno mu będzie odczytać, o co Ci właściwie chodzi. Mam przyjaciela Filipa, który założył nową firmę i wpadł w - przejściowe zre- sztą - tarapaty. Jego dziewczyna żaliła się kiedyś, że chcia- łaby podtrzymać go na duchu ale nie umie tego zrobić. Wyczuwa jego znękanie i niepokój, natomiast Filip zachowuje się tak, jakby wszystko spływało po nim jak woda po gęsi. Pozostając jednak przy skulonych ramionach i nosie na kwintę - to tylko przykłady sygnałów, jakie bezwiednie dajesz innym. Jeden z nich jest szczególnie ważny, to mianowicie, czy w kontaktach z ludźmi patrzysz im w oczy. Osoby niepewne siebie na ogół tego nie robią. Co wtedy przeżywa ten, na kogo nie patrzysz? Najczęściej myśli sobie: coś tu jest nie w po- rządku, chce coś przede mną ukryć, pewnie oszukać; a może, skoro unika kontaktu, źle o mnie myśli albo mnie lekceważy. Mało komu przychodzi do głowy, że to z nieśmiałości czy zaże- nowania. Jak wiele może zmienić patrzenie w oczy, sprawdziłam w bardzo niewdzięcznej sytuacji międzyludzkiej, mianowicie przy załatwianiu spraw urzędowych. Największy formalista, dla któ- rego normalnie klient czy petent to wróg, jeżeli złapać jego wzrok - mięknie i zaczyna traktować człowieka bardziej po lu- dzku. Nie mówię już o tym, że jeśli nie patrzysz, pozbawiasz się wielu bezcennych informacji, przede wszystkim nie dowia- dujesz się, jaka jest reakcja na Ciebie i różne Twoje zacho- wania. Miałam raz w prowadzonej przez siebie grupie przykład jak z podręcznika. Był tam bardzo duży facet, Krystian, który bał się ludzi, i kiedy coś od nich chciał, zawsze patrzył so- bie na buty. Zaproponowałam mu, żeby podnosił wzrok, ilekroć zwraca się do innej osoby. I dokonało się wielkie odkrycie: Krystian stwierdził, że to oni się go boją. No, może nie wszyscy, ale spora część. Wróćmy do sytuacji egzaminacyjnej mając na uwadze, że ca- łe życie to jeden wielki egzamin, bo - pamiętasz, jak pisała Wiesława Szymborska - "nic dwa razy się nie zdarza i nie zda- rzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny". A więc stajesz ze skulonymi ramionami i oczami wbitymi w podłogę, a na nosie masz wypisane, że na pewno Ci się nie uda. Egzaminator widzi to i Twoje przekonanie przy- najmniej w jakimś stopniu mu się udziela. Czyli jeszcze zanim cokolwiek się zacznie, już ma do Ciebie nie najlepsze nasta-
|
Wątki
|