Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Zaczęliśmy razem rozważać, co się stać mogło —
Wacek słuchał i patrzył na mnie z niepokojem, widać było duże skupienie myśli — gdzie matka tutaj mogłaby mieć punkt oparcia. Rodzina? Znajomi? Przypomniał sobie, że w Piotrkowie mieszka -siostra matki, że był z nią tam kiedyś przed wojną. Nazwisko i adres ciotki pamiętał. Zapytałam, czy nie byłoby dobrze zaraz, w tej chwili napisać kartkę do ciotki z. zapytaniem i on sam wracając do bursy kartkę wrzuci do skrzynki pocztowej? Coś jakby uśmiech wzruszenia — „Zaraz pani napisze?" Nawiązał się już między nami żywszy kontakt, zabrzmiała nuta ufności — razem szukamy rodziny. Po naradzie postanowiliśmy podać na odpowiedź adres naszej szkoły i moje nazwisko. „ Tutaj w szkole list do pani nie zaginie — tam bursa taka duża — tu lepiej". Mówił już z ożywieniem, śmiało—radził i decydował, podniecała go świtająca 95 nadzieja — a może P Siedział wyprostowany i śledził uważnie ruchy pióra na tej magicznej kartce, która będzie mu może łącznikiem z matką. Był widocznie wzruszony. Kiedy będzie odpowiedź? Może za 2—3 tygodnie, a może i później jeszcze. Tymczasem przychodź codziennie do naszej szkoły — poproszę o to kierowniczkę. Wydaje mi się, ze Wacek inny jakiś wracał do swojej bursy wieczorem. .. Po 2 czy 3 tygodniach, już nie pamiętam, wezwano mnie do kancelarii — „Czeka tam jakaś młoda dziewczyna z Piotrkowa, chce się z panią koniecznie widzieć^. Serce mi zabiło gwałtownie. Rzeczywiście była to siostra Wacka. Matka przed tygodniem umarła. Razem dobrnęły do Piotrkowa. Matka szalała wprost z rozpaczy za Wackiem. „Z tego bólu, proszę pani, głową o ścianę waliła, tak tego chłopca kochała i w kilka dni po jej śmierci ta kartka pani, ze Wacek jest, ze Wacek jest, ale jej..." Zatkała. Poszłam po Wacka do klasy, powiedziałam mu, że siostra przyjechała i zaprowadziłam do niej. Weszliśmy — jakiś lęk i niepokój w oczach 1 pierwsze jakby wyrzucone słowo: „A mama P"... Zostawiłam ich samych w pokoju. Wacek pojechał z siostrą do Piotrkowa. Chodził tam do klasy V szkoły powszechnej. Napisał do mnie 2 czy 3 takie „nasze" karty pocztowe. Lubiano go w szkole, uczył się dobrze. Ten wychowawca nie miał racji. Przyczyna zachowania się Wacka leżała gdzie indziej... 96 * Różne są tajemnice serca ludzkiego i serca małego dziecka. Toteż, Kolego, widzisz dobrze, jakie to ważne, żeby je wyczuć, zrozumieć, domyślić się ich wagi i znaczenia w zachowaniu się Waszego wychowanka, w jego stosunku do całego otoczenia. Może dobrze będzie, jeśli Ci o Pc wie jeszcze opowiem. Od wczesnego dzieciństwa wychowywał się w sierocińcach i ('omach dziecka. Kolejno szły za nim coraz gorsze opi lie wychowawców i w końcu skierowany został do zakładu wychowawczego. Później za opór w pracy — do innego takiego zakładu. Z początku pisano, że stroni od dzieci, że jest mruk, złośliwy i dokuczliwy. Późniejsze „domy" dodały, że krnąbrny, oporny, zuchwały, leniwy. Ostatni, że aspołeczny i brutalny pasjonat. Paweł miał wtedy już 14 lat. I chociaż w aktach Pawła zanotowano, że okupant wymordował całą prawie jego wieś rodzinną za „ludzi z lasu", że w oczach jego rozstrzelano ojca, a matkę zabito kolbami — ale to dawne dzieje. Paweł miał wtedy 6 lat i widocznie dla wychowawców tych „domów" to nie miało znaczenia. Najważniejsze były narastające stopniowo złem, opinie wychowawców o Pawle i jego stosunku do ludzi. Więc i tutaj, w tym ostatnim zakładzie, czy tali ze specjalnym już do Pawła uprzedzeniem, które szło za nim, że jest aspołeczny, że miewa silne napady gniewu, ze może być dla otoczenia niebezpieczny. Dzielą się wszyscy 97 tymi wiadomościami i Paweł jest już w ich osądzie na marginesie życia zakładu. Koledzy też stronią od niego, bo mruk, samotnik i niechętny dla "nich. Po naradach nad Pawłem zakład wyznacza mu pracę w chlewach. I teraz do właściwości charakteryzujących Pawła dodano jeszcze śmierdziel", bo wszystkie szmaty, jakie miał na sobie nasiąkły odorem źle utrzymywanych chlewów. Koledzy zaczęli jeszcze bardziej stronić od niego, dokuczać mu tym przezwiskiem i wyśmiewać się z jego wyglądu. Chciano go usunąć z sypialni, buntowano się. A Paweł? Zamykał się w sobie szczelniej, na zewnątrz zaś wybuchał nienawiścią i gniewem — cyniczny, zuchwały i groźny wtedy dla wszystkich. Starano się go nie widzieć — omijano go milcząc, patrzono nań nieżyczliwie — niechętnie. Był sam. I stała się rzecz wprost nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa i taka prosta — ktoś zrozumiał Pawła — przeczytał i te zapomniane już pierwsze notatki o losach jego życia. Nowy wychowawca —jakiś ^obry człowiek! I kiedyś w szarzyźnie i poniewierce żyda Paweł, badany zawsze nieżyczliwym lub druzgocącym spojrzeniem
|
WÄ…tki
|