Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Oczy wszystkich zwrócone były z tęsknotą ku stronie zachodniej, gdzie spodziewano się lądu, lecz noc zapadła bez ziszczenia oczekiwań podróżnych. Wiatr ciągle dął od południowego wschodu; zboczenie busoli jeszcze się nieco powiększyło, a odtąd nikt już nie wątpił, że sama tylko gwiazda polarna zmieniła położenie. Ale wyprawa, zamiast płynąć na zachód, skierowała się bardziej ku południowi; tej to okoliczności zawdzięczać należy, iż Kolumb nie wylądował na brzegach Georgii albo wysp karolińskich.
Noc przeszła bez żadnego wypadku, i dnia 17 w południe, czyli z końcem dnia żeglarskiego, okręty o kilkadziesiąt mil znów zbliżyły się ku celowi. Krzewy morskie znikły, a z nimi i tuńczyki, żywiące się płodami podwodnymi, które tu bliżej są powierzchni niż w innych częściach Atlantyku. O południu wszystkie trzy statki, według przyjętego zwyczaju, udzielały sobie wzajemnych spostrzeżeń. Gdy „Pinta" zbliżyła się dostatecznie do okrętu admiralskiego, starszy Pinzon rzekł do Kolumba: - Bóg zsyła nam inne jeszcze znaki zapowiadające bliskość ziemi, senior don Christoval. Widzieliśmy liczne stada ptaków, a w stronie zachodniej gęste chmury, podobne do tych jakie zwykle unoszą się nad lądem. - Dobra to wróżba, don Marcinie Alonzo, ale powtarzam, że w tym miejscu napotkać możemy chyba małe wyspy rozsypane po oceanie. Do Azji mamy jeszcze kilka dni drogi. - Jeżeli pozwolisz, szlachetny admirale, rozepnę wszystkie żagle i popłynę naprzód, a pewny jestem, że przed świtem ujrzę się u celu. - Płyń w Imię Boże, dzielny żeglarzu, gdy takie twoje przekonanie, lecz ostrzegam cię, że nie dosięgniesz tak prędko lądu stałego. Wszelako każde nasze odkrycie przyniesie sławę Kastylii; pozwalam więc, tak tobie jak i wszystkim, choćby setkami wynajdować nieznane kraje. Majtkowie głośno zaśmiali się na te słowa, bo ludzie szczęśliwi skłonni są zawsze do wesołości. „Pinta" puściła się w drogę i dopiero z zachodem słońca powróciła. Widnokrąg od północy wieńczyły gęste obłoki, a wyobraźnia ludzi podrażnionych nieznanym łatwo w ich fantastycznych kształtach, upatrywać mogła to skały urwiste, to głębokie wąwozy, to cyple lub wyzębienia brzegów. Nazajutrz rano zaczął padać gęsty deszcz. Okręty zbliżyły się do siebie i szalupy krążyły już w tę, lub w ową stronę. — Przyszedłem, senior admirale, rzekł starszy Pinzon, wysiadając na pokład „Santa Maria", prosić o pozwolenie zwrócenia się na północ, dla odszukania położonych w tej stronie krajów, aby to wielkie przedsięwzięcie ukończyć w sposób godny dostojnych władców naszych, a także wykazać prawdę twych pomysłów. — Życzenie twoje godne jest pochwały, mój dobry Marcinie Alonzo, ale nie mogę na to pozwolić. Nie wątpię, że płynąc w kierunku przez ciebie wskazanym moglibyśmy ważne poczynić odkrycia, lecz zawsze byłoby to zboczenie od celu. Indie leżą na zachód, a moim zamiarem nie było i nie jest znalezienie gromad podobnych do wysp Kanaryjskich i Azorskich. Postanowiłem godło chrześcijaństwa ponieść w krainę niewiernych, i nie odstąpię tej myśli chyba z życiem. — Senior de Munoz, ty który posiadasz zaufanie jego ekscelencji, czy nie mógłbyś poprzeć naszej prośby? — Prawdę mówiąc, szlachetny Marcinie Alonzo, odpowiedział Luis z niedbałością raczej granda Hiszpanii, mówiącego z żeglarzem, aniżeli z uszanowaniem należnym drugiemu po Kolumbie naczelnikowi wyprawy, prawdę mówiąc, tak gorąco pragnę nawrócenia wielkiego chana, że nie chciałbym zwrócić się ani w prawo, ani w lewo. Przekonałem się nieraz, że diabeł tych tylko kusi, co chodzą omackiem po bezdrożach. - Więc żadnej nam nie zostawisz nadziei, senior admirale, i zrzec się mamy tylu świetnych przewidywań, nie przedsięwziąwszy nawet sprawdzenia takowych? - Nie ma na to rady, odrzekł admirał. Spójrzcie w kierunku „Pinty" szybuje jakiś ptak, jakby spocząć chciał na jej maszcie. Wszyscy obecni obejrzeli się i spostrzegli pelikana, który rozpiąwszy potężne skrzydła na dziesięć stóp szerokości, o kilka sążni nad wodą sunął w kierunku „Pinty", lecz nagle, jak gdyby gardząc podrzędnym schronieniem, w niespodziewanym obrocie zwrócił się nagle ku okrętowi admiralskiemu i usiadł na jego wielkim maszcie.
|
Wątki
|