Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Jest na świecie tyle rzeczy, z którymi się można zgodzić, że rzadko znajduje on coś, na co się nie zgadza. Jest to stanowisko bardzo wygodne, ale nie przyczynia się do postępu świata. Prawdziwa harmonia wynika właśnie z opozycji przeciwko faktom niepożądanym; nie osiąga się jej przez omijanie niezręcznych sytuacji.
Nie ulega wątpliwości, że gdyby przed rokiem (pisane w r. 1920) powiedział ktoś Williamowi Howardowi Taft: „Panie Taft, czy panu wiadomo, że istnieją na świecie złe moce, którym należy się opierać", – odparłby: „Oczywiście". Gdyby mu ktoś powiedział: „Panie Taft, jedną z tych złych mocy jest nieświadomość, a zwalczać ją można skutecznie tylko przez uświadomienie", – odpowiedziałby: „Obawiam się, że tak". Gdyby ktoś mu powiedział dalej: `Panie Taft, trzeba ogół uświadomić, trzeba mu dać klucz do rozwiązania pewnych kwestii, aby zrozumiał znaczenie faktów, które go dziwią – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa byłby odparł: „Wierzę, iż należałoby oświecić ogół, aby miał się na baczności". Przypuśćmy, że ten ktoś dodałby jeszcze: „Panie Taft, gdyby pan znalazł program pisany, ujawniający środki, które mają być zastosowane w celu zagarnięcia władzy nad społeczeństwem i gdyby pan, rozglądając się dokoła siebie, zauważył określone dążności, odpowiadające we wszystkich punktach temu programowi, – czy uważałby pan ten fakt za zjawisko znaczące?" Pan Taft odpowiedziałby naturalnie, że tak. Nie ma na to innej odpowiedzi. Nie może na to dać innej odpowiedzi nikt, ktokolwiek porównał te dwa zjawiska. Gdyby panu Taftowi przedstawiono kwestię od tej strony, byłby prawdopodobnie wypowiedział słowa bardzo znamienne dla tych, co by jego słowom przypisywali znaczenie. Ale jaki wpływ na bieg sprawy miałoby „świadectwo" pana Tafta? Czy jego poparcie wzmocni jej doniosłość a jego opozycja osłabi? Jeśli chodzi o nazwisko, to „Dearborn Independent" mógłby przedstawić bardzo pokaźną listę nazwisk ludzi, uznających doniosłość dokonywanych badań, ale lista taka nie dodałaby już nic do faktów samych, bo fakty muszą mieć własne uzasadnienie bez względu na stanowisko p. Tafta lub nawet p. Artura Brisbane. Istnieje jednak bardzo zajmująca historia o p. Tafcie i o Żydach. P. Taft wie o tym. Wie o tym także pewna liczba Amerykanów. Może użytecznym będzie, gdy opowiemy ją teraz. Mimo to jednak, aby się komuś nie zdawało, że chcemy pominąć milczeniem ostatnią obronę Żydów, podjętą przez pana Tafta, zaczniemy od tego faktu. Niesłusznie podnieceni artykułami niniejszymi przywódcy Żydów w Stanach Zjednoczonych dowiedli przez swoje wzburzenie, że prawda w nich zawarta zmusi ogół do zwrócenia uwagi na kwestię żydowską. Być może, znalazło się wiele osób, skłonnych podzielić poglądy, wyrażone w artykułach nie tylko z racji ich rzeczowości, lecz także z powodu stanowiska zajętego w stosunku do nich przez Żydów. Żydzi bronili się bardzo formalnie, starając się podkreślić swój autorytet, jednakże bez spodziewanego skutku. Widząc tedy, że ich własne oświadczenia nie dają pożądanego rezultatu, urządzają formalny pobór sił chrześcijańskich dla celów obrony. Podobnie jak w Rosji, każą oni chrześcijanom walczyć w pierwszych szeregach. Tak więc zwrócono się do p. Tafta z propozycją. Było to już jakiś czas temu, mniej więcej około 1 listopada 1919 roku. „Otóż na podstawie podpisanego przez p. Tafta jego własnego oświadczenia z dnia 1 listopada, – nie czytał on nawet artykułów „Dearborn Independent”, a wiadomość o ich charakterze i treści przyjął na wiarę i na słowo Żydów. A jednak w dniu 23 grudnia, widzimy p. Tafta w Chicago w hotelu La Salle, wypowiadającego mowę wobec związku B’nai B’rith; w mowie tej oświadcza się w sprawie wspomnianych artykułów ze stanowczością i pewnością człowieka, który przeprowadził głębokie studia nad kwestią żydowską i na tej podstawie doszedł wreszcie do dojrzałych i ostatecznych wniosków”.
|
Wątki
|