Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Ale ty z chłopakami jedź, nie mieszkając, niechaj się Wrochna nimi nacieszy, bo z małym ostać musi, gdy my wyjedziem.
- To książę Bolko nie wrócił? - zapytał Michał. - Na wesele prosić go chciałem i po tom przyjechał. - Na Pomorzu sprawy załadzić winien po śmierci Eryka, by pokój mieć z tamtej strony. Sam mówił, że rad by się z nami poweselił, ale nie wie, kiedy wróci, tedy czekać nie masz na co. - To się księżna strapi. Oto ci pokój, koło którego zabiegać trzeba jak koło chorego konia. Zachodu dużo, a pożytku nijakiego. - Nie tobie wyrzekać, bo żeby nie pokój, nie byłoby weseliska. - Żeby nie wojna też, bo nie miałbym gdzie małżonki wprowadzić, gdy się włodarz Ody w moich Górach panoszył. Zatem na moje wychodzi: dobry pokój, dobra i wojna, wszystkiego w miarę. Tedy pijmy! - I to w miarę - odparł Jaskotel. - Wolałbym już kości na czymś miękkim położyć, bom od świtania w siodle. Jutro też dzień, a rankiem do księżnej zapowiedzieć się kazałem. - Starzejesz się. Dawniej i trzy noce z rzędu mogłeś biesiadować - zaśmiał się Michał. - Mógłbym i dziś - w zamyśleniu odparł Jaskotel. - Ale rad bym co prędzej być doma. Tam sobie odmierzać nie będziem, jeszcześmy nigdy taką gromadą nie biesiadowali. - Z Wilczkiem biesiada to stypa. Z nim pić, a samemu - za jedno. Skąd się taki między nami wziął? Ni do pląsów, ni do biesiady. Jak Stoigniew. Jaskotel ramionami wzruszył. - Człek nie wie, skąd się w nim samym to czy owo bierze. I zmienia się, nie wiada jak i dlaczego. Myślał o Stoigniewie. Naprzód zdało się, że mnichem zostanie, potem omal chrześcijaństwa nie obalił w kraju, ninie o Kościół zabiega i przymierze z Niemcami, których raniej zębami by gryzł. Wilczek zawżdy był jednaki, ale może i on się zmieni. Bracia zaczęli mówić o nim, o poselstwie do Rzymu, o przebiegu wyprawy i zagadali się tak, że trzecie kury piały, kiedy wreszcie spać poszli. Jednak zaledwie wstał dzień szary i mglisty, gdy Jaskotel zebrał się i na gród pojechał. Księżna wiedziała już, że Bolesław nie wrócił, nie dała jednak poznać po sobie zawodu, jeno gdy Jaskotel wspomniał o swym wyjeździe na wesele brata i jego chybionym zamiarze zaproszenia księcia, powiedziała: - Jedni czuwać muszą, by inni mogli spać. Małżonkę swą pozdrówcie ode mnie. Często ją wspominam, zły czas przeżyłyśmy społem, śmiałości i przemyślności waszych synów dziękować, że skończył się szczęśliwie. Niechże się Wrocisława ninie swoimi nacieszy, a i wam spoczynek się należy we własnym gnieździe. Tak ci już jest, że gdy jednym radość, innym żałoba. Nie myślała jednak o sobie, lecz o nieszczęściu Sobiebora i mówić o nim zaczęła, uradzając z palatynem, jak gościa ustalić. Nie dziwiła się, że nawet powitać jej nie przyszedł, lecz ze swym hufcem pozostał w obozie. - Gdy człeka nieszczęście poścignie - powiedziała z westchnieniem - zaszywa się jak raniony zwierz. Rana przyschnie, ale osieroconemu nikt najbliższych nie zastąpi. Słychać - świątobliwy Wojciech praską stolicę znowu porzucił. Niechajby do nas przyszedł, obydwu lżej by było. - Przedni to zamysł - podchwycił Jaskotel. - Wojciech wielkim się mirem cieszy w Rzymie. Gdy Stoigniew o arcybiskupa dla nas zabiegać będzie, łacniej by sprawę przeprowadził, gdyby na niego wskazał. Swój człek, niewyniosły, niechciwy, lepiej by się nadał niźli Unger. Emnilda wiedziała, że palatyn z poznańskim biskupem koso na siebie spozierają, choć jeszcze stary książę załadził między nimi sprawę, gdy Jaskotel siłą wydarł biskupowi podejrzanych o kacerstwo więźniów - Zyńkę i Gołucha - i klątwą został obłożony. Ale wzajemna niechęć pozostała i nie przyczyniała się do ładu, gdyź kapelani w rozległych ziemiach Awdańców wiedzieli, że biskup przeciw niekarnym nie znajdzie u ich patronów poparcia. Toteż księżna odparła: - Stoigniewa w tym głowa, jeno że on czasu walki z Odą Ungerowi o paliuszu dla niego wspominał, by biskupa dla Bolka pozyskać. - Stoigniew niechaj łbem kręci - odparł palatyn - aleć w końcu nie od niego to zależy. Ungerowi niech starczy, że ostał, bo gdyby się po stronie Ody opowiedział, dawno by go nie było. Zawiłe to sprawy i niełatwe, ale w dobrych są rękach, a Stoigniew przyjaciół ma w Rzymie i pewnie już koło nich zabiega. - Jeszcze w Akqwizgranie bawi przy Ottonie - odparła Emnilda. - Niedawno byli tu od niego posłańce z wieściami i po zasoby potrzebne w Rzymie, by ludzi pozyskiwać i o relikwie świętych się wystarać, bez których nijak nowe kościoły zakładać. Otto wyjazd odwleka, bo Willigiz jego zamierzeniom przeciwny, a lęka się tak potężnego przeciwnika w kraju ostawić.
|
Wątki
|