- Pogotowie przywiozło mi dzisiaj dwóch pacjentów z AIDS, cierpiących na chyba wszystkie możliwe przypadłości - poskarżył się żonie...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
- Jakby tego było mało, zdarzyły się dwa zatrzymania akcji serca. Przez całą noc ani na chwilę nie usiadłem, nie mówiąc już o zmrużeniu oka.
- Jeśli szukasz współczucia, to zwróciłeś się z tym do niewłaściwej osoby - stwierdziła Angela, wsypując makaron do gotującej się wody. - Poza tym zawadzasz mi tu.
- Widzę, że nie jesteś w zbyt dobrym nastroju - powiedział z wyrzutem David.
Wyszedł z ciasnej kuchni i wdrapał się na jeden z wysokich stołków przy ladzie oddzielającej kuchnię od salonu.
- Ja również miałam dzisiaj wiele stresów - westchnęła Angela. - Nie zdążyłam dokończyć pracy, ponieważ musiałam odebrać Nikki ze szkoły. To niesprawiedliwe, że to wyłącznie mój obowiązek.
- I z tego powodu tak histeryzujesz? - zdziwił się David. - Dlatego, że odbierasz Nikki ze szkoły? Sądziłem, że była to nasza wspólna decyzja. Do diabła, sama zaofiarowałaś się, że będziesz po nią codziennie przyjeżdżać, bo tobie łatwiej przesunąć swoje zajęcia na inny czas niż mnie.
- Czy możecie się uciszyć? - rozzłościła się Nikki. - Próbuję czytać.
- Ja wcale nie histeryzuję! - warknęła Angela, ściszając głos. - Po prostu jestem zdenerwowana. Nie lubię przerzucać na innych mojej pracy. A w dodatku Nikki powiedziała mi o pewnym niepokojącym wydarzeniu, które miało miejsce w szkole.
- Co takiego się stało?
- Sam ją o to zapytaj - odparła Angela.
David zsunął się z barowego stołka i usiadł na krześle przy stole. Kiedy Nikki opowiadała mu o incydencie w szkole, Angela nakryła do obiadu.
- Czy nadal tak bardzo obstajesz przy szkole publicznej, skoro już w szóstej klasie zdarzają się tam dzieci mające do czynienia z bronią i narkotykami? - zapytała.
- Musimy wspierać publiczne szkoły - obruszył się David. - Ja sam do takiej chodziłem.
- Ale czasy bardzo się zmieniły - zwróciła mu uwagę żona.
- Jeśli ludzie tacy jak my zabiorą ze szkół publicznych swoje dzieci - przekonywał ją David - szkoły te nie będą miały już żadnej szansy na podniesienie poziomu.
- Kiedy idzie o bezpieczeństwo mojej córki, nie obchodzą mnie żadne ideały - nie ustępowała Angela.
Wszyscy troje w milczeniu zjedli spaghetti z sałatką. Nikki ani na moment nie przerwała czytania, całkowicie ignorując obecność rodziców. Angela kilkakrotnie westchnęła głośno, ukrywając twarz w dłoniach i z trudem walcząc z napływającymi do oczu łzami. David siedział nadęty i niezadowolony. Jeśli ktoś pracuje tak ciężko jak on przez ostatnie trzydzieści sześć godzin, nie zasługuje na podobne traktowanie.
Niespodziewanie Angela odsunęła od stołu krzesło, wzięła talerz i gwałtownym ruchem wstawiła go do zlewu. Talerz pękł z brzękiem, a David i Nikki aż podskoczyli na swoich miejscach.
- Niepotrzebnie się tak denerwujesz! - powiedział gniewnie David, starając się panować nad głosem. - Podyskutujmy jeszcze raz o odbieraniu Nikki ze szkoły. Musi istnieć jakieś rozwiązanie.
Angela otarła kilka niesfornych łez, które wymknęły się jej z kącików oczu, z trudem opierając się pokusie, by dopiec Davidowi stwierdzeniem, iż jego wyobrażenia o samym sobie jako o rozsądnym i zgodnym mężu miały się nijak do rzeczywistości.
Zamiast tego odwróciła się tyłem do zlewu i powiedziała:
- Dobrze wiesz, że tak naprawdę chodzi mi o to, iż oboje unikamy podjęcia decyzji, co będziemy robić od pierwszego lipca.
- Nie sądzę, żeby to był odpowiedni czas na rozważanie, co zrobimy z resztą naszego życia - żachnął się David. - Jestem bardzo zmęczony.
- To tylko wymówka - nie ustępowała Angela. Wróciła do stołu i usiadła na swoim miejscu. - Dla ciebie nigdy nie ma właściwej pory na dyskusję o tej sprawie. Problem polega na tym, że czas ucieka, a my nawet nie zaczęliśmy rozważać, co robić dalej. Do pierwszego lipca zostało niespełna półtora miesiąca.
- W porządku - westchnął z rezygnacją David. - Zaraz wezmę moje notatki i pogadamy o tym - powiedział, wstając od stołu, lecz Angela zagrodziła mu drogę.
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….