Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Należący niegdyś do Osiemnastej Dywizji Organistów mnich z GROM-u spojrzał ponuro w dół, na lancę wystającą mu z piersi. — Mówię wam — wymamrotał — że to na pewno jest Hadesja. — Nie, nie — odrzekł jego kolega podtrzymujący sobie głowę prawą ręką. — Jesteśmy w Czyśćcu. — Niemożliwe. Tam jest lepsze oświetlenie, a poza tym — czy to ci wygląda na typowego anioła? — Wskazał na pękającego ze śmiechu demona. — To w czyśćcu są anioły? — Jasne, że tak. Byłem raz w stanie śmierci klinicznej i widziałem mnóstwo złotych. . . — Psst! — syknął Flagit, kiedy Otoczak zbliżył się do niego. — Chcesz wie- dzieć, co jest na drugim brzegu? — warknął, wykonując pazurem zapraszający gest. — Do mnie mówisz? — odburknął brat kapitan w stanie (wiecznego) spo- czynku, krzywiąc się tak złowieszczo, jak tylko pozwalała mu na to strzała. Efekt był niezły. — To ty robiłeś przed chwilą ten raban. Chcesz odpowiedzi na swoje pytania czy nie? Otoczak spojrzał podejrzliwie na wychylającego się zza skalnego załomu Fla- gita, po czym wzruszył ramionami i podszedł do niego dumnym krokiem. Nie zostałby bratem kapitanem, gdyby nie potrafił dumnie kroczyć. — W porządku, mądralo, powiedz mi, gdzie jesteśmy. — Nie tak szybko! — Flagit zrobił unik. — Nie udzielam odpowiedzi ot tak, po prostu. Pohandlujmy, zgoda? 150 — A co chcesz wiedzieć? — warknął Otoczak. Świerzbiło go, żeby chwycić za swoje dziewięciomilimetrowe zardzewiałe Urządzenie do Zabijania Innowierców, ale patrzył prosto przed siebie. Prosto jak z łuku strzelił. — Dlaczego tu jesteś? — wyszeptał Flagit, nadając tym trzem słowom twar- dość stali. — Ba! Powiedz mi najpierw, co oznacza „tu”! Flagit niecierpliwie zazgrzytał zębami. — Dam ci wskazówkę. Słyszysz to nieludzkie, nienasycone zawodzenie? To pewien bardzo głodny pies obronny, taki z trzema burczącymi żołądkami i podob-ną liczbą zaślinionych pysków. Kochany mały Cerberek przypilnuje, żebyś się nie oddalał! — Ach, skoro tak, musi to być Flegeton, prawda? — zapytał Otoczak sarka- stycznie, wskazując na oślizgłą rzekę, w której rozpoznał dekorację namalowaną przez d’vanouińskiego artystę. Wiele słyszał o psychicznych torturach stosowa-nych przez heretyków i o tym, jak traktowali jeńców wojennych. Nie uda im się wyciągnąć z niego żadnych informacji, w każdym razie nie z takim dennym sce-nariuszem. Jak ktokolwiek mógłby uwierzyć, że rzeczywiście są tak poważnie ranni? Phi! Nic go nie bolało! D’vanouini nigdy go nie złamią. Powszechnie zna-na jest podstawowa zasada tortur — żeby usmażyć jajecznicę, musisz rozbić jaj-ka. — I założę się, że Styks jest na wschód stąd? — dodał brat kapitan, wzrokiem szukając zamka błyskawicznego na kostiumie demona. — Brawo! Skoro już wiesz, gdzie jesteś, teraz powiedz mi dlaczego. — Myślałem, że to oczywiste — warknął Otoczak, dotykając strzały tkwiącej w oczodole. — Nie da się pożyć zbyt długo z długim na kilka stóp wierzbowym patykiem w czaszce. — Brzdąknął arogancko na strzale. — To miło, że masz poczucie humoru — odparł Flagit ironicznie. — Przyda ci się podczas nadchodzących stuleci wiecznych męczarni. Powiedz mi teraz, skąd się tu wziąłeś, a ja pociągnę za kilka sznurków i być może uda mi się załatwić ci lżejszy harmonogram tortur, rękawice do pchania głazów po zboczu wzgórza, tego typu drobiazgi. No dalej, powiedz mi. — Przegraliśmy — przyznał Otoczak, patrząc krytycznie na diabelski kostium inkwizytora i nadal zastanawiając się, gdzie ukryty jest zamek błyskawiczny. — Tyle to wiem! Powiedz mi, dlaczego walczyliście! — Z zasady niewielka doza cierpliwości Flagita zaczynała się wyczerpywać. Miał do załatwienia o wiele ważniejsze sprawy. — Ci przeklęci D’vanouini ukradli nasze owce! — zakrzyknął Otoczak, gdy przypomniał sobie bitewną pożogę. — To też wiem! — Flagit wzniósł oczy. Zaczynał się czuć jak lekarz pracują- cy w stacji honorowego krwiodawstwa dla cegieł. — Dlaczego oni ukradli wam owce? Nadszedł czas na prawdę! 151 — Bo każdy z tych pogan to cholerny owcokrad! — eksplodował brat kapitan w stanie (wiecznego) spoczynku. Flagitowi chciało się wyć. — Posłuchaj. Słyszałeś kiedyś o facecie nazwiskiem Ryngraf? Drukarzu z Cranachanu? Ma dziewięcioletnią córkę. Wynalazł czcionki drukarskie. Otoczak pokręcił głową i wzruszył ramionami. Oblicze usiłującego powstrzymać się od wycia demona przybrało karmazy- nowy odcień. Flagit obrócił się na pięcie, jednym skokiem znalazł się na skarpie i zaczął walić czołem w skałę.
|
Wątki
|