- No to zaczynamy - wycedził przez zaciśnięte zęby i skierował miecz w stronę bramy, mocnej i niewzruszonej, wznoszącej się jakieś pięćdziesiąt sążni od...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Pękaj! - rozkazał i cała zgromadzona wola prze­płynęła przez płonący miecz i wystrzeliła naprzód.
Rzecz jasna nie przewidział jednego, a mianowicie tego, że Klejnot będzie chciał mu pomóc. Moc, która uderzyła w bramę Jandksholmu, była, delikatnie mówiąc, przesadna. Drewniane belki zniknęły całkowicie, drzazgi zaś i odłamki nasmołowanej bramy odnajdywano później w odległości nawet pięciu mil od miasta. Mocarny kamienny mur, w którym osadzono bramę, także rozprysnął się na kawałki, i wiele z tych potężnych, ledwo ociosanych głazów pofrunęło niczym małe kamyczki, by runąć na przystań i wody fiordu. Większa część tylnych umocnień Jamksholmu zapadła się. Towarzyszący temu hałas był ogłuszający.
- Na Belara! - zaklął ze zdumieniem Barak, obser­wując to straszliwe zniszczenie.
Przez moment zapadła pełna oszołomienia cisza, po czym z lasu dobiegł donośny krzyk, gdy Mandorallen i Hettar poprowadzili zmasowany atak Rivan i Chereków na miasto.
Nie była to ładna walka. Kult Niedźwiedzia przyciągał nie tylko wojowników. Zwabił też w swe szeregi starców, kobiety i dzieci. Zacięty fanatyzm owych ludzi sprawił, iż wkraczający do miasta żołnierze musieli często zabijać tych, którym w innych okolicznościach oszczędzono by życie. Po południu pozostały jedynie nieliczne grupki stawiających opór mieszkańców, skupione w północnej dzielnicy Jandksholmu. Większa część miasta płonęła.
Garion, którego smród dymu i okrutna rzeź przyprawiły o mdłości, wycofał się chwiejnym krokiem przez płonące ruiny i strzaskany mur, docierając na otwartą przestrzeń. Zmęczony i obolały, wędrował jakiś czas bez celu, póki nie natknął się na Silka, siedzącego wygodnie na wielkim kamieniu i obserwującego zagładę miasta.
- Czy już skończyliście? - spytał Drasanin.
- Prawie. W ich rękach pozostało już tylko parę budynków.
- Jak było?
- Nieprzyjemnie. Zginęło mnóstwo starców, kobiet i dzieci.
- To się zdarza.
- Czy Anheg powiedział, co zamierza zrobić z jeńcami? Sądzę, że wystarczy już trupów.
- Trudno orzec - stwierdził Silk. - Nasi chereccy kuzyni bywają czasem dość nieokrzesani. W ciągu następ­nych paru dni będą się prawdopodobnie działy różne rzeczy, których zapewne wołałbyś nie oglądać. Na przy­kład to. - Wskazał dłonią skraj lasu, gdzie zebrała się grupka Chereków, pracująca nad czymś zawzięcie. Wznie­siono długi pal i osadzono go w ziemi. Na jego szczycie umocowano poziomą belkę. Do belki przywiązany był człowiek.
- Nie! - wykrzyknął Garion.
- Na twoim miejscu nie wtrącałbym się, Garionie - ostrzegł Silk. - W tym kraju rządzi Anheg i może postępować ze zdrajcami i zbrodniarzami w sposób, jaki uzna za stosowny.
- Ale to barbarzyństwo!
- Łagodnie to ująłeś. Jak już jednak wspomniałem, w naturze Chereków leży pewne okrucieństwo.
- Czy nie powinniśmy jednak najpierw przesłuchać więźniów?
- Javelin się tym zajmie.
Garion wpatrywał się w tłumek żołnierzy, uwijających się w ostatnich, krwawych promieniach zachodzącego słońca.
- Przykro mi - stwierdził głosem zdławionym od­razą - ale tego już za wiele. Mam zamiar ich powstrzymać.
- Lepiej trzymaj się od tego z daleka.
- O nie - nie wówczas, kiedy zaczynają krzyżować kobiety!
- Co takiego? - Silk odwrócił się, by spojrzeć na żołnierzy. Nagle z jego twarzy odpłynęła cała krew i mały Drasanin zerwał się na nogi. Rzucił się biegiem przez łąkę, a Garion podążał mu tuż za plecami.
- Chyba kompletnie oszalałeś! - krzyknął wściekle do chudego jak szkielet szefa drasańskiego wywiadu, siedzącego spokojnie przy topornym stole pośród oddziału Chereków.
- Co cię ugryzło, Kheldarze?
- Czy wiesz, kogo właśnie ukrzyżowaliście?
- Naturalnie. Sam ją przesłuchiwałem. - Jego palce poruszyły się od niechcenia, lecz Silk stał dokładnie przed stołem, zasłaniając Garionowi widok rąk dowódcy grupy.
- Zdejmijcie ją stamtąd! - warknął Silk, znacznie już mniej gniewnym głosem.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.