Oni podziwiali zrabowane skarby, a ja tymczasem wyprowadziłem Dawsona przed bunkier, gdzie po chwili doszedł do siebie i mógł mówić...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Dziękuję ci, Tomaszu - oparł na moim ramieniu swoją dłoń. - Wiedziałem, że zrobisz
wszystko, aby mnie uwolnić z podziemia. Uratowałeś życie osobie, na której ci bardzo
zależy. Nie, nie mnie - uśmiechnął się zagadkowo. - Ja przecież jestem nieśmiertelny.
Nawet gdyby mnie zabito sto razy w twoim czasie, cały i zdrów, młodszy o kilkanaście
lat zostanę zabrany z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego roku w czas przyszły. I
stałoby się tak, nawet gdybym w tym skarbcu umarł z powodu braku powietrza. Nie
mógłbym jednak... - urwał.
Odnosiłem wrażenie, że powiedział mi trochę za dużo. Natychmiast bowiem zmienił
temat:
- Nie sądź, że cię chciałem oszukać, Tomaszu, i dlatego sam tej nocy udałem się do
skarbca. Nie mogłeś jednak być przy mnie w chwili, gdy odnalazłem ów przedmiot i gdy
go zniszczyłem. Czyniąc to bowiem, zarazem wysłałem w Przyszłość ogromny impuls.
Ten przedmiot przekształcił się właśnie w ów impuls. Mnie ochraniała moja siła „psi”,
ciebie nic by nie chroniło i dlatego nie mogłeś być przy mnie. Ale Przyszłość już wie, że
jest uratowana. Wykonałem swoje zadanie. Wkrótce zniknę z twego czasu. I nic po mnie
nie pozostanie, żaden ślad, Tomaszu.
- Ja będę pamiętał - powiedziałem.
- Tak. Ale nikt nie uwierzy w twoje wspomnienia - uśmiechnął się smutno. - A ja o
tobie zapomnę. Gdy będę przenoszony w Przyszłość, przestanę pamiętać o tym, co
robiłem w twoim czasie i jakich spotykałem ludzi. Nie można bowiem żyć w
Przyszłości, będąc obarczonym pamięcią życia z Przeszłości. To zbyt trudne... A teraz
poproś wszystkich, aby opuścili skarbiec i zamknij go.
Gdy zebraliśmy się przed budynkiem, Ralf oświadczył: - Na polecenie Tomasza
wysłałem depeszę do Connora i Esponozy. Myślę, że zjawią się tu nie później niż jutro w
155
południe. Tomasz otworzy im skarbiec gangu i opowie, w jaki sposób wykonał swoje
zadanie.
Don Gabriel, Duncan i Rodrigo byli wyraźnie zaniepokojeni.
- Nie chcemy mieć nic wspólnego z policją - zawołał don Gabriel. - Nikt się nie może
dowiedzieć, że wymknęliśmy się z sanatorium doktora Alvareza.
Zapewniłem, że ani słowem nie wspomnę nikomu o ich udziale w odnalezieniu
skarbca. Dawson zaś przysiągł, że przed dniem jutrzejszym nie ma mowy o pojawieniu
się policji. Don Gabriel zdecydował więc, że „La Paloma” odbije od wyspy dopiero o
świcie, a tymczasem na statku Rodrigo wyda przyjęcie dla wszystkich uczestników
przygody. Mieliśmy do dyspozycji cały hotel na wyspie, wspaniałą salę jadalną i dobrze
zaopatrzoną spiżarnię oraz kuchnię, ale Rodrigo wolał swój jacht. Nie ma chyba bowiem
nic bardziej ponurego od hotelu bez gości i bez obsługi.
Przyjęcie było długie i nudne. Don Gabriel, jak małe dziecko płatające psoty, bez
przerwy wyrażał swą radość na myśl, co będzie czuł i myślał don Stefano, kiedy dowie
się, że jego sezam na wyspie La Jauja wpadł w ręce policji. Teresa van Hagen siedziała
przy stole smutna i jak gdyby nieobecna myślami, jadła mało i źle wyglądała. Rodrigo i
Duncan także raz po raz wzdychali, że znowu czeka ich monotonny żywot w sanatorium
doktora Alvareza. Florentyna zanudzała nas opowieściami o inwazji małych, zielonych
ludzików.
A potem nagle ogarnęło nas uczucie radosnego zmęczenia. Zapragnąłem znaleźć się w
swoim hotelowym pokoju i zasnąć - nareszcie spokojnie i bez zmartwień. Ralf
zaproponował odpoczynek i natychmiast wszyscy z zadowoleniem zgodzili się na to.
Dawson, Florentyna i ja wróciliśmy do hotelu. Robin poszedł z nami. Reszta została w
kabinach na jachcie. Do dziś pamiętam dziwne spojrzenie, jakim obrzucił mnie Ralf,
kiedy niemal równocześnie otwieraliśmy drzwi do swoich pokoi. Teraz wiem, że było to
spojrzenie pożegnalne.
Spałem mocno i długo. Przed świtem obudził mnie jakiś dziwny szum, jak gdyby nad
wyspą przelatywały tysiące ogromnych ptaków. Usiadłem na łóżku i pierwsze, co rzuciło
mi się w oczy, to kartka papieru leżąca na moim nocnym stoliku. Był to list od Dawsona:
Drogi Tomaszu, w chwili, gdy zaczniesz czytać moje słowa, ja już będę z powrotem w
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.