- Oczywiście - zapewniła go...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.

- Życzę powodzenia - zakończył Cox. - A przy okazji, jak długo pracuje pani dla CKE?
- Niedługo - przyznała Marissa.
W słuchawce zaległa krótka chwila ciszy, po czym rozległ się głos Coxa:
- No cóż, proszę mnie informować na bieżąco.
Marissa oddała słuchawkę doktorowi Navarre’owi, który odwiesił ją na widełki.
- Przedstawię pani fakty - jego głos przybrał monotonną barwę jak podczas odczytywania sprawozdań medycznych. Jednocześnie lekarz wydobył z kieszeni plik standardowych kart informacyjnych. - Odnotowaliśmy siedem przypadków niezidentyfikowanej, lecz z całą pewnością poważnej choroby gorączkowej, charakteryzującej się występowaniem krańcowego wyczerpania oraz reakcją całego organizmu. Tak się składa, że pierwszy z pacjentów poddanych hospitalizacji to współzałożyciel kliniki, doktor Richter. Następnie pracownica z działu kartotek medycznych. - Navarre wykładał na stół karty informacyjne, z których każda zawierała historię choroby jednego pacjenta. Układał je w kolejności występowania przypadków.
Otworzywszy teczkę w sposób na tyle dyskretny, by uniemożliwić doktorowi Navarre’owi stwierdzenie jej zawartości, Marissa wydobyła notes i ołówek. Posłużyła się wiedzą zdobytą na dopiero co ukończonych kursach, podczas których uczono ją, jak klasyfikować informacje na proste i zrozumiałe kategorie. Na początek choroba: czy rzeczywiście była zjawiskiem nowym? Czy problem faktycznie istniał? Na tym etapie kalkulacje sprowadzały się do tabliczki mnożenia i podstaw statystyki. Marissa musiała scharakteryzować chorobę, mimo iż nie była w stanie postawić szczegółowej diagnozy. Następnie należało ustalić dane ofiar epidemii, takie jak: wiek, płeć, kondycja fizyczna, sposób odżywiania, hobby itd., po czym stwierdzić, w jakim czasie i okolicznościach pojawiły się u pacjentów pierwsze symptomy choroby. Wszystko to miało na celu wykrycie cech wspólnych, jeśli takie istniały. Pozostawała jeszcze do rozważenia kwestia przenoszenia choroby, która mogła okazać się znacząca w wykryciu czynnika zakaźnego. Ostatecznie należało wyizolować nosiciela lub rezerwuar wirusa. W teorii brzmiało to niezwykle prosto, lecz Marissa przeczuwała, że będzie to niełatwe zadanie nawet dla kogoś tak doświadczonego jak Dubchek.
Dziewczyna wytarła spoconą dłoń o spódnicę i ponownie ujęła ołówek.
- A więc - zaczęła, wpatrując się w pustą kartkę - skoro nie postawiono dotychczas diagnozy, jakie możliwości rozważa się w tej chwili?
- Dokładnie każdą - odparł doktor Navarre.
- Włącznie z grypą? - spytała, mając jednocześnie nadzieję, że nie zabrzmi to zbyt naiwnie.
- To mało prawdopodobne - odrzekł Navarre. - U pacjentów występują wprawdzie symptomy oddechowe, lecz nie są one dominujące. Ponadto badania serologiczne nie wykazały obecności wirusa grypy u żadnej z siedmiu osób. Nie wiemy, co im dolega, ale z całą pewnością nie jest to grypa.
- Czy są jakieś przypuszczenia? - indagowała Marissa.
- Przeważnie teorie negatywne - odparł Navarre. - Podyktowane są one negatywnymi wynikami wszystkich dotychczasowych badań: posiewu krwi, analizy moczu, hodowli plwociny, analizy kału, nawet próbek płynu mózgowo-rdzeniowego. Podejrzewaliśmy malarię i nawet zastosowaliśmy kurację przeciw niej, pomimo iż rozmaz krwi nie wykazał obecności pasożytów. Przeprowadziliśmy również kurację przeciwtyfusową z użyciem tetracykliny i chloramfenikolu, wbrew wynikom badań hodowli. Nie dało to żadnych rezultatów, podobnie jak użyte poprzednio środki antymalaryjne. Stan pacjentów pogarsza się z każdą chwilą, niezależnie od naszych działań.
- Musi pan chyba mieć jakąś diagnozę roboczą? - zaryzykowała Marissa.
- Oczywiście - odparł Navarre. - Przeprowadziliśmy niezliczoną liczbę konsultacji ze specjalistami chorób zakaźnych. Panuje ogólne przekonanie, że mamy do czynienia z wirusem, choć istnieje też niewielka możliwość, że jest to leptospiroza.
Przerzucił kilka z leżących na stole kart, po czym wyciągnął jedną z nich.
- O, właśnie. Proszę, oto najnowsze diagnozy: leptospiroza, o której już wspomniałem, żółta febra, denga, mononukleoza lub też, żeby nie pominąć spraw podstawowych, infekcja enterowirusowa, arbowirusowa czy może adenowirusowa. Nie muszę chyba dodawać, że w dziedzinie diagnostyki nadal drepczemy w miejscu, podobnie jak w dziedzinie terapii leczniczej.
- Jak długo doktor Richter przebywa w szpitalu? - spytała Marissa.
- Dzisiaj mija piąty dzień jego hospitalizacji. Sądzę, że powinna pani zobaczyć pacjentów, aby przekonać się, z czym mamy do czynienia.
Nie czekając na reakcję rozmówczyni, doktor Navarre podniósł się i ruszył do wyjścia. Aby dotrzymać mu kroku, Marissa musiała niemal biec. Przeszli w ten sposób przez wahadłowe drzwi i znaleźli się na terenie właściwego szpitala. Pomimo zdenerwowania Marissa dostrzegła luksusowe, eleganckie wykładziny na podłodze oraz przypominający hotel wystrój wnętrz.
Weszli do windy, gdzie Navarre przedstawił Marissę szpitalnemu anestezjologowi. Przywitała się z nim uprzejmie, lecz myślami była gdzie indziej. Męczyła ją obawa, że wizyta u zarażonych pacjentów nie przyniesie żadnego pożytku, a jedynie ujawni przed tutejszymi lekarzami jej niewielkie doświadczenie. Nie myślała o tego typu sytuacjach, kiedy zapisywała się na kurs epidemiologii w Atlancie, a teraz nagle urosło to do rangi problemu. Cóż jednak mogła na to poradzić?
Na piątym piętrze znajdował się oddział pielęgniarski. Doktor Navarre przedstawił Marissę pielęgniarkom nocnej zmiany, które właśnie przygotowywały się do przejęcia obowiązków.
- Wszyscy pacjenci, a jest ich siedmioro, znajdują się na tym piętrze - wyjaśnił lekarz. - Mamy tu najbardziej doświadczony personel. Dwoje chorych w stanie krytycznym umieściliśmy w separatkach na oddziale intensywnej terapii, na drugim końcu korytarza. Pozostali są w oddzielnych pokojach. Oto ich dane chorobowe.
Dłonią wskazał stosik ułożonych na ladzie kart.
- Zakładam, że chce pani najpierw zobaczyć doktora Richtera - powiedział, wręczając jej kartę z nazwiskiem tego pacjenta.
Wątki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.