No i zadałam, niech to piorun strzeli!Przyjęcie odbyło się już dobrze po odjeździe Ani, która podążyła dalej, do Londynu, zaproszona przez jakichś...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Znalazłam się na nim sama i zgodnie z przysięgą zrobiłam, co mogłam.
Kieckę miałam modną, niewiele poniżej pasa i bardzo szeroką, w liliowe mazidła, francuskie lakierki, platynową perukę, sztuczne rzęsy i wystrzałowy makijaż. Obejrzałam się w lustrze niemal z podziwem i pomyślałam, że Ania by mnie pochwaliła. Skutek był godzien starań, Ewa nie wytrzymała, wyszła w połowie przyjęcia.
Odniesiony triumf napeÅ‚niÅ‚ mnie wigorem dodatkowym i wdaÅ‚am siÄ™ w skomplikowanÄ… dyskusjÄ™. Na przyjÄ™ciu obecny byÅ‚ miÄ™dzy innymi nasz grafik, Waldek Åšwierzy, obydwoje konwersowaliÅ›my z jakimÅ› DuÅ„czykiem, który miaÅ‚ ogromnie wyÅ‚upiaste oczy, na imiÄ™ Viggo i byÅ‚ bardzo tÅ‚usty. Waldek po angielsku umiaÅ‚, ja nie, ale to mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzaÅ‚o, bo już przywykÅ‚am do rozmów w obcym jÄ™zyku i niepojÄ™tym sposobem umiaÅ‚am siÄ™ porozumieć. Ówże Viggo zachwyciÅ‚ siÄ™ mnÄ…, to siÄ™ daÅ‚o zauważyć, rozwijane tematy jednakże stanowiÅ‚y dla mnie wyraźnÄ… konkurencjÄ™. SprzeczaliÅ›my siÄ™ o politykÄ™, kwestie spoÅ‚eczne, gospodarcze i w ogóle ustrojowe, przyjÄ™cie tym razem byÅ‚o rzetelne. Joanna–Anita siÄ™ szarpnęła, pÅ‚ynów nie brakowaÅ‚o, nasza dyskusja nabieraÅ‚a ognia, w rezultacie wyÅ‚upiasty Viggo zaproponowaÅ‚, że nas odwiezie do miasta.
Wsiedliśmy do samochodu, Waldek i ja, dyskusja trwała, Viggo zaprosił nas do siebie, proszę bardzo, wylądowaliśmy u niego w domu, z rozpędu i w zapale wyciągnął whisky i nalał do szklanek bez żadnych dodatków, bo gdzie mu było do jakichś dodatków w tych nerwach. Chyba mi się jego poglądy nie podobały, zgoła zaczęłam sypać iskrami, i nagle zorientowałam się, że szklanka przede mną jest pusta. Przedtem była pełna. Miałam za sobą stosowne doświadczenia i ogarnął mnie popłoch.
— Waldek — powiedziaÅ‚am stanowczo na stronie — wychodzimy! Niech go cholera bierze razem z tym jego caÅ‚ym kapitalizmem!
Waldek miał jeszcze tyle przytomności umysłu, że przyznał mi rację. Wyszliśmy.
Obudziłam się nazajutrz w swoim pokoju u fru Skifter i zaczęłam rozważać sytuację. Kaca nawet nie miałam, ale za to stwierdziłam, że brakuje mi rękawiczek, portmonetki i apaszki. Ponadto majaczyło mi się wspomnienie straszliwe.
Jakieś tam białe myszki, nietoperze, różowe słonie to było nic, mięta z bubrem. Widziałam coś znacznie gorszego, mianowicie faceta w białym ubraniu, śpiącego na brzuchu na podeście nie znanej mi klatki schodowej. Jezus Mario, biały facet, delirium tremens gwarantowane…!!!
Stopniowo, otrząsnąwszy się ze zgrozy, przypomniałam sobie coś więcej. Waldek mnie odwiózł do domu, to nie ulegało wątpliwości. Doprowadził mnie do pokoju z serdecznej litości, urżnęłam się na smutno i płakałam mu w kamizelkę rzewnymi łzami, współczuł mi z całego serca.
— Nie pÅ‚acz, nie pÅ‚acz — mówiÅ‚ pocieszajÄ…co. — Nie warto, nie pÅ‚acz…
Ocierał mi łzy z oczu i jedna moja sztuczna rzęsa przylepiła mu się do palca. Wchodząc, zapaliłam tylko jedno światło, nie było przesadnie silne, nagle ujrzałam, jak Waldek spogląda na swój palec i ze wstrętem zaczyna ocierać go o spodnie, ta rzęsa wyglądała jak coś w rodzaju włochatego robaka, chciał się go nieznacznie pozbyć, bez skutku, klej trzymał doskonale. Ocierał i ocierał, a w jego samarytańskie starania wkradło się wyraźne, pełne obrzydzenia roztargnienie. Przysięgnę, że wyszedł ode mnie z moją sztuczną rzęsą przylepioną na tyłku!
Rozśmieszyć mnie to rozśmieszyło, ale niepokój w kwestii delirium trwał. Ponadto usiłowałam sobie przypomnieć, ile pieniędzy miałam w tej portmonetce, chyba co najmniej siedemdziesiąt koron, czternaście stawek na wyścigach! Cholera…
Waldek zadzwonił do mnie do pracy.
— SÅ‚uchaj — powiedziaÅ‚ niepewnie. — ZnalazÅ‚em u siebie jakieÅ› dziwne rzeczy. W kieszeniach miaÅ‚em. Damskie rÄ™kawiczki, takie dÅ‚ugie, jakÄ…Å› portmonetkÄ™, nie mojÄ…, jakÄ…Å› kolorowÄ… szmatę… Czy ty o tym przypadkiem coÅ› wiesz?
— Owszem, to moje — odparÅ‚am radoÅ›nie. — WÅ‚aÅ›nie widzÄ™ u siebie takie braki. Czekaj, a czy ty sobie nie przypominasz takiej klatki schodowej…
Uzgodniliśmy zeznania. Okazało się, że on również widział faceta w białym ubraniu i zamierzał to ukryć, bo myśl o delirium przeraziła go tak samo jak mnie. O zbiorowym delirium nie słyszeliśmy nigdy, facet musiał istnieć w naturze. Uspokoiłam się i już nawet nie dociekałam, co to była za klatka schodowa i gdzie nas diabli nosili…
I pomyśleć, że wszystko przez głupi okrzyk Ewy o starym kostiumiku!
 
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….