Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Znalazłam się na nim sama i zgodnie z przysięgą zrobiłam, co mogłam.
KieckÄ™ miaÅ‚am modnÄ…, niewiele poniżej pasa i bardzo szerokÄ…, w liliowe mazidÅ‚a, francuskie lakierki, platynowÄ… perukÄ™, sztuczne rzÄ™sy i wystrzaÅ‚owy makijaż. ObejrzaÅ‚am siÄ™ w lustrze niemal z podziwem i pomyÅ›laÅ‚am, że Ania by mnie pochwaliÅ‚a. Skutek byÅ‚ godzien staraÅ„, Ewa nie wytrzymaÅ‚a, wyszÅ‚a w poÅ‚owie przyjÄ™cia. Odniesiony triumf napeÅ‚niÅ‚ mnie wigorem dodatkowym i wdaÅ‚am siÄ™ w skomplikowanÄ… dyskusjÄ™. Na przyjÄ™ciu obecny byÅ‚ miÄ™dzy innymi nasz grafik, Waldek Åšwierzy, obydwoje konwersowaliÅ›my z jakimÅ› DuÅ„czykiem, który miaÅ‚ ogromnie wyÅ‚upiaste oczy, na imiÄ™ Viggo i byÅ‚ bardzo tÅ‚usty. Waldek po angielsku umiaÅ‚, ja nie, ale to mi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzaÅ‚o, bo już przywykÅ‚am do rozmów w obcym jÄ™zyku i niepojÄ™tym sposobem umiaÅ‚am siÄ™ porozumieć. Ówże Viggo zachwyciÅ‚ siÄ™ mnÄ…, to siÄ™ daÅ‚o zauważyć, rozwijane tematy jednakże stanowiÅ‚y dla mnie wyraźnÄ… konkurencjÄ™. SprzeczaliÅ›my siÄ™ o politykÄ™, kwestie spoÅ‚eczne, gospodarcze i w ogóle ustrojowe, przyjÄ™cie tym razem byÅ‚o rzetelne. Joanna–Anita siÄ™ szarpnęła, pÅ‚ynów nie brakowaÅ‚o, nasza dyskusja nabieraÅ‚a ognia, w rezultacie wyÅ‚upiasty Viggo zaproponowaÅ‚, że nas odwiezie do miasta. WsiedliÅ›my do samochodu, Waldek i ja, dyskusja trwaÅ‚a, Viggo zaprosiÅ‚ nas do siebie, proszÄ™ bardzo, wylÄ…dowaliÅ›my u niego w domu, z rozpÄ™du i w zapale wyciÄ…gnÄ…Å‚ whisky i nalaÅ‚ do szklanek bez żadnych dodatków, bo gdzie mu byÅ‚o do jakichÅ› dodatków w tych nerwach. Chyba mi siÄ™ jego poglÄ…dy nie podobaÅ‚y, zgoÅ‚a zaczęłam sypać iskrami, i nagle zorientowaÅ‚am siÄ™, że szklanka przede mnÄ… jest pusta. Przedtem byÅ‚a peÅ‚na. MiaÅ‚am za sobÄ… stosowne doÅ›wiadczenia i ogarnÄ…Å‚ mnie popÅ‚och. — Waldek — powiedziaÅ‚am stanowczo na stronie — wychodzimy! Niech go cholera bierze razem z tym jego caÅ‚ym kapitalizmem! Waldek miaÅ‚ jeszcze tyle przytomnoÅ›ci umysÅ‚u, że przyznaÅ‚ mi racjÄ™. WyszliÅ›my. ObudziÅ‚am siÄ™ nazajutrz w swoim pokoju u fru Skifter i zaczęłam rozważać sytuacjÄ™. Kaca nawet nie miaÅ‚am, ale za to stwierdziÅ‚am, że brakuje mi rÄ™kawiczek, portmonetki i apaszki. Ponadto majaczyÅ‚o mi siÄ™ wspomnienie straszliwe. JakieÅ› tam biaÅ‚e myszki, nietoperze, różowe sÅ‚onie to byÅ‚o nic, miÄ™ta z bubrem. WidziaÅ‚am coÅ› znacznie gorszego, mianowicie faceta w biaÅ‚ym ubraniu, Å›piÄ…cego na brzuchu na podeÅ›cie nie znanej mi klatki schodowej. Jezus Mario, biaÅ‚y facet, delirium tremens gwarantowane…!!! Stopniowo, otrzÄ…snÄ…wszy siÄ™ ze zgrozy, przypomniaÅ‚am sobie coÅ› wiÄ™cej. Waldek mnie odwiózÅ‚ do domu, to nie ulegaÅ‚o wÄ…tpliwoÅ›ci. DoprowadziÅ‚ mnie do pokoju z serdecznej litoÅ›ci, urżnęłam siÄ™ na smutno i pÅ‚akaÅ‚am mu w kamizelkÄ™ rzewnymi Å‚zami, współczuÅ‚ mi z caÅ‚ego serca. — Nie pÅ‚acz, nie pÅ‚acz — mówiÅ‚ pocieszajÄ…co. — Nie warto, nie pÅ‚acz… OcieraÅ‚ mi Å‚zy z oczu i jedna moja sztuczna rzÄ™sa przylepiÅ‚a mu siÄ™ do palca. WchodzÄ…c, zapaliÅ‚am tylko jedno Å›wiatÅ‚o, nie byÅ‚o przesadnie silne, nagle ujrzaÅ‚am, jak Waldek spoglÄ…da na swój palec i ze wstrÄ™tem zaczyna ocierać go o spodnie, ta rzÄ™sa wyglÄ…daÅ‚a jak coÅ› w rodzaju wÅ‚ochatego robaka, chciaÅ‚ siÄ™ go nieznacznie pozbyć, bez skutku, klej trzymaÅ‚ doskonale. OcieraÅ‚ i ocieraÅ‚, a w jego samarytaÅ„skie starania wkradÅ‚o siÄ™ wyraźne, peÅ‚ne obrzydzenia roztargnienie. PrzysiÄ™gnÄ™, że wyszedÅ‚ ode mnie z mojÄ… sztucznÄ… rzÄ™sÄ… przylepionÄ… na tyÅ‚ku! RozÅ›mieszyć mnie to rozÅ›mieszyÅ‚o, ale niepokój w kwestii delirium trwaÅ‚. Ponadto usiÅ‚owaÅ‚am sobie przypomnieć, ile pieniÄ™dzy miaÅ‚am w tej portmonetce, chyba co najmniej siedemdziesiÄ…t koron, czternaÅ›cie stawek na wyÅ›cigach! Cholera… Waldek zadzwoniÅ‚ do mnie do pracy. — SÅ‚uchaj — powiedziaÅ‚ niepewnie. — ZnalazÅ‚em u siebie jakieÅ› dziwne rzeczy. W kieszeniach miaÅ‚em. Damskie rÄ™kawiczki, takie dÅ‚ugie, jakÄ…Å› portmonetkÄ™, nie mojÄ…, jakÄ…Å› kolorowÄ… szmatę… Czy ty o tym przypadkiem coÅ› wiesz? — Owszem, to moje — odparÅ‚am radoÅ›nie. — WÅ‚aÅ›nie widzÄ™ u siebie takie braki. Czekaj, a czy ty sobie nie przypominasz takiej klatki schodowej… UzgodniliÅ›my zeznania. OkazaÅ‚o siÄ™, że on również widziaÅ‚ faceta w biaÅ‚ym ubraniu i zamierzaÅ‚ to ukryć, bo myÅ›l o delirium przeraziÅ‚a go tak samo jak mnie. O zbiorowym delirium nie sÅ‚yszeliÅ›my nigdy, facet musiaÅ‚ istnieć w naturze. UspokoiÅ‚am siÄ™ i już nawet nie dociekaÅ‚am, co to byÅ‚a za klatka schodowa i gdzie nas diabli nosili… I pomyÅ›leć, że wszystko przez gÅ‚upi okrzyk Ewy o starym kostiumiku!
|
WÄ…tki
|