Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
W powstaÅ‚ym zamieszaniu Lucky wymknÄ…Å‚ siÄ™ z lotniska. Nigdy nie powiedziaÅ‚ nikomu, że przyczyniÅ‚ siÄ™ do ponownego aresztowania Grega, choć chciaÅ‚by, by Devon wiedziaÅ‚a, że zostaÅ‚a pomszczona. MusiaÅ‚ siÄ™ zadowolić satysfakcjÄ… pÅ‚ynÄ…cÄ… z przelania krwi wroga. Teraz objÄ…Å‚ Devon, usiadÅ‚ na krzeÅ›le i posadziÅ‚ jÄ… sobie na kolanach. – Czy nie sÄ…dzisz, że jestem bezwstydna, bo natychmiast po unieważnieniu jednego małżeÅ„stwa zawarÅ‚am drugie? – spytaÅ‚a Devon. – To godne potÄ™pienia – wymruczaÅ‚ caÅ‚ujÄ…c jej szyjÄ™. – PrzestaÅ„. Formalnie wciąż jestem w pracy. – O czym bÄ™dzie ten felieton? ZachÄ™caÅ‚ żonÄ™, by nadal pisywaÅ‚a do gazety, wiÄ™c umówiÅ‚a siÄ™ z wydawcÄ…, że bÄ™dzie pracować poza redakcjÄ… i co tydzieÅ„ wysyÅ‚ać teksty. Lucky zerknÄ…Å‚ z ukosa na ekran, ale zielone symbole zawsze wyglÄ…daÅ‚y dla niego jak hieroglify. – O bolesnej stracie. Cicha odpowiedź sprawiÅ‚a, że popatrzyÅ‚ na niÄ… uważnie. – Opierasz siÄ™ na doÅ›wiadczeniach najbliższej rodziny? – WidziaÅ‚eÅ› go dzisiaj? Lucky skinÄ…Å‚ gÅ‚owÄ…. Wszyscy martwili siÄ™ Chase'em i jego zaÅ‚amaniem po Å›mierci Tani. – ZjawiÅ‚ siÄ™ w biurze dziÅ› rano. – I? – Znów byÅ‚ pijany. – Osiem miesiÄ™cy i ani Å›ladu poprawy – zauważyÅ‚a smutno Devon, przyglÄ…dajÄ…c siÄ™ pÅ‚atkom róży. – MyÅ›lisz, że kiedyÅ› wyjdzie z tego? – Nie – odparÅ‚ Lucky z przekonaniem. – Możemy tylko mieć nadziejÄ™, że nauczy siÄ™ żyć z tym bólem i wróci do w miarÄ™ normalnej egzystencji. Wyraz smutku na twarzy Devon Å›wiadczyÅ‚ o szacunku, jaki żywiÅ‚a dla szwagra. To także w niej kochaÅ‚. UznaÅ‚a za swoje wszystkie problemy rodziny, smutki i radoÅ›ci. BraÅ‚a je sobie do serca. Wszystkie dobre i zÅ‚e strony rodzinnego życia byÅ‚y dla niej czymÅ› nowym, czemu poÅ›wiÄ™ciÅ‚a siÄ™ z ochotÄ…. CzÄ™sto pÅ‚akaÅ‚a z Laurie nad losem pierwszego wnuka. Sage zwierzaÅ‚a siÄ™ jej z tajemnic skrzÄ™tnie skrywanych przed resztÄ… rodziny. Devon razem z Luckym Å›wiÄ™towaÅ‚a dzieÅ„, gdy na pewien czas zaspokoiÅ‚ żądania banku i spÅ‚aciÅ‚ ratÄ™ kredytu. PocieszaÅ‚a go, gdyż interesy nadal szÅ‚y marnie, mimo nabycia nowego sprzÄ™tu w miejsce zniszczonego podczas pożaru. Spółka Wiertnicza Tylera nie zdobyÅ‚a żadnego zlecenia od czasu tego w Luizjanie. Chase byÅ‚ bezużyteczny, sparaliżowany cierpieniem. Odpowiedzialność za tonÄ…cy statek spadÅ‚a wiÄ™c na Lucky'ego. Wiara Devon, że potrafi to zrobić, podtrzymywaÅ‚a go na duchu. – To straszne, że on jest wciąż nieszczęśliwy i tak marnuje życie – mruknęła. – Straszne! – Nigdy nawet nie byÅ‚ w tym domu, który kazaÅ‚ mi kupić. Pogrąża siÄ™ w rozpaczy siedzÄ…c w mieszkaniu, które dzieliÅ‚ z TaniÄ…. – Co możemy zrobić, żeby mu pomóc? – ChciaÅ‚bym to wiedzieć. Wszelkie próby wyrwania go z apatii wywoÅ‚ujÄ… tylko przykre sÅ‚owa i agresjÄ™. Współczucie budzi w nim wÅ›ciekÅ‚ość. W koÅ„cu zabije siÄ™ ujeżdżajÄ…c te przeklÄ™te byki. Jest za stary na rodeo. – Może tego wÅ‚aÅ›nie chce – stwierdziÅ‚a ponuro Devon. – Umrzeć. Ujeżdżanie byków to przecież rodzaj samobójstwa. – O Boże! – Lucky przytuliÅ‚ żonÄ™ i musnÄ…Å‚ ustami jej piersi. – Rozumiem, co on przeżywa. Gdybym ciÄ™ straciÅ‚... – Ale nie stracisz. – StraciÅ‚em ciÄ™ po naszej pierwszej wspólnej nocy. MaÅ‚o nie dostaÅ‚em obÅ‚Ä™du, zanim ciÄ™ odnalazÅ‚em. A minÄ…Å‚ tylko tydzieÅ„. OdchyliÅ‚a siÄ™ i spojrzaÅ‚a na niego figlarnie. – MaÅ‚o nie dostaÅ‚eÅ› obÅ‚Ä™du? Nigdy mi o tym nie mówiÅ‚eÅ›. Mimo żaÅ‚oby brata i fatalnego stanu firmy Lucky wciąż czuÅ‚ siÄ™ nowożeÅ„cem i bawiÅ‚y go przekomarzania z żonÄ…. – Wiele jest rzeczy, o których ci nie mówiÅ‚em – powiedziaÅ‚ przeciÄ…gle. – Ach tak? – Tak. – Na przykÅ‚ad? – spytaÅ‚a. – Na przykÅ‚ad, że wÅ›ciekle seksownie wyglÄ…dasz w okularach. ZrobiÅ‚a zeza. – ChÅ‚opcy nie podrywajÄ… dziewczÄ…t, które noszÄ… okulary. – Ja tam podrywam wszystkie. – Tak sÅ‚yszaÅ‚am. PrzyciÄ…gaÅ‚ jÄ… coraz bliżej i coraz gwaÅ‚towniej
|
WÄ…tki
|