Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Panie. Jego Atrybut mnie powstrzymywał...
- Nieważne - mruknął Jama. - Trzeci wartownik na pewno go unieszkod-liwi. Panując nad silą przyciągania wedle swej woli, wznosił się i płynąłw powietrzu. Gdy płynął, rosła w nim świadomość, że ściga go cień.Gdzieś na granicy widzenia czaiła stę ciemna plama. 162 W którąkolwiek stronę nie zwróciłby oczu, zawsze umykała jego spojrzeniu,lecz kryła się, kryła się wszędzie, rosła w siłę. Śluza znajdowała się przed nim, w górze. Talizman mógł otworzyć bramę,mógł uchronić go od chłodu, przenieść w dowolne miejsce, gdziekolwiek byzapragnął... Posłyszał trzepot skrzydeł. - Uciekaj! - dudniło mu w głowie. - Przyspieszaj! Uciekaj, byle szybciej!Szybciej! Była to jedna z dziwniejszych rzeczy, które zdarzyło się rnu przeżyć. Czuł, jak wzbija się, jak pędzi coraz dalej i wyżej. Czul. Ale nic się nie zmieniło. Śluza nie rosła w oczach. Mimo ze miałwrażenie, jak gdyby pędzi) w zawrotnym tempie, cel był jednakowo odległy, - Szybciej! Szybciej! - krzyczał jakiś dziki, dudniący głos. - Staraj sięprześcignąć wiatr i błyskawicę. Usiłował powstrzymać uczucie ruchu. l wtedy uderzyły weń wiatry, potężne prądy powietrzne, krążące pod kopułąNieba. Zdołał oprzeć się tej przeszkodzie, jednak głos ciągle przemawiał, choć tymrazem dokładnie z prawe] strony, tuż przy uchu, mimo że nie widział niczegoprócz cienia. - ,,Zmysły są niby konie i kamienie na drodze, którą pędzą..." - mówił głos.- ..Jeśli intelekt jest związany z roztargnionym umysłem, rozróżnienieintelektu od umysłu zanika". Sam rozpoznał w tych słowach fragmenty Kaiha-Upaniszady. - ,.W tym przypadku" - ciągnął dalej głos - ..zmysły wymykają siękontroli, niczym dzikie i złośliwe konie, których słaby woźnica nie potrafiutrzymać w cuglach . l wtedy niebo nad nim rozbłysło błyskawicami. Ogarnęły go ciemności. Usiłował zebrać energie, które w niego uderzyły, lecz jego starania uderzyływ próżnię. - To jest nierzeczywiste! - zawołał. - Cóż jest rzeczywiste, a cóż nie jest? - odparł glos. - Twe konie uciekaj ą.i nastąpiła chwila przerażającej czerni, jakby poruszał się w przestrzenizmysłów, A potem był ból. A potem już nic. Ciężko jest żyć jako najstarszy Bóg Młodości wśród wielu innych bogów. Wszedł do Dworu Karmy, zażądał audiencji u tego, który jest przed-stawicielem Naczynia Prawa i został przedstawiony temu, który miał go zbadaćprzed dworna dniami. - l cóż?... -zapytał, przyjmując pełną wyczekiwania pozę. - Bardzo mi przykro za tę zwlokę - odezwał się kompetentny czynnik.- Niech Pan Murugan zechce okazać zrozumienie dla naszej trudnej sytuacji,ale cały personel jest zajęty przygotowaniami do zaślubin. -- Zabawiają się, gdy ja tu czekam na nowe ciało, które powinni mi dać naczas? 163 - Pozwól, Panie, ale nie powinieneś mówić tak, jakby tu naprawdę chodziłoo twe ciało - żachną) się jego rozmówca. - Jest to ciało, które wypożycza ciWielkie Naczynie Prawa, stosownie do twych obecnych potrzeb karmicznych... - ... i które nie jest gotowe, ponieważ pracownicy Dworu Karmy hulają- przerwał mu w pół zdania. - Wielkie Naczynie zarządziło tak, Panie... - Spodziewam się, że najpóźniej jutro wieczorem wrócą. Jeśli i jutro niezostanę obsłużony, Panie Karmy, Wielkie Naczynie rnoże się rozprawić zeswymi sługami tak, jak na to zasłużyli. Czy rozumiesz mnie, Panie? - Słyszę cię i rozumiem, lecz to, co mówisz, jest zupełnie od rzeczy gdychodzi o... - Brahma daje mi referencje - nie pozwolił mu skończyć, czując, jakzalewa go fata gniewu. - Brahma pragnąłby ujrzeć mnie na uroczystościzaślubin przy Milowym Luku w mych nowych kształtach. Czy mam go powiado-mić, że Wielkie Naczynie nie jest w stanie spełnić ]ego życzenia, ponieważobraca się karygodnie powoli? - Nie, Panie. Wszystko będzie gotowe o czasie. - Mam nadzieję. Obrócił się na pięcie i wyszedł. Pan Karmy uczynił za jego plecami znak stary i bardzo mistyczny. - Brahma... - Tak, bogini? - Co do moich sugestii... - Stanie się tak, jak chciałaś. Pani. - Chciałabym, żeby się stało inaczej. - Inaczej? - Brahma uniósł brwi.Kali wbiła wzrok w ziemię. - Tak, Panie.... chciałabym ofiary z człowieka. - Nie... - Tak... - Jesteś naprawdę znacznie bardziej sentymentalna, niż do tej porysadziłem.Zacisnęła wargi. - Dostanę tę ofiarę czy nie? - Mówiąc szczerze, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę wszystko, codotychczas się wydarzyło, byłoby mi to na rękę. - Zatem postanowione?... - Będzie jak sobie życzysz. Był silniejszy, niż przypuszczałem i gdyby PanZłudzeń nie dopadł go... no tak, nigdy bym nie przpuszczał, że osobnik, któryprzez tak długi czas zachował się zupełnie przyzwoicie, nagle okaże sięrównie... utalentowany, jak zechciałaś się wyrazić, - Otrzymam go do dyspozycji, Stwórco? - Z przyjemnością. - l Monarchię Złodziei na deser, dobrze? 164 - Niech i tak będzie. - Dziękuję, Potężny. - Nie ma za co. - Ale będzie. Dobranoc. - Dobranoc. Mówi się, że tego dnia, tego wielkiego dnia Pan Waju zatrzymał wiatry Niebiosi cisza zapadła nad Niebiańskim Grodem oraz lasami Kaniburrha. Citragupta,?ausznik Pana Jamy. wzniósł u Zrządzenia Świata ogromny stos z pachnącychirzew. gum, kadzideł, perfum i kosztownego odzienia. Na szczycie położyłfalizmanZak!inaczao''az wielki błekintopióry płaszcz zdobyty na Sricie. władcydemonów Kataputna. Znalazł się lam także zmieniający kształty klejnot Matek,pochodzący z Gmachu Płomienia i szafranowa tunika, onegdaj należąca doTaihagaty-Buddy. Cisza, która zaległa z samego rana, tuż po Święcie Pierw-szych, była zupełna. Wszystek ruch zamarł w Nieoie. Mówi się, że tylko demonypodfruwaly w górnych warstwach atmosfery, lecz bały się podejść bliżej zewzględu na skupione w tym miejscu moce. Mówi się też, że widziano wieleznaków i wróżb, zapowiadających upadek Potężnego. Mówią także teologowieoraz pisarze historii świętej, że człowiek zwany Sam wyrzekł się swej herezji 1 odwołał się do miłosierdzia Trimurtiego Mówi się ponadto, że bogini Parwati,któia była jego żoną lub matką lub córką, a może była każdą z nich, uciekła
|
Wątki
|