Mukoki zachichotał wesoło, a Rod nie zadawał dalszych pytań, lecz na komendę Wabiego zanurzył wiosło w toni i pracował nim póty, aż łódź wylądowała...

Jak cię złapią, to znaczy, że oszukiwałeś. Jak nie, to znaczy, że posłużyłeś się odpowiednią taktyką.
Gdy obejrzał się, Wabi, opasany liną, wszedł już do wody, która mu właśnie sięgała po pierś. Na znak dany przez Mukiego czerwonoskóry chłopak odważnie puścił się wpław i jak wielka, roztrzepotana ryba został wkrótce wywleczony na ląd. Większą część jego odzieży przewieziono w czółnie, więc gdy Wabi przebrał się w suche ubranie, trzej łowcy złota byli znów gotowi do dalszej podróży. Krótka wędrówka brzegiem potoku przywiodła ich nad główne koryto i tu raz jeszcze spuszczono łódź na wodę.
— JeÅ›li caÅ‚a podróż bÄ™dzie tak peÅ‚na przygód, chyba nigdy nie odnajdziemy naszego zÅ‚ota — rzekÅ‚ Wabi, gdy łódź mknęła naprzód, porwana bystrym prÄ…dem.
— ObÅ‚Ä…kany strzelec, wir i skalne wiÄ™zienie, wszystko w ciÄ…gu jednej nocy, to stanowczo wiÄ™cej, niż można znieść.
— Jest widać sporo prawdy w starym przysÅ‚owiu mówiÄ…cym, że nieszczęścia zawsze chodzÄ… w parze — odparÅ‚ Rod. — Teraz za to powinniÅ›my mieć zupeÅ‚nie spokojnÄ… drogÄ™.
— Możliwe — mruknÄ…Å‚ Mukoki.
Optymizm Roda był, jak się okazało, usprawiedliwiony, na ten dzień przynajmniej. Aż do południa czółno mknęło szybko w dół parowu, bez żadnych awarii. Potok, któremu z każdą milą przybywało wody spływającej ze szczytów gór, rósł w głąb i wszerz, ale tylko od czasu do czasu złom skalny przegradzał drogę czółnu, a pływających pni drzewnych nie napotykano wcale. Gdy poszukiwacze złota przybili do brzegu, chcąc zjeść obiad, byli pewni dwu rzeczy: że umknęli daleko od obłąkanego strzelca oraz że w pobliżu winien się znajdować pierwszy wodospad. Wspomnienie przygód w czasie drogi ustąpiło miejsca podnieconemu oczekiwaniu. Pragnęli usłyszeć łomot wodospadu i ujrzeć go wreszcie; był przecie niezbędnym ogniwem łańcucha zdarzeń wiodących ku złotu. Tym razem sporządzono wyborny obiad, a przygotowania do niego i sam posiłek zajęły przeszło godzinę czasu.
Gdy ruszyli dalej, Mukoki zajął zwykłe miejsce na rufie i orlim wzrokiem badał skały i góry zasłaniające widok. Po dwugodzinnej jeździe krzyknął i ostrzegawczym gestem uniósł dłoń nad głową. Wszyscy trzej zaczęli bacznie nasłuchiwać. Poprzez szept potoku słabo dobiegł ich uszu daleki huk spadającej wody.
Zapomnieli teraz o obłąkanym prześladowcy, zapomnieli o wszystkim prócz jednego, że dotarli wreszcie do pierwszego z trzech wodospadów znaczących drogę do kopalni złota. Wabi krzyknął radośnie, a ten głos, odbity echem, powtórzył się kilkakrotnie wśród ścian parowu. Rod także krzyknął ile siły w płucach. Mukoki chichotał jak zwykle, a w parę chwil później dał znak Wabiemu, że należy skierować czółno do brzegu.
— Pójdziemy lÄ…dem — tÅ‚umaczyÅ‚. — PrÄ…d jest tu bardzo bystry. MógÅ‚by nas zawlec do wodospadu.
Krótka wędrówka brzegiem doprowadziła ich do wodospadu. Zgodnie z tym, co mówił Mukoki po powrocie z zimowej wycieczki, była to niewielka kaskada, wysoka mniej więcej na dwanaście stóp. Ale ze skalnego skłonu rwał teraz w dół skłębiony wodny chaos. Brzeg był łatwo dostępny i wygodny szlak zawiódł trzech wędrowców do miejsca, gdzie potok płynął znów spokojnym łożyskiem.
Mimo że od rana przebyli przestrzeń czterdziestu mil, ten dzień był jednym z przyjemniejszych i najmniej męczących z całej podróży. Szybki prąd potoku niósł łódź tak wartko, że nie potrzebowali prawie wcale trudzić się wiosłowaniem, a malownicze ściany parowu, bezustannie zmieniające wygląd, miały dla nich wciąż jeszcze nieodparty urok. Już pod wieczór łożysko potoku zmieniło nieco kierunek, dążąc prosto na północ, i właśnie w tym miejscu zauważono doskonałe miejsce na postój. Na przestrzeni dobrego akra leżała falista kotlina, pokryta miękkim białym piaskiem, a u jej krawędzi powódź naniosła znaczną ilość suchego drzewa.
— Ciekawa kotlina — rzekÅ‚ Wabi, gdy bliżej gnali czółno. — WyglÄ…da jak...
WÄ…tki
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Jak ciÄ™ zÅ‚apiÄ…, to znaczy, że oszukiwaÅ‚eÅ›. Jak nie, to znaczy, że posÅ‚użyÅ‚eÅ› siÄ™ odpowiedniÄ… taktykÄ….